Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.

4 KONTYNENTY

tysiące szczytów do zdobycia

GÓRY

tam jest wszystko co kocham

TREKKING

Podróżowanie jest brutalne. Zmusza cię do ufania obcym i porzucenia wszelkiego co znane i komfortowe. Jesteś cały czas wybity z równowagi. Nic nie należy do ciebie poza najważniejszym – powietrzem, snem, marzeniami, morzem i niebem. Cesare Pavese

17
Wrzesień
2017

Witam "4 Kontynenty"

Mieszkam w Bytomiu - to taka dziura koło Katowic, jakby kto nie wiedział. Mam na karku piąty krzyżyk, więc już bliżej dołka niż dalej - ale zamierzam jeszcze trochę po tym świecie pochodzić. Na chrzcie mi dali Grzegorz, zaś na kilku górskich forach jestem powszechnie znany pod nickiem "Grochu". Może tyle tytułem wstępu.

Z górami miałem styczność "od zawsze", gdyż pochodzę z Ziemi Sądeckiej i od dziecka miałem je przed oczyma. W latach szkolnych zacząłem je poznawać bliżej, najpierw przez wyjazdy kolonijne a w czasach licealnych już samodzielnie z innymi wariatami. Z czasem tak więc się zrobiło, że zamiast patrzeć z dolin na góry – zacząłem z gór patrzeć w doliny. I jakoś tak potem już poszło.

Do dnia, gdy nadszedł czas na założenie rodziny. Wtedy chodzenie po górach zamieniłem na chodzenie po pampersy. Tak kilka następnych latek minęło, aż pampersy przestały już być potrzebne.

No to co? No to w góry!!! Ale takie lajtowe to były wycieczki, by kiluletnie srajtki się nie zraziły. Udało się. Już oba są dorosłe i same dopytują się o kolejne wypady na górskie szczyty.

No ale zanim to nastąpiło to znów ładnych kilka wiosen musiało minąć, gdy mogłem znowu sam – bez "kotwic" – zacząć górskie wypady.

Najpierw ostrożnie, bo te dobre 10 lat przerwy w górskim życiorysie spowodowało, że i kondycja wyparowała i o trekkingowej rutynie się zapomniało. No i brzusio jakoś po drodze uroslo. To więc były raczej takie "powtórki z rozrywki": odwiedzanie miejsc, które się już poznało za kawalerskich czasów. A potem coraz dalej....coraz dłużej....

Coraz wyżej – nie. Nie mam parcia na bicie rekordów wysokości.

Problemem wówczas był też brak towarzystwa. Cytując klasyka: "Co się stało z naszą klasą?..."

Ale ten problem się rozwiązał, gdy nawiązałem kontakt z Klubem Góry-Szlaki. Od tamtej pory – a będzie wnet już 10 lat – zacząłem mocno intensywnie przygodę z górami.

Trochę statystyk ( które dla zabawy zacząłem prowadzić od 2013 ):

2013

długość przechodzonych szlaków: 686 km

czas spędzony na szlakach: 267 h

suma przewyższeń: 37477 m ( czyli: ponad 4 razy Mt Everest od poziomu morza );

2014

długość przechodzonych szlaków: 1093 km

czas spędzony na szlakach: 353 h

suma przewyższeń: 51705 m ( czyli: prawie 6 razy Mt Everest od poziomu morza );

2015

długość przechodzonych szlaków: 561 km

czas spędzony na szlakach: 224 h

suma przewyższeń: 29282 m ( czyli: ponad 3 razy Mt Everest od poziomu morza );

2016

długość przechodzonych szlaków: 830 km

czas spędzony na szlakach: 339 h

suma przewyższeń: 42777 m ( czyli: prawie 5 razy Mt Everest od poziomu morza );

2017 – w trakcie.

W międzyczasie wyrobiłem sobie ( jeśli można tak powiedzieć ) dwie "specjalizacje":

pierwsza - eksploracja via ferrat: to taka fajna alternatywa dla klasycznego trekkingu, nie wymagająca jakichś specjalnych umiejetności wspinaczkowych. Via ferraty mają zróżnicowane stopnie trudności tak, że każdy znajdzie tu coś na miarę swoich możliwości: zarówno ten co w życiu jeszcze do skały się nie przytulił, jak i wytrawny alpinista;

druga - tygodniowe ( najczęściej ) trekkingi "na ciężko" po karpackich pasmach. Czemu tak? A bo jak wyjrzałem poza horyzont granic ziemi ojczystej to pojąłem, że tych Karpat jest taki ogrom, że życia nie starczy by je całe poznać. A różnorodność przeogromna. No i po prostu są piękne :-)

A od czasu do czasu robi się jakiś wypad w Alpy – dla odmiany. Może to się trochę kłóci z ideą o nazwie "4 Kontynenty" , ale kto wie......w przyszłym roku myślę o wypadzie w góry Kaukazu, a z czasem może mnie napadnie marokański Atlas czy coś dalej jeszcze..... pożyjemy – zobaczymy.

Jakiś czas temu ktoś mnie mamówił, żebym zaczął dokumentować te swoje zabawy z górami, to założyłem na fejsie taką tematyczną stronkę. Ale zamieszczam na niej tylko takie wypady wykraczające czasowo poza ramy zwykłego weekendu. Tych zwykłych weekendowych jest po prostu zbyt dużo, to jakbym wszystko tam wrzucał to ta stronka stałaby się mało czytelna.

Jak ktoś ma ochotę to zapraszam do odwiedzin:  (klik)

Lajkowanie i udostępnianie mile widziane ;-)

A co z przyszłością?

Plany są bogate jak zwykle, ale chwilowo jestem w lekkim zawieszeniu w związku z trwającym właśnie procesem zmiany pracy. Stąd na tą chwilę trudno mi precyzyjnie określić które weekendy do końca roku będę miał wolne, a tym bardziej jakieś urlopowe terminy na przyszły sezon. Ale ta kwestia niebawem się wyjaśni.

Abstrahując póki co więc od konkretnych terminów: po rozmowie z Mariuszem zaproponowałem październikowy weekendowy wypad na Małą Fatrę – i do tego tematu wrócę niżej. Poza tym: tradycyjnie w długi weekend listopadowy robię urodzinowe górołażenie połączone z wieczorną minutą ciszy na okoliczność tej dramatycznej rocznicy ( tak tak – jak się ma piątkę z przodu to wcale tak znowu nie ma się już z czego cieszyć ;-) Tyle, że w tym roku 11 listopada wychodzi w sobotę, więc tym razem to będzie zwykły weekend, czyli musi być gdzieś blisko; zapewne w Beskidzie Żywieckim, a w razie dupiatej pogody odbębnię to wydarzenie na Chatce Skalance w Zwardoniu. No i jeszcze....jakoś tak trza by powoli myśleć coś o Sylwestrze – jeżeli nowa praca na to pozwoli.

Jeśli zaś o kolejny sezon trekkingowy chodzi to tak:

- na pewno ze 2 wyjazdy na via ferraty ( Austria, Włochy – zobaczy się );

- na pewno Zugspitze w Niemczech i Howerla na Ukrainie ( córka 2 lata temu zaczęła "rzeźbić" Koronę Europy i obiecałem jej jeszcze pomóc te dwa kopczyki opanować w przyszłym roku; dalej już sama sobie będzie radziła );

- na pewno tydzień na Góry Rodniańskie ( północna Rumunia );

- najprawdopodobniej tydzień na Góry Hryniawsko-Czywczyńskie lub Pokucko-Bukowińskie ( w obu przypadkach to najbardziej dzikie i bezludne rejony ukraińskich Karpat, gdzie nawet jeszcze szlaków nie ma wytyczonych );

- najprawdopodobniej 2 tygodnie na Kaukaz ( i to na pewno byłoby we wrześniu jeśli dojdzie do skutku ), od gruzińskiej strony ( ale to ma być zwykły trekking poniżej lodowców, żeby nie obciążać się wysokogórskim szpejem ) połączone z jakimś 2-3 dniowym "plażingiem" w Batumi na koniec..........no dobra, chyba już cały urlop na 2018 wyczerpałem ;-)

A wracając do najbliższej przyszłości:

Mala Fatra.

Kiedy? Najprawdopodobniej 13-15 lub 20-22 październik.

Gdzie? Luczańska część tego pasma – przy dobrej pogodzie.

W rozmowie z Mariuszem sugerowałem przejście od Hornej luki do Klaka z noclegiem w namiocie, ale po namyśle odstąpiłem od tego zamiaru. Dzień już wtedy będzie krótki, a to jest stosunkowo długa - a przede wszystkim całkiem urokliwa - trasa ( w tej klakowej części szczególnie ), szkoda więc robić to po ciemku. Za to na wiosnę chętnie wrócę do tego tematu.

Zamiast tego:

Piątek pod wieczór – przyjazd do miasteczka Trebostovo ( ciut za Martinem ) i nocne wejście niebieskim szlakiem na Hornou luke ( ok. 3 h ). Nocleg w utulni Partizan, ale na wszelki wypadek namioty trzeba mieć, bo przy dobrej pogodzie w Partizanie może być tłoczno.

Sobota – przejście północnej części tego pasma z zejściem na przełom Wahu w miasteczku Stre čno. Tam można wciągnąć obiadokolację, a potem jeszcze trzeba wdrapać się na początek drugiej części MF: do Chaty pod Suchym na drugi nocleg. Trasa na jakieś 8,5 h plus przerwy na popasy. Ale 25,5 km i 1300 m przewyższeń.

Niedziela – 2 warianty.

A – przejście przez Malý Kriváň z zejściem do Sučan ( ok. 6 h ) i powrót komunikacją publiczną do Martina po auta.

B – wejść tylko na Suchý a potem już zejść zielonym szlakiem na Turčianske Kľačany ( ok. 4 h ) i powrót komunikacją publiczną do Martina po auta.

Ewentualnie można w piątek rozstawić samochody, co ułatwi niedzielną komunikację.

Plan "B" – ( pogoda nie tak całkiem dobra ).

Też Mala Fatra, tylko część Krivańska. Baza w Stefanovej. Mam tam sprawdzony fajny pensjonacik vis a vis piwopoju. Dojazd na miejsce też w piątek wieczór. Sobota: wejście na Maly Rozsutec. Niedaleko, niewysoko, ale warto. A w razie załamki pogody w miarę szybko można wrócić na ciepłe pokoje. Trasa na ok. 5 h. Gdyby z pogodą było dość stabilnie to można się przespacerować przez oba Rozsutce – wtedy zajęłoby to ok. 7-8 h. Niedzielę można przeznaczyć na szwendanie się po Dierach – to taka miniaturka Słowackiego Raju, do zrobienia w 2-4 godziny zależnie od wariantu trasy tak, żeby o ludzkiej porze wrócić do domu.

Plan "C" - ( leje jak z cebra cały weekend ).

No cóż.....wtedy z rozpaczy pozostanie eksploracja lokalnych źródeł čapovaneho piva. Ale jak to powiadali starożytni Rosjanie: "nieważne: gdzie, ważne: z kim".

Grzegorz  Grochowski 

Facebook
Tweet
Google
12
Kwiecień
2017

Weekend 8-9 kwietnia przeszedł już do historii, historii która pewnie na długo zostanie w naszej pamięci i którą będziemy jeszcze niejednym znajomym opowiadać. Sobotni plan zdobycia Czerwonych Wierchów nie wypalił, dlaczego? Dlatego, że dla nas o wiele ważniejsze od tych szczytów w tym momencie było nasze bezpieczeństwo, zdrowie i życie. Niestety już w piątek przed wyjazdem sprawdzając warunki w naszych ukochanych Tatrach na stronie TOPR ogłoszono trzeci stopień zagrożenia lawinowego co jednoznacznie oznaczało, ze nigdzie w wyższe partie gór nie wyjdziemy.
Wiadomość taka nigdy nie jest dobra wiec się troszkę zezłościliśmy ale już po chwili pomyśleliśmy, ze i tak nie mamy na to wpływu i że przecież w tak kameralnej ekipie jaka była z nami zwyczajnie musi być super, bez względu na wszystko a przecież zostają jeszcze dolinki.

W sobotę zaraz po przyjeździe do Kuźnic i dojściu do Hotelu Górskiego Kalatówki postanowiliśmy wyruszyć by się nieco rozejrzeć, podreptaliśmy wesoło podziwiając przy tym piękną zimę jaką mieliśmy tej wiosny i dotarliśmy na Halę Kondratową a jako, ze prawie była godzina obiadowa weszliśmy do tamtejszego schroniska by coś ciepłego zjeść. Bardzo nas kusiło aby pójść w stronę Kopy Kondrackiej jednak rozsądek zwyciężył. Po  krótkiej rozmowie jaką odbyliśmy z ratownikiem TOPR-u który przedstawił trochę faktów na temat istniejących warunków oraz zdecydowanie odradzał pójście dalej niż na Halę Kondratową . Niestety nie wszystkim wystarczają takie zagrożenia jakie mieliśmy w ten weekend. Czasem ludzie myślą że mają kilka żyć albo wcale nie mają wiedzy na temat gór i wędrowania w zimowych warunkach, po weekendzie dochodziły stopniowo informacje o wypadkach jakie miały miejsca w tym czasie. Nie tracąc czasu przeprowadziliśmy szkolenie z nauki hamowania czekanem, dla kilku z Nas było to pierwsza okazja jak zaprzyjaźnić się z czekanem i poćwiczyć technikę hamowania.Wiosna, wiosna, wkoło dużo śniegu. Pod warstwą śnieżną około 10 cm zimowały rozkwitające krokusy.


W niedziele postanowiliśmy przynajmniej dotrzeć na Kasprowy Wierch i tam troszkę spędzić czasu, weszliśmy na przeciwległy dwutysięcznik (Beskid) na którego wejście akurat było zupełnie bezpieczne i przy fantastycznej, słonecznej pogodzie zrobiliśmy sobie mały relaks, widoki były fantastyczne, widoczność niesamowita, powietrze była tak przejrzyste jak mało kiedy. Na niebie ani chmurki, słonko wręcz oślepiało, efektem tego wróciliśmy szczęśliwi i pięknie opaleni z nowymi pomysłami, z nowymi marzeniami i planami na kolejny wspólny wyjazd w Tatry

 

Aneta Kaniut - Matula

Facebook
Tweet
Google
3
Luty
2017
Poprzez białe drogi z mrozem za pan brat.
Pędzą nasze sanie szybkie niby wiatr.
Biegnij koniu, wrony przez uśpiony las
My wieziemy świerk zielony i śpiewamy tak
Pada śnieg, pada śnieg
Dzwonią dzwonki sań.
Co za radość gdy saniami tak można jechać w dal ...........
 
Tym razem spotykamy się w Istebnej gdzie pomkniemy saniami, narciarskimi stokami, napędzeni marzeniami. Przychodzi czas by znowu spotkać wszystkich Was, spędzić chwile radosne podsumować nasze wspólne osiągnięcia i zaplanować kolejne przedsięwzięcia.
Zabawa karnawałowa jest przed nami więc też postukamy stopami. Jednak oszczędzajcie swe buty bo czekają na nas przygody napisane niczym muzyczne nuty.
Termin spotkania  03.02 do 05.02.2017
​Miejsce :
43-470 Istebna 670
​Uwaga istnieje możliwość dłuższego pobytu w ośrodku.
Program ramowy spotkania Fundacji 4 Kontynenty
Piątek 03.02
17.00 do 20.00 przyjazd + zakwaterowanie
20.00 rozpalimy ognisko + integracja w ośrodku z wyżywieniem
Sobota 04.02
  9.00 do 10.00 Śniadanie w formie bufetu
11.00 do 12.00 Wyginam śmiało swoje ciało – poranny rozruch z Anetą
12.30 do 13.30 Lepimy Bałwana zabawy na śniegu
14.00 do 15.00 Obiad
15.00 do 16.30 Slajdowisko , podsumowanie sezonu 2016
17.00 do 19.30 Pomkniemy saniami napędzani marzeniami, kulig z pochodniami na Stecówkę
20.00 do 21.00 Koncert Grupy Poszukiwacze + biesiada z wyżywieniem
zabawa Karnawałowa do białego rana :))
Niedziela 05.02
 9.00 do 10.00 Śniadanie w formie bufetu
10.00 do 13.00 Narty,sanki, zabawa na stoku
14.00 do 15.00 Obiad
16.00 komu w drogę temu czas )))
Wsparcie naszego spotkania to 235 zl obejmuje wszystko za wyjątkiem karnetu na wyciąg, dojazdu i ubezpieczenia. ​
Uwaga brak już miejsc noclegowych.
 
Fundacja 4 Kontynenty                                                                                                                                            PKO BP 8010 2023 8400 0098 0202 0056 01
Os. ZWM 8/7, 32-540 Trzebina (małopolskie)
KRS: 0000595255, NIP: 6282265680, REGON: 363676740
Kontakt                                                                                                                                                                            Mariusz Noworól                                                                                                                                                                      tel 696914676 ​                                                                                                                                          mariusz@4kontynenty.pl​                                                                                                                        www.4kontynenty.pl
 
 
Facebook
Tweet
Google
19
Styczeń
2017

Romki na końcu świata

„Napisać artykuł” – długo zastanawiałam się, co to może znaczyć. O czym opowiedzieć, i co Wy – Drodzy Czytelnicy chcielibyście przeczytać, żeby nie marnować swego cennego czasu? Jak na papier przelać miesiąc spełnionych marzeń, zwrotu akcji w życiu i wreszcie, po tylu latach – odnalezienie siebie i swojego ja. Nie wiem do końca jeszcze, co znaczy „napisać artykuł”, ale skoro już zaczęliście, to – poczytajcie.

„Koniec Świata na Byle Czym”, czyli „Romki na Końcu Świata” 

Romki – to my. Joanna i Rafał Romek, małżeństwo od lat 6, znamy się od ponad 12. Wyszliśmy ze strefy komfortu (jakim zapewne jest nasze codzienne życie) i po załatwieniu formalności w pracy, zgromadzeniu sprzętu i naszkicowaniu wstępnego planu – wyruszyliśmy w miesięczną podróż z Krakowa do ostatniego (prawie) skrawka lądu – Ziemi Ognistej i słynnej Ushuaii. Po drodze przemierzyliśmy prawie 5 tys. km drogą lądową, korzystając ze wszystkich dostępnych środków transportu. Pokonało nas kilka sytuacji, ale też w wielu odnieśliśmy zwycięstwo. Jednak nie o tym głównie powinna być tu mowa, ale o Was, Drodzy Czytelnicy. Dlaczego powinniście wstać z fotela i ruszyć w pogoń za przygodą. 

Kultura latynoska

To nie mit, ale szczera prawda. Jeśli już raz ją poznasz – nie zapomnisz i całkowicie Cię oczaruje. Latynosi nigdzie się nie spieszą, a „mańana” (jutro, a właściwie bliżej nieokreślony czas w przyszłości, oznaczający po prostu później) to ich życiowa dewiza, przekazywana z pokolenia na pokolenie. W Ameryce Łacińskiej bywa niebezpiecznie, dla własnego dobra lepiej nie obnoście się z drogim sprzętem. Na turystów i tak będziecie zawsze wyglądać, zdradzi Was często kolor skóry, jednak może działać to na korzyść, ponieważ latynosi zawsze służą pomocą. Zawsze – oznacza to, że w równym stopniu powiedzą Wam nieprawdę i/lub prawdę połowiczną, jeżeli nie znają odpowiedzi na zadane pytanie. Bo kultura obowiązuje i odpowiedzieć zawsze należy. A fakt, że może to powodować czasem sporo problemów – nieważne – „mańana” zawsze będzie lepiej.

Wszechobecna przyroda

Tak, tak – wszechobecne guanako (podobne do lamy) widzimy na każdym kroku. Na początku to rarytas – w Polsce podniecamy się jedną małą sarenką, która przecina nam drogę podczas grzybobrania, a tutaj – pełny urodzaj. Wieloryby, pingwiny, lwy i słonie morskie, foki, pancerniki, kapibary i wszelkiego typu ptactwo – to tylko te widziane przez nas przez tak krótki okres pobytu. Bądźcie dłużej, a nawet nie śniliście o tym, co możecie zobaczyć.

Podróże kształcą

A przynajmniej tak mawiali nasi dziadowie. Czy wyjazd typu „last minute” również podchodzi pod to stwierdzenie – nie wiem, ponieważ nigdy nie korzystałam. Jednak „Podróż na Byle Czym” z własnym mężem uczy. Wiele rzeczy uczy od nowa. Zmienia wszystko, całe życie, całe dotychczasowe podejście. Jeść makaron z sosem pomidorowym, rozmawiać po hiszpańsku, rozmawiać po portugalsku (w ogóle go nie znając), nosić 20 kg sprzętu na plecach i chodzić dziesiątki kilometrów. I przez chwilę móc żyć pod innymi gwiazdami. Krzyż Południa rozświetla niebo południowej półkuli (chwilowo w tamtym momencie naszej). Nabieracie pewności, że ziemskie niebo nie skrywa już przed Wami więcej tajemnic.

Zmienność klimatu

Argentyna i Chile, czyli państwa, które przyszło nam odwiedzić, ciągną się tysiące kilometrów z północy na południe. Z każdym dniem podróży opuszczaliśmy się coraz niżej – z klimatu blisko tropikalnemu w Buenos Aires, do prawie polarnego w Ushuaii. Stamtąd już tylko parę kroków na Antarktydę. Po drodze zatrzymujemy się i poznajemy Patagonię. Miejsce targane wiecznymi wiatrami, ze specjalnie na tą okazję przygotowaną roślinnością. Miejsce, z górującym  szczytem Fitz Roya, jedynym  powiększającym się lodowcem na świecie – Perito Moreno oraz najlepszą na świecie baraniną patagońską. Docieramy wreszcie na Koniec Świata – do Terra del Fuego, Ziemi Ognistej. Której nazwa, w przeciwieństwie do tego, co wielu z Was myśli, nie wzięła się od ciężkich warunków klimatycznych, które mogłyby przypominać warunki na Marsie – Ognistej Planecie. Nazwa, w rzeczywistości pochodzi od setek indiańskich ognisk, widzianych ze statków osadników, którzy przybyli tu w 19 w. Ziemia nie jest nieurodzajna, nie wypaliła ją ani zima, ani inny zabójczy czynnik. Wręcz przeciwnie- bujna roślinność starej pampy, brak ingerencji człowieka w naturę wpływa na niezapomniany klimat tego miejsca. I ten Koniec Świata, którego tak długo szukaliśmy. Odnaleziony pomiędzy poszarpanymi fiordami i wyspami Kanału Beagla. Jak na Koniec Świata przystało – z prawdziwym i czynnym urzędem pocztowym. I jak przystało na miejsce skażone cywilizacją europejską – ze wspomnieniem po wymarłymi Indianami z plemiona Yaghan. Biedacy, po 19 w. nie byli w stanie oprzeć się naciskom wszędobylskiego starego kontynentu i poddali się „tropikalnym” chorobom oraz gorączce złota.

Nie pytajcie mnie zatem, czy warto było jechać. W każdej sytuacji, zawsze odpowiem, że zdecydowanie tak. Bo ruszyć z miejsca i nie marnować życia zawsze warto. Koniec Świata to miejsce nieposiadające współrzędnych GPS. Dla każdego z nas jest co chwilę gdzie indziej. Raz może być w Ushuaii, raz na Spitzbergenie, a kolejny raz w Skiroławkach. Jeżeli jesteście na tyle szaleni, żeby go szukać, i jeżeli taka Wasza wola – nigdy nie przestawajcie. A tym z Was, którzy „mogą, bo chcą”, życzę, aby słowa słynnego hitu country „I’ ve been everywhere” obrazowały własny sukces złapania Końca Świata za ogon. 

Jeżeli choć trochę zaciekawił Cię, Drogi Czytelniku, mój „napisany artykuł” – zapraszam na bloga, w którym opowiadaliśmy o każdym etapie tej niezwykłej przygody. Jeżeli jednak zazdrość nie pozwoli Ci tego czytać a pragnienie własnych przeżyć trawi Cię od środka – dołącz do 4 Kontynentów – to miejsce, gdzie będziesz mógł przestać śnić o marzeniach i wreszcie zabrać się do roboty przy ich realizacji.

Romki na Końcu Świata

Facebook
Tweet
Google
14
Styczeń
2017

Obiecałam, słowa dotrzymuję!
Tym razem nieco inaczej niż zwykle, naszym celem jest dojście do Terinki i INTEGRACJA :)
Lubimy wszystkie wspólne wyjazdy i zawsze świetnie się bawimy, więc i teraz będzie FANTASTYCZNIE!
Kto chodzi po Tatrach od strony słowackiej, ten wie że Słowacy zamykaja swoje szlaki na okres zimowy i mozna sie tam poruszać tylko w drodze do wysokości schronisk i z powrotem.
Jeśli warunki śniegowe nam pozwolą to wraz z Krzyśkiem przeprowadzimy szkolenie na którym będziemy uczyć Was poprawnego hamowania czekanem podczas niespodziewanych upadków (poślizgu) .
Sprzęt górski (raki, czekan) OBOWIĄZKOWO!
Czołówki, kijki trekkingowe, plecak, termos, ciepłe, nieprzewiewne i nieprzemakalne ubrania et...c.
Droga do schroniska wiedzie szlakiem bezpiecznym ale my jako miłośnicy turystyki górskiej zimowej nie mozemy sobie pozwolić na brak sprzętu, proszę dopasować raki do butów
- paskowe, koszykowe - kazdy rodzaj butów górskich,
- półautomaty i automaty -TYLKO I WYŁĄCZNIE na buty do takich raków przystosowane (buty z "rowkiem")
Schronisko Téryego (słow. Téryho chata, Térynka– schronisko górskie położone w słowackiej części Tatr Wysokich, na granicy Doliny Małej Zimnej Wody (Malá Studená dolina) i Doliny Pięciu Stawów Spiskich (kotlina Piatich Spišských plies).
Chata leży na wysokości 2015 m n.p.m. i jest najwyżej położonym schroniskiem w Tatrach czynnym przez cały rok; wyżej położone jest tylko Schronisko pod Wagą, ale jest ono otwarte tylko w sezonie letnim. Terinka, bo tak potocznie nazywa się schronisko, dysponuje 24 miejscami noclegowymi w trzech salach wieloosobowych.
***Rezerwację mamy na 15 osób***
- Koszt:- 21€ za nocleg
(w Terince płacimy tylko walutą euro więc proszę o przelewy
na moje konto w kwocie 100zł - taki jest obecny kurs euro, w tym 5zł na Fundację 4Kontynenty) Ja kupię Euro w kantorze inetrnetowym po najlepszym kursie jaki się da i zapłacę za noclegi w schronisku)
Musicie również być przygotowani na gotówkę w walucie euro by np kupić sobie coś do zjedzenia na miejscu - KARTY NIE DZIAŁAJĄ!
Nr konta: Aneta Matula
96 1140 2004 0000 3002 0070 7155
Tytuł przelewu: Terinka
Pomóż nam w rozwoju Fundacji 4 Kontynenty wpłacając 5 zł na konto Fundacji!
Tytułem wsparcie
Bank PKO BP 8010 2023 8400 0098 0202 0056 01
***UWAGA***
Tylko 15 pierwszych osób, które zrobi przelew jedzie z nami w Tatry, po tych wpłatach lista zostanie zamknięta a przelewy opóźnione zostaną zwrócone!

NA PRZELEWY CZEKAM DO 15 GRUDNIA, POTEM ZGŁASZAM ILOŚĆ OSÓB JAKA WPŁACIŁA I TAKA ILOŚĆ JEDZIE ( max 15)

Wyjazd sobota 14 stycznia 2017 o 6.00 rano Katowice
Facebook
Tweet
Google
30
Grudzień
2016

Grupa 4 Kontynenty nieprzerwanie się rozwija! W związku z tym, że poznaliśmy już tylu ciekawych i fajntastycznych ludzi, jakiś czas temu nasunęło mi się pytanie "Dlaczego nie spędzić wspólnie Sylwestra"? W związku z tym pragnę serdecznie zaprosić Was na cudowną kilku dniową zabawę.

Gdzie: Bieszczady, Wetlina, Schronisko PTTK Wetlina.
Kiedy: przyjazd w piątek 30.12.2016 r., wyjazd poniedziałek 02.01.2017 r.
Ilość osób: 30.
Zakwaterowanie: budynek główny, pokoje 5-osobowe.
Wyżywienie: śniadanie oraz obiadokolacja.
Dodatkowo: Impreza Sylwestrowa z wyżywieniem
Cena: MEGA atrakcyjna 300 zł/ os za cały pakiet

Pozostałe kwestie organizacyjne omawiane są na FB. szukam/oferuję transport ;)

Moi drodzy! Więcej przedstawiać nie muszę. Większość Bieszczady zna, i ma świadomość, jakie piękne mogą być one w zimie. Decydujcie sami i zabierajmy się do roboty ;)

Podaję moje dodatkowe dane kontaktowe:
tel 501 520 319
email: joanna@4kontynenty.pl

 

Facebook
Tweet
Google
16
Listopad
2016

Nazywam się Aśka Romek i będę Waszym nawigatorem po projekcie trekkingowym po Argentynie. Odkąd sięgam pamięcią podróże i zwiedzanie wszystkiego, co nieznane leżało w mojej naturze. Dużą część wolnego czasu poświęcam na żeglowanie i oglądanie miejsc, gdzie mnie jeszcze nie było. Wraz z moim mężem, Rafałem, staramy się uprawiać aktywną turystykę, stronimy od wszelkich „last minutów”, wygórowanych hoteli, wszelkiego lansu i przepychu. Przy dużym zaangażowaniu planujemy nasze wypady tak, by poznać nowe miejsca od strony kultury, kuchni oraz szczególnie przyrody. Lubimy alternatywne trasy off- roadowe, tułaczkę po bezdrożach i survival w dziczy. Interesuje nas każda możliwość przemieszczania się pomiędzy dwoma miejscami - żeglarstwo morskie i lądowe, trekking, wycieczki motocyklowe i rowerowe a nawet jazda wierzchem.
Stąd właśnie wziął się pomysł na wyprawę - pierwsze i na pewno nie ostatnie w życiu tego typu przedsięwzięcie. Dzięki fantastycznemu projektowi 4 KONTYNENTY, który otworzył nam wszystkim oczy i przekonał, że CHCIEĆ TO MÓC oraz własnemu zamiłowaniu do przygody powstał wstępny plan podróży. Naszym nadrzędnym celem jest dotrzeć ze stolicy Argentyny – Buenos Aires do tytułowego i owianego legendą Końca Świata (Fin Del Mundo), czyli Ushuai – najdalej wysuniętego miasta Ziemi Ognistej. Do pokonania czekających nas setek mil chcemy wykorzystać jak najwięcej różnych opcji transportu – samolot, pociąg, autobus, samochód, motocykl, jacht, prom, oczywiście własne nogi oraz zwierzęta przewidziane do jazdy wierzchem - konie i osły. Chcemy poznać tamtejszą kulturę, ludzi, kuchnię oraz zwiedzić parki narodowe wraz z ich fascynującą florą i fauną. Nie zastanawiaj się więc – niczym pionierzy i dawni odkrywcy dotrzyj tam z nami - na KONIEC ŚWIATA NA BYLE CZYM.
Jesteś już zdecydowany? – świetnie – poniżej przedstawiam wstępny zarys wyprawy eksploracyjnej po nieznanym kontynencie. Masz jeszcze wątpliwości? – daj się przekonać czytając, jakie możliwości przed Tobą i co też może Cię czekać.
Naszą wielką przygodę zaczniemy w październiku w Buenos Aires (1)- stolicy tanga i wołowiny argentyńskiej. Po zwiedzaniu miasta i okolic oraz przejażdżkach konnych po ranczach czeka nas przeprawa do Mendozy (3), położonej w północno – zachodniej części kraju, będącej jednocześnie jedną ze światowych stolic wina. To ponad 1000 km drogi lądowej do popisu. Północna część Argentyny posiada kilka połączeń kolejowych, możemy wybrać ją jako sposób transportu. Po drodze, ciekawym przystankiem stanie się sanktuarium Difunty Correi (2), świeckiej „świętej” męczennicy, przy której kapliczce zostawimy drobne dary na wszelką pomyślność. Kolejny przystanek to osławiony „Dach Ameryk”, jeden z siedmiu najwyższych szczytów naszego globu, Aconcagua (4). Nie jesteśmy alpinistami, poza tym wejście na szczyt zajęłoby nam zbyt wiele czasu – planujemy dotrzeć do stacji campingowej, skąd można podziwiać wspaniałe widoki. Jednym z pomysłów do opracowania jest przejście przez granicę z Chile i zawitanie do Santiago (5), miasta osławionego w wielu pieśniach żeglarskich, a stamtąd przebyć choć kawałek jednej z najpiękniejszych tras motocyklowych po Chile. Punktem, którego nie można pominąć jest trekking i jazda na osłach w pobliże charakterystycznie podwójnego szczytu Fiz Roy (6). Jak w przypadku Aconcagua – przyznajemy się bez bicia, że nie mamy umiejętności, aby uderzyć na szczyt, zadowolimy się więc buszowaniem po okolicach. Nie ma Argentyny bez Perito Moreno (7) – najsłynniejszego lodowca, którego powierzchnię można eksplorować podczas trekkingu z wynajętym przewodnikiem. Tereny środkowej Patagonii obfitują w parki krajobrazowe, planujemy większy wypad po wybranych z nich, zgodnie z ustalonymi pętlami pieszymi. To doskonała możliwość, aby spełnić się jako traper – z plecakiem i całym ekwipunkiem, przemierzając dzikie ostępy, będziemy walczyć ze swoimi słabościami. Tutaj dotrzemy do celu naszej podróży- Końca Świata (8), miejsca którego widokiem cieszyć oko mogło niewielu. Zobaczymy tu kolonie Pingwinów Magellana, fok, słoni i lwów morskich. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, zaokrętujemy się na jacht S/Y 4 KONTYNENTY i popłyniemy do stolicy Falklandów – Stanley (9). Ostatnim zaplanowanym przeze mnie punktem jest półwysep Puerto Piramides (10). Położony w środkowej Argentynie, na wschodnim wybrzeżu jest punktem wypadowym dla morskich wycieczek na tereny wielorybów. Te ogromne ssaki przebywają tam od sierpnia do grudnia, będziemy mieć więc niebywałe szczęście i możliwość podziwiania ich w ich naturalnym środowisku.
Na taką eskapadę należy się odpowiednio zabezpieczyć, trzeba załatwić wszelkie formalności (paszporty, szczepienia, ubezpieczenia, bilety lotnicze) oraz dobrze zaplanować trasę. Jedziemy na drugi koniec świata – każdy dzień zwłoki na miejscu, spowodowany niedokładnym przygotowaniem jest dla nas niepowetowaną stratą. Należy jednocześnie zaopatrzyć się w rozsądny sprzęt outdoorowy – mamy w założeniu dużo biwakowania, więc dobry i lekki namiot stanie się niezastąpiony. Cała podróż wymagać będzie 4 do 6 tygodni, jest to więc również ważna kwestia pod względem planowania urlopu. Poza tym – co tu dużo mówić – pomoc w organizacji będzie dla mnie nieoceniona, szczególnie iż na co dzień jestem osobą zapracowaną i nie zawsze mam czas na organizację wszystkich swoich zamierzeń.
To tylko kilka zdań, które mogą przekonać Cię o słuszności stwierdzenia, że CHCIEĆ TO MÓC. Serdecznie zapraszam do uczestnictwa w tym niecodziennym wydarzeniu, jakim jest podróż do Fin del Mundo. W kupie siła, razem stwórzmy coś wspaniałego i dajmy się ponieść naszym marzeniom. Już dziś rusz z nami na KONIEC ŚWIATA NA BYLE CZYM.
Zapraszam do udziału

Joanna Romek

joanna@4kontynenty.pl

Facebook
Tweet
Google
26
Lipiec
2016

Góry Stołowe to masyw górski w Sudetach Środkowych na pograniczu polsko – czeskim. Zbudowane są z piaskowców, o rzadko spotykanej strukturze płytowej. Mają 30 mln lat. I są najmłodszymi górami w Polsce

Hasło „Góry Stołowe” pojawiło się krótko po wyprawie do Wąwozu Homole. Krzysztof Zdechlik to hasło rzucił. Ja podchwyciłem i zaczęliśmy dzielić się tym pomysłem z innymi członkami Fundacji 4 Kontynenty. Od słów trzeba było przejść do czynów. Krzysiu opracował trasę, zarezerwował 20 miejsc w schronisku „Pasterka” i udostępnił wydarzenie na Facebooku w grupie 4 Kontynenty.

I tak w piątek, 22 lipca wieczorem, tuż przed zachodem słońca 21 członków Fundacji 4 Kontynenty zameldowało się w schronisku „Pasterka”. Po rozpakowaniu się, poszliśmy podziwiać piękny zachód słońca. Ale to nie była jedyna niespodzianka tego wieczoru. Na polance obok schroniska zagościli młodzi wodniacy ze Szczepu ZHP Czarna Trzynastka Strzebielino, Hufiec ZHP Lębork. Mieliśmy okazję z tymi młodymi adeptami sztuki żeglarskiej podzielić się swoim doświadczeniem. Kolega Artur opowiedział o majówce 4 Kontynentów na Bałtyku. Po wspólnych fotografiach nastąpiła część „artystyczna”. Wspólne śpiewanie szant i piosenek turystycznych.

Następnego dnia obudziła nas ładna pogoda. Słoneczna z bezchmurnym niebem. Po śniadaniu wymaszerowaliśmy w stronę widocznego z naszego schroniska płaskowyżu. Jest to Szczeliniec Wielki o wysokości 919 m. npm. Najwyższy szczyt Gór Stołowych. Po wejściu na szczyt i krótkim odpoczynku w schronisku „Na Szczelińcu” poszliśmy podziwiać tą piękną górę, której krawędzie opadają 300 m. w dół. A sama nazwa góry wzięła się od popękań, gdzie najgłębsze ma 30m. Nie jest to trudna góra. Nie ma tam trudnych podejść. W poruszaniu się po niej pomagają schodki. Niektóre wykute w litej skale. Ale były odcinki gdzie człowiek musiał wciągnąć brzuch, głęboko się pochylić, a nawet upaść na kolana, aby przejść do następnej komnaty. Całe szczęście nikt z uczestników nie miał aż takiej nadwagi, aby gdzieś po drodze się zaklinować J

Rozochoceni ładnymi widokami zapragnęliśmy zobaczyć inne atrakcję Gór Stołowych. Okazałe bastiony skalne, zwane Radkowskimi Skałami, oraz skupisko efektywnych skał piaskowych, zwane Skalnymi Grzybami. Przez miliony lat skały te podlegały erozji i dzisiaj jak sama nazwa wskazuje większość z nich przybrała kształt grzybów. Rozciągają się na bardzo dużym obszarze. Niestety nie zdołaliśmy wszystkiego zobaczyć. Czas szybko mijał i trzeba było wracać do miejsca naszego zakwaterowania.

W drodze powrotnej cześć uczestników w tym i ja, zapragnęła zobaczyć jeszcze grupę skalnych filarów zwanych Białymi Skałami. Po powrocie do schroniska okazało się, że w ten dzień przeszliśmy 33 km.

Wieczorkiem przy schronisku nastąpiła dalsza część integracji ze wspólnym ogniskiem i pieczeniem kiełbasek.

I nastał ostatni dzień naszego wypadu w Góry Stołowe. I została ostatnia przewidziana przez program atrakcja. Błędne Skały. Labirynt skalnych korytarzy otoczony przez skalne grzyby, maczugi i słupy. I znowu od czasu do czasu pojawiały się „problemy” z przeciśnięciem przez węższe przejścia. Ale podobnie jak to było w przypadku Wielkiego Szczelińca wszyscy uczestnicy w doskonałych humorach i z uśmiechem na ustach przebrnęli przez ten labirynt.

Ale wszystko ma swój finisz. Nastał czas powrotów. Koledzy i koleżanki z Wielkopolski i Małopolski oraz cześć Ślązaków po serdecznych pożegnaniach pojechała do swoich domów. Ale nie wszyscy. Niektórzy postanowili zobaczyć jeszcze coś ciekawego w drodze powrotnej. I tak narodził się pomysł, aby odwiedzić kopalnie-muzeum złota w Złotym Stoku.

I to była dobra decyzja. Nie dość że zobaczyliśmy coś ciekawego, to mieliśmy okazję dłużej ze sobą przebywać. A nasz nastrój, który i tak mieliśmy dobry, dodatkowo podnosił nam przewodnik tego muzeum.  Człowiek o dużej wiedzy i dużym poczuciu humoru. Zobaczyliśmy podziemia kopalni. Podziemny wodospad. A zakończyliśmy zwiedzanie kopalni przejażdżką kolejką, którą górnicy poruszali się w chodnikach kopalni.

I tylko na końcu tego pobytu w Złotym Stoku pojawił się żal że już trzeba wracać do domu. Bo tyle atrakcji trzeba było tam zostawić. Podziemny spływ łódkami, park linowy czy też paintball. Ale to już następnym razem J

Mirek Stolarski

Facebook
Tweet
Google
3
Lipiec
2016

Kiedy wstajesz rano i za oknem pada deszcz, zakładasz plecak i ruszasz przed siebie...... Tak w deszczowy niedzielny poranek Krzysztof Zdechlik wyciągnął nas na Skrzyczne. Lało, lało, aż w końcu słońce wyszło i towarzyszyło nam do końca dnia.Krótki, siedemnastokilometrowy trekking zakończyliśmy w centrum Szczyrku, gdzie czekały zaparkowane rydwany, które odwiozły nas do domu.

Facebook
Tweet
Google
1
Lipiec
2016

Żądni nowych przygód spotykamy się w Karłowie na parkingu pod Szczelincem o godzinie 19. Tam zostawiamy nasze autka i maszerujemy do schroniska na Pasterce (czas przejścia ok 1 godz). Tam czekać będą na nas pokoiki, ciepły prysznic, oraz możliwość dokupienia dobrego jadła i napitków. No i oczywiście jak zwykle będziemy się integrować.
W sobotę około godziny 9 ruszamy w trasę.
Idziemy szlakiem żółtym w kierunku Szczelinca Wielkiego. Na szczycie zwiedzamy rezerwat, delektujemy się pięknymi widokami, nie zapominamy o sweet fociach i po krótkim wypoczynku maszerujemy dalej. Idziemy szlakiem czerwonym w kierunku Radkowskich skał, tam zmieniamy szlak na niebieski i maszerujemy w kierunku Gminy Radków. Dalej szlakiem żółtym mijając wodospad Pośny i skalne wrota maszerujemy do schroniska na Pasterce. Wykąpani i pojedzeni zaczynamy wieczorną część integracji. Koło schroniska jest możliwość zrobienia ogniska więc proszę o zabranie kiełbasek.
W niedziele zabieramy nasze tobołki i koło godziny 10 maszerujemy zielonym szlakiem do rezerwatu błędne skały. Po zwiedzeniu rezerwatu idąc szlakiem czerwonym wracamy do Karłowa do naszych autek.
Informacje dodatkowe.
Koszty:
- dojazd i wyżywienie we własnym zakresie (doświadczenie pokazuje, że uczestnicy naszych imprez doskonale sobie pomagają w organizacji dojazdu)
- nocleg w schronisku 60 zł w tytule "imię, nazwisko, opłata za nocleg – Góry stołowe" na konto Krzysztof Zdechlik BANK MILLENNIUM 06 1160 2202 0000 0001 8110 0181
PROSZĘ NIE WPŁACAĆ ZA NOCLEGI NA KONTO FUNDACJI!!!!
UWAGA! ilość miejsc ograniczona! (20 miejsc)
Liczy się kolejność wpłat.
- 5zł na cele Fundacji 4Kontynenty. (symboliczna kwota, która dla nas znaczy wiele); wpłata na konto:
Fundacja 4 Kontynenty
Bank PKO BP 8010 2023 8400 0098 0202 0056 01
- Wejścia do rezerwatów szczelinie Wielki (7 zł) i Błędne skały (7 zł) płatne indywidualnie na miejscu
- pościel dodatkowo płatna 10 zł w schronisku, ewentualnie można zabrać śpiwór - wedle własnego uznania, płatne indywidualnie na miejscu.
- Zastrzegamy sobie możliwość zmian trasy lub programu, z przyczyn od nas nie zależnych takich jak pogoda, awaria w schronisku itp. Zaznaczam, że my jesteśmy nieustraszeni i dopóki nie będzie trzęsienia ziemi, to idziemy!
- Każdy idzie na własną odpowiedzialność, a osoby niepełnoletnie pod opieką osoby pełnoletniej, która za nią bierze odpowiedzialność!
- Jeżeli ktoś ma jakieś problemy zdrowotne, proszę je zgłaszać dla własnego dobra. Nie jest to jednak obowiązek, ale w razie pojawienia się kłopotów zdecydowanie ułatwi nam zareagowanie.
- Prosimy o punktualność, zawsze można zadzwonić, gdyby wydarzyło się po drodze coś nieoczekiwanego.
- Prosimy o zabranie ze sobą latarek czołówek, mogą się przydać
- Prosimy o dokładne zapoznanie się z trasą.
- Idziemy razem w myśl zasady "wszyscy za jednego, jeden za wszystkich"!!!
- LICZY SIĘ DOBRY HUMOR, POZYTYWNE NASTAWIENIE I DOBRA ZABAWA!!!

kontakt
Krzysztof Zdechlik tel 665 625 172
Mirosław Stolarski tel 605 263 414

Facebook
Tweet
Google
5
Czerwiec
2016

Słonko, radość, śmiech i zabawa! Tak najtrafniej, w kilku słowach można określić nasz weekend. Było wesoło! Dwa wspaniałe dni, które jeszcze bardziej nas zintegrowały. Nie przemęczaliśmy się za bardzo :D W sobotę było nas pełno we Wąwozie Homole, a w niedziele poszerzyliśmy naszą ekspansję o Sokolicę. Cóż, kto nie był może tylko żałować

Facebook
Tweet
Google
17
Kwiecień
2016

Sudety - 15-17.04.2016 r.

To był NASZ weekend! Długo wyczekiwany i utęskniony, w gestej i białej jak mleko mgle, ciężkich i jeszcze zimowych warunkach, z kłującym po twarzy spadającym, zmrożonym śniegiem, ulewnym deszczem i wiatrem tak hulającym, że sam pchał w przód iz miało się wrażenie unoszenia w powietrzu...
A jednak.... jednak był to piękny czas, cudownie spędzonych tych kilku dni razem, z ekipą poszerzających się o uczestników i przyjaciół 4 Kontynentów! Rośniemy w siłę, ilość i jakość! Każdy jest wyjątkowy, każdy ma marzenia, które chce spełniać. W Sudetach było 21 fantastycznych osób, wspaniałych, ciepłych i uśmiechniętych ludzi z pasją. W większości jeszcze sie nie znaliśmy a jednak tak zgodnie współpracowaliśmy! Czy to żeglarz, czy górołaz, tancerz, kolarz, tutaj - wsród nas każdy znajdzie swoje miejsce, każdy odkryje jakąś cząsteczkę siebie jakiej jeszcze nie znał. Nieważne czy chodzisz po górach od lat, czy nigdy w nich nie byłeś, z nami nie zostaniesz sam, bo taką mamy zasadę, tempo zawsze dopasowujemy do najwolniejszego :)
Wieczorne gry w policjanta i mafię oraz kalambury, taki mieliśmy sposób na wspólną integrację. Zaprzyjaźnieni, szczęśliwi i z wielkim żalem, że nadszedł czas rozstania wyruszyliśmy w niedzielę do swoich domów.
Kolejny szczyt, tym razem Śnieżkę możemy już wpisać na listę "naszych" szczytów!

"Każde marzenie jest nam dane wraz z mocą potrzebną do jego spełnienia."

fot: Krzysztof Matula

Facebook
Tweet
Google
10
Kwiecień
2016

Magura Małostowska - Beskid Niski - ponad 50km pieszo, w niespełna dwa dni!!!

Pomimo niesprzyjającej pogody nasz cel został osiągnięty! Po długiej, pieszej wędrówce, 4Kontynenty zacumowały w sobotę w schronisku na Magurze Małostowskiej! Nieduże, sympatyczne schronisko utrzymane jest w nietypowym stylu bacówki beskidzkiej. Stoi na skraju niewielkiej polanki i służy turystom od lat 50. XXw. Przez długi czas było jedynym schroniskiem górskim w całym Beskidzie Niskim. Jak zwykle, nie obyło się bez licznych przygód!

Humory jednak dopisywały wszystkim! Ani dodatkowe km, ani mgły, ani deszcze i błota nie zdołały ściągnąć radości z naszych twarzy!!! W nas jest siła i moc!! Dla niektórych wyprawa była prawdziwym wyzwaniem i testem wytrzymałości!! Niektórzy mieli okazję po raz pierwszy raz w życiu zakosztować magii schroniskowej atmosfery. Bo radość nie jest darem losu z napisem dla wybranych.... Radość jest stanem umysłu, a więc tworzymy ją sami!!!! Razem jesteśmy niepokonani!!!

Facebook
Tweet
Google
12
Marzec
2016

Turbacz najwyższy szczyt Gorców. Jego wysokość to 1310 m npm. Niektóre źródła podają nawet 1314 m npm. Z tarasu widokowego schroniska znajdującego się pod Turbaczem rozpościera się przepiękna panorama Tatr. Szczególnej urody o świcie. I z takimi wiadomościami ekipa z Fundacji 4 Kontynenty w dniu 12 marca, meldowała się z samego rana w Rabce. By zdobywać kolejne szczyty, by realizować swoje marzenia.

Przywitała nas dżdżysta pogoda. No cóż ranki, a szczególnie w górach takie mogą być. Nawet w tych niższych górach. Nie zrażenie zakładamy ochraniacze na plecaki, a kaptury na głowy. I czerwonym szlakiem ruszamy w górę. Mamy do przejścia 20 km. Jak na razie nie widać poprawy pogody. Błotko chlupoce nam pod nogami. Ale my ze śmiechem na ustach idziemy dalej i dalej. Dochodzimy do Schroniska na Maciejowej. By chwilę odpocząć, ogrzać się i nawiązać bliższe kontakty z nowymi członkami grupy.

Po opuszczeniu ciepłego i przytulnego schroniska i po przejściu paru kilometrów obserwujemy zmianę warunków pogodowych. Robi się zimniej. Deszczyk już nie pada. A zamiast błota pojawia się śnieg. Na początku są to pojedyncze łaty. Ale już wiemy że w górach zima jeszcze nie poddała się wiośnie. W takich warunkach dochodzimy do kolejnego Schroniska Stare Wierchy. Chwila odpoczynku. Czas na gorącą herbatę i posmakowanie świeżych oscypków. Ale już nas wzywają. Czas na nas.

Mamy do pokonania ostatni odcinek do Schroniska na Turbaczu. Śnieg do pary z mrozem już całkowicie opanowali trasę naszej wędrówki. Ale dla nas nie jest to żadna przeszkoda. My lubimy wyzwania. I nawet otaczającą i nieprzenikliwą mgłę zaakceptowaliśmy.

Widzimy jaka musiała odbywać się walka między zimą i wiosną. Witać to na drzewach, kiedyś ośnieżonych, które poczuły ciepły oddech wiosny, co doprowadziło do szybkiego topnienia śniegów. I w tym momencie ukazała się siła i moc zimy. Powróciła i brutalnie przywróciła swoje porządki. Pozostawiając bajeczne rzeźby na drzewach. Nie możliwych do wykonania przez człowieka. A tak łatwych do stworzenia przez naturę.W takich warunkach, podziwiając otaczającą nas przestrzeń docieramy na szczyt Turbacza. Zadowoleni i szczęśliwi gratulujemy sobie. Robimy pamiątkowe fotki. I spełnieni docieramy do naszego miejsca kwaterunku.

W schronisku po krótkim odpoczynku następuje dalsza cześć integracji. Wspólne ognisko z pieczeniem kiełbasek. Nawet przenikliwy mróz musiał nas długo przekonywać do powrotu w ciepłe pielesze schroniska. A tam ciepła herbata, pyszny jabłecznik i ciasto z jagodami. I oczywiście wiele uśmiechów, śpiewów i ciekawych opowieści do późnych godzin nocnych.

Nastał poranek. Pojawiła się nadzieja na piękne widoczki, na cudowną panoramę Tatr. Jak szybko się pojawiła, tak szybko znikła. Biały całun mgły zawitał w Gorcach na dłużej. Wtedy przypomniałem sobie mój powrót w góry, który miał miejsce 2 lata temu. Wybrałem się wtedy w Bieszczady. Moje pierwsze Bieszczady.

Przez dwa dni chodziłem po podobno pięknych Bieszczadach w gęstej mgle, tak jak w tym przypadku. Drugiego dnia wracając na kwaterunek obiecałem sobie że jeszcze do nich wrócę. I moje chęć zobaczenia pięknych Bieszczad zastała nagrodzona już następnego dnia. A w zeszłym roku Bieszczady zawładnęły mną na zawsze. I tak będzie w tym przypadku. Niedługo nacieszę się magnetyczną panorama Tatr.

Niezrażeni z dobrymi humorami rozpoczęliśmy drugi dzień naszej eskapady po Gorcach.Po śniadaniu nastąpił powrót tym razem niebieskim szlakiem. Tak samo długi i tak samo ze zmiennymi warunkami pogodowymi. Tylko na odwrót. Najpierw był mróz, a na końcu mżawka i błotko. W dolinie natknęliśmy się na wiosenne kwiaty. Widać że wiosna szykuje się do decydującego ataku. Zmęczeni, ubłoceni wróciliśmy do miejsca startu. Ale w jakże innych nastrojach. Nawiązaliśmy nowe znajomości i przyjaźnie. Obdarzyliśmy się nawzajem zaufaniem i serdecznością. Wiem że w niedalekiej przyszłości znowu pójdę z tymi ludźmi zdobywać góry, morza i dalekie lądy.

Jeżeli i Ty lubisz przygodę i przebywanie wśród ludzi pozytywnie zakręconych przyłącz się do Fundacji 4 Kontynenty.

Mirek Stolarski

Facebook
Tweet
Google
14
Luty
2016

Istebna - malownicza miejscowość w Beskidzie Śląskim, to tutaj miało miejsce nasze kolejne zimowe spotkanie które zorganizował kpt. Zbigniew Marek. Naszym domem stała się na kilka dni Willa Sofia w Istebnej, gdzie wspólnie z członkami grupy 4 kontynenty spędzaliśmy czas na biesiadzie i szantach. Wieczorny kulig sprawił radość wielu osobom, odkryliśmy gdzie mieszka zima!
Najbardziej cieszyły się dzieci :)) Miło było patrzeć jak ochoczo rzucają śnieżkami czy pieką kiełbasy w bacówce : Kwaśnica pobudza do działań .....
Wieczorną porą Radek Krężałek , Dominika Pacocha i Adam Antonik pokazali swój kunszt artystyczny zabrzmiały szanty. Mijały kolejne godziny wieczoru aż zastał nas świt.
Trudne są rozstania , już nie długo kolejne spotkania.

Mariusz Noworół

Facebook
Tweet
Google
7
Luty
2016

Z 4 kierunków Polski, pod gwiaździstym niebem Tatr, kierując się w stronę schroniska Ornak. Tak zaczęło się dnia 5 lutego 2016 nasze kolejne spotkanie z górami. Tym razem naszym celem był szczyt Ciemniak 2096 m n.p.m. Pogoda znowu nam dopisała, Tatry po raz kolejny ukazały swój zimowy urok. Szlak na Ciemniak wymagał od nas dużego wysiłku ze względu na zalegający śnieg i licznie kryjące się pod śniegiem oblodzenia. Razem krok po kroku, minuta po minucie osiągnęliśmy swój cel.
Po chwilach spędzonych na szczycie Ciemniaka i zrobieniu fotek przyszedł czas powrotu. Pogoda powoli się zmieniała i wiatr nabierał na sile. W promieniach zachodzącego słońca opuszczaliśmy masyw Czerwonych Wierchów . Część z nas ostanie metry szlaku pokonywała już w nocnej scenerii . Znowu gwiazdy nad nami Orion wzbijał się nad horyzont.
Dla wielu z nas było to pierwsze zimowe wejście powyżej 2000 m, zdobyte doświadczenie przyda się już wkrótce na kolejnych górskich wyprawach z grupą 4 kontynenty.

Facebook
Tweet
Google
25
Styczeń
2016

Dnia 22-24 stycznia wraz z ekipą 4Kontynenty wybraliśmy się w Tatry Zachodnie na mały trekking oraz integrację. Trasa jaką zaproponowałam miała być bezpieczna, łatwa, przyjemna a zarazem pouczająca :)

Żeby nie tracić czasu i wystarczająco wcześnie rano wyjść w góry postanowiłam, że pojedziemy już w piątek by wieczorem zakwaterować się w schronisku na Polanie Chochołowskiej. Tak też zrobiliśmy. Tego wieczora był spory mróz bo ok -20st. Nam to jednak zupełnie nie przeszkadzało, atmosfera była na tyle gorąca że nas rozgrzewała. Trasa do schroniska z parkingu na Siwej Polanie wynosiła jakieś 6,5 km, tak ochoczo maszerowaliśmy (z ciężkimi plecakami) że ta dość długa droga bardzo szybciutko nam zleciała a szybkim marszem i żartami tak się rozgrzaliśmy, że nawet nie czuliśmy jak niska temperatura powietrza była. Po zakwaterowaniu w schronisku godzinne pogaduchy, poznanie wszystkich uczestników, ustalenie planu na kolejny dzień oraz godziny wymarszu w góry. w sobotę rano spotkaliśmy się już na śniadanku i ok 9.15 wyruszyliśmy by zdobyć trzy szczyty jakie zaplanowałam grupie 4 kontynenty. Pogoda dopisywała fantastycznie! Pełne słonko i niewielki mrozik bo ok -7st.

Plan był następujący: kolejno - Szczyt Grześ 1653m n.p.m, Rakoń 1879m n.p.m oraz najwyższy z nich - Wołowiec 2064m n.p.m.W czasie drogi rozmowa jak posługujemy się i chodzimy w rakach by sobie i komuś krzywdy nie zrobić (nie wszyscy mieli okazję wcześniej w nich chodzić) oraz opisowo jak w razie potrzeby korzystamy z czekana gdyby zaszła taka konieczność (śniegu niestety mieliśmy zbyt mało na trening hamowania czekanem). Cała trasa zaplanowana była tak by powrócić do schroniska przed zachodem słońca i tak też się udało. Szliśmy zaskakująco dobrym tempem, co bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło wiedząc że nie wszyscy chodzą po górach. Dobre nastroje i humory nie opuszczały nas pomimo iż od wejścia na Rakoń zaczął wiać dość silny i mroźny wiatr, który sprawił że zaczęliśmy opatulać swoje twarze maskami, szalami i tym co tylko mieliśmy. Gdy na chwilę wiatr ucichł nasze zmarznięte ręce i twarze ogrzewało słoneczko. Wejście na Wołowiec to było prawdziwe wyzwanie dla tych o nieco słabszej kondycji. Nie zostawiliśmy jednak nikogo samego. Bartek prowadził grupę do góry a ja i Krzysiek zamykaliśmy ekipę by mieć pewność, że jesteśmy wszyscy. Na szczycie stanęliśmy wszyscy około godziny 13.00 robiąc pamiątkowe zdjęcia. Wołowiec dla niektórych uczestników wyjazdu był pierwszym dwutysięcznikiem zdobytym zimą a dla niektórych w ogóle pierwszym szczytem powyżej 1600m n.p.m na jakim byli. Tym większa radość wszystkich nas rozpierała. W cudownych nastrojach i żartami zeszliśmy do schroniska na przepyszny obiadek. Wieczorkiem przy herbatce spotkaliśmy się w kuchni turystycznej (jak poprzednio) i opowiadaliśmy sobie wzajemnie o swoich odczuciach, radości i dumie. Niby nic a zarazem tak 
wiele :)Jako, że w niedzielę pogoda nam się nieco pogorszyła a i wiedząc o Pucharze Świata w Zakopanem, postanowiliśmy z Krzyśkiem i Bartkiem zrobić krótszą trasę niż było wstępne (do zmodyfikowania) założenie. Pakując swoje plecaki (wszystko z czym przyszliśmy) poszliśmy na Trzydniowiański Wierch - 1758m n.p.m. Potraktowaliśmy chodzenie z ciężkim plecakiem jako trening przed jakimiś poważniejszymi górami w przyszłości (niektórzy w grupie planują Mont Blanc w tym roku). Szlak na Trzydniowiański Wierch był miejscami mniej przetarty, szło się momentami ciężej niż na sporo wyższy Wołowiec ale to głównie za sprawą długiej ścieżki przez las i mgły w której nie mogliśmy podziwiać widoczków naszych przepięknych Tatr. Po zejściu na parking szybki obiadek, rozmowy na temat tras, weekendu itd. Wyjazd wszystkim się podobał, prawie wszyscy jesteśmy zgodni... Więcej tak udanych weekendów i więcej takich wspólnych wyjazdów!!!Dziękuję wszystkim za uczestnictwo w wyjeździe, Mariuszowi za danie mi możliwości bym mogła Wam taki piękny trekk zorganizować i dziękuję za te wszystkie uśmiechnięte, szczęśliwe buzie. Jesteście the best, z Wami na koniec świata! Mam nadzieję, że moja relacja Wam się spodobała przynajmniej w połowie tak jak nasz wspaniały weekend. Do kolejnego wyjazdu .

Aneta Kaniut - Matula

https://youtu.be/Mm-9L7b_bSE?t=30

Facebook
Tweet
Google

Fundacja 4 Kontynenty
Osiedle Widokowe 8/7 32-540 Trzebina (małopolskie)
KRS: 0000595255, NIP: 6282265680, REGON: 363676740

Wesprzyj nas:
Fundacja 4 Kontynenty
Konto: Bank PKO BP 8010 2023 8400 0098 0202 0056 01