Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.

KATTEGAT I SKAGERRAK czyli o tym, jak fajnie mieć przyjaciół. 18 Maj 2017

KATTEGAT I SKAGERRAK czyli o tym, jak fajnie mieć przyjaciół.

Maciek i Natalia musieli niestety opuścić nas w Göteborgu. Czułem, że jeszcze chętnie płynęli by z nami dalej i dalej, ale wszystko kiedyś się musi skończyć – urlop też.

Z żalem oddali nam cumy w Lilla Bommens, a my ruszyliśmy w najdłuższy przelot drugiego etapu w kameralnym składzie: Heniu z Andrzejem i Sebą na „Bystrzu” i Paweł ze mną na „Sifu”. Płynąc w dół rzeką Gota ułożyliśmy plan żeglugi na najbliższe dwie doby. Pływanie we dwójkę na 14 metrowym stalowym keczu to już takie małe żeglarskie wyzwanie. Ustaliliśmy dwugodzinne wachty i sposób komunikacji kokpit – mesa, żeby był sposób na obudzenie partnera bez odchodzenia od steru.
Wreszcie żagle w górę i leniwie ruszyliśmy przez Kattegat w kierunku Skagen. Nie mieliśmy w planie tam wpływać, ale zależało nam na złapaniu najnowszych prognoz pogody przez Internet. Byliśmy w zasięgu tworzącego się małego lokalnego małego niżu i nigdy nie wiadomo co się z takiego rozwinie…
Powoli weszliśmy w rytm samotnych wacht i szykowaliśmy się do prawie samotnej nocnej żeglugi, a tu nagle odzywa się radio:

- Jacht „Sifu of Avon”, jacht „Rzeszowiak’ prosi…

„Rzeszowiak” płynie w kierunku Grenlandii, więc nasze trasy na razie się pokrywają.

Okazuje się, że chłopaki są 8 mil przed nami i oferują „wypożyczenie” nam dwóch załogantów na nocny przelot przez Skagerrak.

Bardzo ucieszyliśmy się z posiłków, chociaż tak w głębi duszy poczuliśmy lekki zawód, bo runął nasz misterny plan sprawdzenia się w dłuższej dwuosobowej żegludze.

Ustaliliśmy szybko miejsce spotkania na zawietrznym duńskim brzegu na spokojnej wodzie osłoniętej cyplem od fali. Sprawna akcja podejścia i mieliśmy już na pokładzie Huberta i Grzegorza. Żegluga we czwórkę to był już luksus. Wszyscy garnęli się do steru, więc nie pozostało mi nic innego jak iść spać.

Nad ranem z oparów gęstej mgły wyłoniły się skały wyspy i wysepki południowego wybrzeża Norwegii. Jeszcze tylko wejście slalomem pomiędzy wysepkami do zatoki i zacumowaliśmy w małym uroczym porcie Mandal, przy gościnnej kei tuż za rufą przybyłego chwilę wcześniej „Rzeszowiaka”. Chłopaki wracają do siebie, a nam trochę żal, że dalej pożeglujemy już sami…

Fajnie jest wszędzie spotkać przyjaciół. Dzięki Marcin!

Dołącz do wyprawy Arktyka 2017 Śladami Ginących Lodowców 

 

Marek Kapołka

 

Facebook
Tweet
Google

Fundacja 4 Kontynenty
Osiedle Widokowe 8/7 32-540 Trzebina (małopolskie)
KRS: 0000595255, NIP: 6282265680, REGON: 363676740

Wesprzyj nas:
Fundacja 4 Kontynenty
Konto: Bank PKO BP 8010 2023 8400 0098 0202 0056 01