Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.

MARZENIA I LUDZIE

odważni by je spełniać

PASJONACI
Woda, góry, miasta...

CHCIEĆ ZNACZY MÓC
Poznaj smak przygody!

Fundacja 4 Kontynenty

Jesteśmy pasjonatami podróży, spełniamy Wasze i nasze marzenia.
Naszymi marzeniami jest wyprawa jachtem na Antarktydę poprzez oceany, morza i kontynenty.
Przez 4 Kontynenty.

I Love Norway 2019 - Porta Sailing Team

20 Czerwiec 2019 ŻEGLARSTWO

SY Ciri wśród fiordów – I Love Norway 2019 Porta Sailing Team. Rozpoczął się długi, bo prawie trzymiesięczny rejs jachtu Ciri po norweskich fiordach.

Wyruszyliśmy ze Szczecina 8 czerwca 2019 r., po drodze do Stavanger odwiedzając Kopenhagę, wyspę Anholt, Skagen i Flekkefjord. Był to pierwszy etap armatorski rejsu I love Norway 2019 zorganizowanego przez Fundację 4 Kontynenty.

Pierwsze godziny rejsu przebiegły spokojnie. Wiał niezbyt silny wiatr z kierunków wschodnich, bez wysiłku żeglowaliśmy wzdłuż niemieckiego wybrzeża Morza Bałtyckiego do pierwszego portu – Kopenhagi. Jacht płynął spokojnie kołysany niezbyt dużymi falami. Czas płynął leniwie, nocne wachty załoga urozmaicała rozmowami i przekąskami, które oferował bogato zaopatrzony kambuz, zaprowiantowany jak stołówka w modnym kurorcie. Szafki, jaskółki i lodówkę wypełniały po brzegi różnorodne potrawy gotowe, półprodukty, smakołyki oraz napoje.

Podejście do Kopenhagi wywołało poruszenie dość rozleniwionej spokojną żeglugą załogi. Dziesiątki jachtów, motorówek, statków, kontenerowców i wycieczkowców przecinały cieśninę Sund w różnych kierunkach i jachtowy AIS nieustannie alarmował o możliwości bliskiego kontaktu z którąś z jednostek. Na brzegu górowała potężna spalarnia odpadów, z igielitowym torem dla narciarzy, na dachu. W Kopenhaskiej marinie panował spory ruch. Na szczęście łatwo znaleźliśmy miejsce do cumowania. W manewrach portowych pomógł klubowicz mariny, przez żeglarzy zwany niedźwiedziem, ze względu na okazałą sylwetkę. Stanęliśmy u wylotu ścieżki wiodącej do syrenki, co jak się okazało miało swoje konsekwencje, o których z chwilę.

Kopenhaga – królewsko i odlotowo

W Kopenhadze akurat odbywał się Royal Run - biegi na 1 milę i na 10 km. Na odcinku 10 km przez miasto tradycyjnie biegł przedstawiciel królewskiego rodu, książę Danii Frederik z rodziną. Z powodu biegów większość ulic w centrum pozamykano, a chodniki zapełnione były biegaczami i turystami. Na szczęście nad głównymi arteriami komunikacyjnymi przerzucono mostki dla pieszych. Klucząc wśród barierek i tłumów dotarliśmy do restauracji Ankara, która bywa żelaznym punktem załóg Fundacji 4 Kontynenty. Restauracja ….Oferuje bogate menu open table. Wieczorem odwiedziliśmy wyjątkowe miejsce: Christianię – dzielnicę artystów i wszelkiej maści odszczepieńców. W Christianii, zajmującej miejsce po wojskowych koszarach, obowiązuje jakaś niepisana umowa z władzami miasta. Tuż po ósmej rano falami nadciągnęli japońscy turyści. Traktem od kopenhaskiej syrenki wysypywali się wprost na nabrzeże, przy którym stała Ciri i ustawiali do zdjęć tuż przy burcie. Czasami, dla efektowniejszych kadrów, wchodzili nam na jacht. Niektórych sami zapraszaliśmy, co kończyło się zazwyczaj dodatkową sesją fotograficzną z załogą, i głębokimi ukłonami.Nie łatwo było zostawiać Kopenhagę, odpuściliśmy kilka miejsc, które wypada zobaczyć. Ale czas naglił, spieszyliśmy do Flekkefjord, chcieliśmy zahaczyć o Anholt. Do tego prognozy pogody często nie pokrywały się ze rzeczywistością, nie gwarantując, że dotrzemy do celu w zaplanowanym terminie. Przed południem oddaliśmy cumy i przez Sund popłynęliśmy na północ, by wkrótce dotrzeć do zamku Kronborg znajdującego się w Helsingor. Płynąc z dość silnym prądem stoczyliśmy pojedynek na nerwy z kursującymi między Helsingor. a Helsingborgiem promami. Dwa promy mijały się w odległości 200-300 metrów od siebie, a my pomiędzy nimi kręciliśmy kółka czekając, aż przepłyną. Kronborg, zwany zamkiem Hamleta jest bramą Sundu. Za nim zaczyna się Kattegat. Potężna forteca, wpisana na listę światowego dziedzictwa Unesco, stanowiła kiedyś symbol panowania Danii na tych wodach. Przez wieki żeglarze musieli tu uiścić opłatę, aby przedostać się z Kattegatu do Sundu. Opłata która zasilała królewski skarbiec.

Anholt – raj fok i samotników

Wyspa Anholt jest doskonałym miejscem do wypoczynku. I jak się okazuje także do życia. Niestety niewielu stać na tak odważny krok i ucieczkę z miasta, chociaż Dania wprowadziła program zasiedlenia wyspy oferując dom i zwolnienie z wszelkich opłat przez kilka miesięcy. Na wyspie mieszka około 130 osób(dane z 2017 roku). Turyści docierają tu promem i jachtami, których w marinie w sezonie cumuje nawet kilkadziesiąt.Na wiatry w Kattegacie narzekać nie możemy. Nocne podejście do Anholt, przez rozległe mielizny, przy dużym zafalowaniu, i dość silnym wietrze od strony wejścia do portu okazało się trochę stresujące. Siła wiatru wzrosła, w porywach osiągając 6B, do tego z chmur, które podążały za nami od południa zaczął padać deszcz. Podejście do Anholt nie jest oświetlone. Nie ma wyznaczonego toru, nie ma nabieżników, świecą się jedynie główki portowe.W nocy, przy zafalowaniu i wschodnim wietrze robi się nieciekawie. Aby dostać się do mariny od południa, należy minąć kardynałkę zachodnią, następnie wybrać kurs północno wschodni i po jakimś czasie wschodni. Nas, silny, przeciwny wiatr zmusił do halsowanie pośród płycizn, więc uważnie wpatrywaliśmy się w ekran plotera. Na szczęście, kiedy dopadła nas burza, byliśmy już o dwie mile od mariny. Uruchomiliśmy silnik i w strugach deszczu, z błyskawicami za rufą doczłapaliśmy się za główki falochronu.Rano na Anholt zaświeciło słońce. Było przyjemnie ciepło. Załatwiliśmy formalności portowe w automacie, który wydał nam też kartę do prysznica, zjedliśmy śniadanie i pieszo wyruszyliśmy na mierzeję znajdującą się po drugiej stronie wyspy. Szybkim marszem po schodkach, krętych ścieżkach, pośród nielicznych domów, drzew i krzaków dotarliśmy na wzgórza, skąd rozpościerał się widok na piękną plażę i błękitną wodę oraz kolonię przyczep kempingowych, otoczonych płotem. Chaotycznie rozstawione przyczepy wraz z krzywymi budkami podręcznych magazynków, stolikami, parasolkami nie pasowały do urody wyspy. Sam błękit morza dla wypoczywających w Międzyzdrojach, czy na Helu może być zaskoczeniem. Pomijając czystość tutejszych plaż, czy stan infrastruktury, kolor wody przypomina ten znany z Chorwacji. Dno widać na głębokości kilku metrów. Trudno uwierzyć w nasz ogólnonarodowy brak szacunku do przyrody i przyzwolenie, by w Polsce ścieki z pól i zakładów nadal bezkarnie trafiały do morza. Kontynuowaliśmy wędrówkę wewnętrznymi ścieżkami wyspy. Jej północno-wschodnia część okazała się pustynna i pozbawiona wysokiej roślinności. Jak podaje Wikipedia pustynia na Anholt, podobno największa w północnej Europie, jest dziełem człowieka. Drzewa w tej części wyspy wycięto pod budowę latarnii morskiej. Obecnie postępuje dalsza erozja gleb, dlatego tereny te częściowo zamknięte są dla turystów, których tu zresztą spotykaliśmy niewielu.Niechcący zboczyliśmy ze szlaku i na skróty dotarliśmy na wydmy przy mierzei. Z góry dostrzegliśmy, że cała mierzeja zajęta jest przez foki. Focze rodziny z małymi, wylegiwały się na piasku, a pośród nich spacerowały mewy. Raczej nie powinno nas tu być, tu musi być rezerwat. Zawróciliśmy więc i plażą, mijając symboliczne barierki broniące dostępu do rezerwatu, dotarliśmy do latarni morskiej.Przy latarni stoi drewniana budka, a w niej fantastycznie wielka lorneta. Jej zasięg pozwala podglądać życie fok na mierzei. Ale foki spotkać można także pod latarnią, gdzie bawią się i polują w bliskiej odległości od brzegu. Czasami nawet odpoczywają na plaży pozwalając ludziom zbliżyć się na kilka metrów. Do mariny wracaliśmy plażą. Miałem ochotę pobiegać, więc zostawiłem załogę i po plaży, na przemian po grząskim piasku i kamieniach, boso, buty trzymając w rękach pobiegłem do mariny. Wyszło prawie prawie 10 km. Choć nie biegam od ponad pół roku, nie czułem zmęczenia, bolały tylko nogi, od nierównego i grząskiego terenu.

Skagen – ładniejszy Hel

Kolejnym punktem jest Skagen. Nazwa fonetyczna to „skejen”, na co zwracają nam uwagę Polacy mieszkający w Danii. Niestety z racji opóźnienia, w Skagen stoimy tylko kilka godzin. Zwiedzamy centrum i kupujemy zaopatrzenie bo przed nami tylko już Norwegia 

14 czerwca po południu ruszamy na najdłuższy odcinek rejsu. 180 Nm do Flekkefjord.Wiatru nie ma, godzinami bujamy się na silniku. Mijamy miejsce gdzie wody Bałtyku stykają się z Morzem Północnym. Podobno różnica w zasoleniu powoduje, że morza nie mieszają się ze sobą, dlatego w miejscu styku widać różne odcienie wody i dziwne falowanie, jakby fale trafiały na tkwiące pod powierzchnią wody skały.Parę godzin później wiatr rośnie do 3B, z kierunków wschodnich, co pozwala już na minimalną żeglugę na żaglach, które, z racji sporego zafalowania i słabego wiatru, niemiłosiernie strzelają. Usztywniamy grot kontraszotem. Od dłuższego czasu od strony duńskiej obserwujemy ciemne chmury. W pewnym momencie gęstą mgłą rozlewają się po morzu zakrywając brzegu i płynące statki. Refujemy żagle i za chwilę dostajemy silny boczny wiatr. Mimo refów log pokazuje, że pędzimy 8 węzłów. Mocno pada deszcz. Na szczęście w falami radzi sobie autopilot, a my chowamy się w zejściówce.Od tej pory Morze Północne serwuje nam regularnie dość wysokie fale i mocny wiatr w okolicach 6B, który jak po sznurku prowadzi nas do Flekkefjord. 

Flekkefjord – polskie miasteczko, jak nigdy wcześniej

Niecałe dwie doby później wpływamy między fiordy. Do Flekkefjord mamy około 10Nm. Podziwiamy drewniane domy, tuż nad lustrem wody, wciśnięte pomiędzy skaliste zbocza, z pomostami, przy których cumują łodzie. Nad domami górują lasy. Cudowne miejsce na wypoczynek, choć dla niektórych Norwegów to także stałe miejsce do życia.. Przed Flekkefjord mijamy jeszcze dwie kosmiczne platformy naftowe.Po g. 22 jest nadal jasno. Wprost z mariny udajemy się do miasta, gdzie odbywa się festiwal szantowy zorganizowany przez polskie małżeństwo, od lat mieszkające w Norwegii. Niewielka scena i spory tłumek widzów. Tańczą, albo popijają drinki i piwo. Na lewo i prawo od sceny znajdują się tarasy restauracji, zajęte są chyba wszystkie stoliki. Na scenie polski Banana Boat. Krzyczy ze sceny lider zespołu: – „A może tak, a może nie” - it’s mean: „maybe not, maybe yes” - singing together in polish. – Wiemy, wiemy co to znaczy – odkrzykuje mu ktoś po Polsku. Czujemy się jak u siebie. Wspaniała atmosfera. Języki: norweski, angielski i polski mieszają się ze sobą. I tylko cena piwa, ok. 40 zł za plastikowy kubek 0,4ltr, sprzedawana w foodtrucku, przypomina, że to jednak inny kraj. Koncerty kończą się przed północą występem gwiazdy festiwalu -Pyrates. Na nas czeka jeszcze impreza na cumującym obok Roztoczu. Na jachcie świetna atmosfera i załoga, której kapitanem jest Marek Popiel, wspaniały człowiek, o ciepłym charakterze. Rano dostajemy MMSa: zdjęcie gazety z Flekkefjord. W niej relacja z festiwalu, na zdjęciu część naszej załogi.Dzień zaczynamy od wspinaczki na taras widokowy górujący nad całą zatoką. Zawracam jednak w pół drogi, żeby przeprowadzić przegląd jachtowych urządzeń. Wieczorem u Pawła i Agnieszki zaczyna się pofestiwalowe afterparty. Nadal grzebię pod pokładem, dołączam więc do załogi dopiero wieczorem. Na stole pierogi, sałatki, ciasto, wszystko jest dziełem Agnieszki. Pierogi wegańskie są najsmaczniejsze, więc kiedy przychodzę, zastaję już tylko ich wspomnienie. Wszyscy w doskonałych humorach, szanty, w wykonaniu Pawła, lecą jedna za drugą. Są też rozmowy o kolejnej edycji festiwalu w przyszłym roku. Impreza przeciąga się do zmierzchu, czyli sporo po północy.Rano, podśpiewując „Rolling to Stavanger” szykujemy się do ostatniego etapu rejsu. Do Stavanger jutro przylatuje nasza zmiana: Marcin z załogą. My 19 czerwca odlatujemy do Polski.Płyniemy wygodnie południowym wiatrem. Po 80 Nm jesteśmy u celu. Przed Stavanger, do którego płynie się w kierunku południowym, podobnie jak na Anholt towarzyszą nam silny wiatr w nos, deszcz i temperatury w granicach 10-12 stopni C.Rano Stavanger znów wita nas słońcem i ciepłem. Sprzątamy, odpoczywamy i gościmy norweską Polonię. Mówią, że dobrze im się tu żyje. Zwiedzają Ciri i zapewniają, że słoneczna pogoda, jest jednak wyjątkiem i mamy szczęście, bo zazwyczaj pada. Przyjeżdża Marcin – kapitan drugiej załogi.Marcina wprowadzam w tajniki obsługi jachtu. Mamy jeszcze czas na zwiedzanie, zakup pamiątek. Na koniec nocne Polaków rozmowy do trzeciej rano. Przed czwartą siedzimy już w autobusie na lotnisko. W Polsce podobno upały, ale do samolotu wsiadamy w kurtkach. 

Igor Morye - armator jachtu SY Ciri 

Wspieraj remont jachtu dla Fundacji 4 Kontynenty

Facebook
Tweet
Google

Fiku Miku po Bałtyku, czyli czwarta edycja największej majówki pod żaglami na Morzu Bałtyckim z Fundacją 4 Kontynenty dobiegła końca. W tym roku żeglarze popłynęli do Szwecji, by uczcić 100 lat relacji dyplomatycznych Szwecji i Polski. 

W majówkowy rejs żeglarze wypłynęli 27 kwietnia z Górek Zachodnich. Rejs trwał siedem dni i zaczął się w Narodowym Centrum Żeglarstwa AWFiS. Tu na 63 żeglarzy z różnych rejonów Polski czekało osiem jachtów, sprawdzonych już w poprzednich rejsach Fundacji 4 Kontynenty. Najpierw jednak odbyło się spotkanie żeglarzy z Januszem Maziaszem, kierownikiem bazy ratowniczej Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa w Górkach Zachodnich. Podczas spotkania Szef gdańskiego SAR przekazał żeglarzom wiele cennych rad dotyczących bezpieczeństwa na morzu. Poprosił, by żeglarze zanotowali sobie nr telefonu do SAR: +48 505 050 971. 

Po spotkaniu były koncert i kolacja. Popularne szanty wyśpiewał i zagrał żeglarzom Grzegorz Tyszkiewicz. Kameralna sala pozwoliła docenić talent i niezwykły, mocny głos znanego wykonawcy. Po kolacji w tawernie NCZ AWFiS, wszyscy spotkali się na tarasie, by na tle mariny zrobić wspólne zdjęcie. 

Punktualnie o godzinie ósmej wieczorem osiem jachtów Fundacji 4 Kontynenty wyruszyło z Górek Zachodnich i obrało kurs na Visby na Gotlandii. Bałtycki wicher nie był dla żeglarzy łaskawy. Już pierwszej nocy przywitał flotyllę deszczem, burzą i szkwałami, które na szczęście nie były długotrwałe i intensywne.. W kolejne dni Neptun okazał się łaskawszy. Pewnie dlatego, że spora część załogantów oddała za burtę należny hołd władcy mórz. Przyjazna atmosfera sprzyjała żegludze, a żeglarzom nie przeszkadzały nawet temperatura powietrza w okolicach 10st C i wiatr, który zdecydował się mocno wiać i napędzać nasze jachty.

W Visby powróciły zdrowie i humor. Był czas na odpoczynek, zwiedzanie i wspólną zabawę. To niewielkie, urokliwe, zadbane i czyste miasteczko o tradycjach hanzeatyckich posiada liczne zabytki: stare magazyny, spichlerze, ruiny kościołów, katedra i mur obronny. Ma bogatą i ciekawą, sięgającej X wieku historię, założonego przez średniowiecznych Wikingów miasteczka. W przeszłości miasto było świadkiem wydarzeń związanych z najazdami Duńczyków, Niemców oraz zwykłych piratów. Dziś Visby jest popularnym ośrodkiem turystycznym, chętnie odwiedzanym w letnim sezonie. Poza sezonem ruch jachtów w marinie jest zdecydowanie mniejszy, ale spotkanie załóg z Polski jest bardzo prawdopodobne. Sama Gotlandia jest również bardzo ciekawa, ale turyści znacznie rzadziej się zapuszczają w głąb wyspy. Pomocna tutaj może być wypożyczalnia rowerów, samochodów i motocykli. Wypożyczalnia znajduje się w recepcji mariny. Dwóch uczestników wyprawy skorzystało z tej możliwości, i po całodziennej wycieczce motocyklowej wrócili zachwyceni.

Po sprawdzeniu prognozy pogody i uważając na możliwe o tej porze roku sztormy, flotylla wyruszyła w dalszą podróż. Południowy wiatr ułatwił szybki przelot do wybrzeży kontynentalnej Szwecji. Następnie, jakby na zamówienie odwrócił się na południowo-zachodni, umożliwiając żeglugę w cieśninie kalmarskiej, między szwedzkim szkierowym wybrzeżem a Olandią. Po dobie żeglugi bajdewindem, a pod koniec na silnikach, wszystkie jachty pojawiły się przy kei w Kalmarze. Postój nie był zbyt długi, ponieważ program rejsu był mocno napięty. Nawet ten krótki czas pozwolił wypocząć - żeglarze zachwycali się komfortem i czystością portowej infrastruktury i uruchomioną specjalnie dla nich sauną - i zwiedzić starówkę oraz piękny zamek kalmarski, ważny element szwedzkiej historii i kultury. Twierdza w ciągu swojej wielowiekowej historii była wielokrotnie oblegana przez różne wojska. Warto odnotować, że w 1589 roku zamek kalmarski był zdobyty w przez wojska króla polskiego Zygmunta III Wazę. Rejs jednak miał podkreślić to, co łączy narody polski i szwedzki. Dlatego żeglarze włożyli specjalne, przygotowane na ten cel oficjalne koszulki rejsu, z symbolami podkreślającymi setną rocznicę nawiązania stosunków dyplomatycznych między Polską a Szwecją.Stojące w marinie jachty odwiedziła przedstawicielki miasta Kalmar: Lindy Peterssonz Departamentu Zagranicznego, Elisabeth Heimark-Sjögren zastępca szefa Parlamentu Kalmar przekazały na ręce Mariusza Noworóla, Prezesa Fundacji 4 kontynenty, inicjatora i organizatora żeglarskiej majówki drobne upominki dla żeglarzy. W podziękowaniu za gościnę żeglarze podarowali miastu flagę Fundacji 4 Kontynenty, i jak sami podkreślali: - Kalmar skradło nasze serca, na pewno tu jeszcze wrócimy. 

W drogę powrotną na Hel, wiatry sprzyjały żegludze. Szybki przelot na południową stronę Bałtyku trwał ok. 1,5 doby. W Helu jachty pojawiły się w sobotę rano. Czas załogom upłynął na odpoczynku i zwiedzaniu. Hel oferuje sporo atrakcji. Jest tu fokarium, latarnia morska, spacery, plaża i umocnienia wojenne. Wieczorne spotkanie w tawernie Kapitan Morgan, przy smacznej rybce i muzyce pełne było wrażeń i wspomnień kończącego się właśnie rejsu. Rozmowy, tańce i śpiewanie szant trwały do białego rana. 

Rejs zakończył się 5 maja w Górkach Zachodnich, ale żeglarze już planują już następne rejsy i spotkania. Nawiązane kontakty i przyjaźnie na pewno zaowocują licznymi wyprawami, i może nie tylko żeglarskimi.

I tutaj dochodzimy do miejsca, gdzie koniecznie trzeba podziękować 

- Fundacji 4 Kontynenty za organizację największej żeglarskiej majówki akwenu Morza Bałtyckiego 

- sponsorowi firmie Porta KMI Poland 

- ratownikom z SAR z Górek Zachodnich za szkolenie, śledzenie wyprawy i gotowość do niesienia pomocy,

- Grzegorzowi Tyszkiewiczowi za świetną zabawę na koncercie,

- Patronat medialny Miesięcznik Żagle 

- Marszałkowi Województwa Dolnośląskiego

- Marszałkowi Województwa Małopolskiego 

- Maciejowi Szafran który reprezentował Narodowe Centrum Żeglarstwa AWFiS

- Ambasadzie Królestwa Szwecji w Polsce - Pani Bratumiła Pettersson Koordynatorka ds. Komunikacji i Promocji Szwecji, Pani Konsul Magdalena Pramfelt

- Jolancie Murawskiej z Kancelarii Prezydenta Miasta Gdańsk 

- kapitanom i załogom za świetną zabawę i promocję żeglugi na Morzu Bałtyckim

Flaga na maszt Bałtyk jest nasz, piękny i urokliwy. Jeszcze wciąż z nieznanymi lądami czekające na swoje odkrycie. „Nieznane lądy Bałtyku” to kolejna wakacyjna propozycja rejsu wzdłuż wybrzeży naszego Morza Bałtyckiego.

Marcin Filipiak

Facebook
Tweet
Google

Alarm dzieciaki na pokładzie!

3 Kwiecień 2019 ŻEGLARSTWO

Pływanie z dziećmi po morzu to wspaniała przygoda. Warto jednak nie iść na żywioł i dobrze się do takiego rejsu przygotować.

  • Dokąd płynąć?

Planując rejs morski po raz pierwszy, należy wybrać akwen gwarantujący w miarę stabilną pogodę. Nic tak nie zniechęci do dalszych podróży po morzu jak stanie za kołem sterowym w strugach deszczu i zimnie. Akwen Morza Śródziemnego, Wyspy Kanaryjskie, Karaiby – z pewnością dostarczą nam niezapomnianych i ciepłych wrażeń. Pamiętajmy jednak, żeby wyznaczając termin rejsu wziąć pod uwagę lokalne wiatry występujące na danym akwenie w określonych porach roku. Sztorm nawet w najpiękniejszym egzotycznym porcie nie jest przyjemny.W wyborze idealnego miejsca na rodzinne wakacje pomogą nam specjalizujące się w organizacji rejsów firmy. Doświadczenie żeglarskie nie jest potrzebne. Możemy albo wyczarterować jacht ze skipperem – taka opcja sprawdzi się, gdy będziemy chcieli rozpocząć naszą żeglarską przygodę w towarzystwie przyjaciół i ich pociech i sami wybrać trasę, albo dopisać się do listy członków załogi rejsu organizowanego "od a do z” w określonym terminie i na konkretnej trasie.

  • Daleko jeszcze?

Na początek dobrze wybrać się w rejs typowo turystyczny, którego głównym założeniem jest relaks, a nie bicie rekordów w czasie spędzonym na morzu.Dzieci zazwyczaj nie lubią długich przelotów, dlatego trasę warto podzielić na krótsze odcinki. 4-5 godzin płynięcia non stop to maksymalny czas trwania etapu podróży, po którym powinna nastąpić przerwa – kąpiel na kotwicowisku, łowienie ryb, plażowanie, czy wejście do portu. Każdy taki przerywnik wprowadza życie na pokładzie, wymaga od dzieciaków aktywnego udziału w manewrach – choćby przy obsłudze odbijacza lub klarowaniu lin i daje możliwość sprawdzenia się. Nawet moja trójka pływająca od małego i zaprawiona w bojach po kilku godzinach w morzu zadaje pytanie: daleko jeszcze?Jeżeli dłuższy przelot jest konieczny- warto zaplanować go nocą, a dzień poświęcić na budowanie domków w piasku, kąpiele i inne przyjemności.

Tylko nie nuda.....

Może zdarzyć się, że dzieci mają już dość oglądania skaczących delfinów, wypatrywania statków, stania za kołem sterowym i zabaw linami. Do planowanego postoju zostało jeszcze trochę czasu, a one chciałyby zrobić „coś”. Rysowany dziennik podróży, gry karciane typu Uno, Doble, Piratatak, szanty – z pewnością umilą im chwile na jachcie, a nam zapewnią upragniony spokój. Na pocieszenie dodam, że już samo bujanie relaksuje. Dzięki temu ryzyko, że nasze pociechy w przypływie energii rozniosą jacht znacząco spada.

  • Co zabrać i w co się spakować?

Dzieciaki warto zaopatrzyć w lekką nieprzemakalną kurtkę i spodnie, ewentualnie kalosze. W czasie deszczu i tak będą siedziały pod pokładem – nikt nie lubi moknąć. Dobrze jest wziąć ze sobą ciepłą czapkę, aby osłonić uszy przed wiatrem, który nawet latem potrafi dać się we znaki, a także czołówkę - ułatwi poruszanie się po pokładzie w nocy, a w dzień np. zwiedzanie jaskiń. Śpiwory raczej nie będą potrzebne - na jachcie zazwyczaj jest pościel, a nawet ręczniki. Warto jednak przed podróżą potwierdzić to z czarterującym.Mówi się, że dobry kapitan w czasie sztormu pije w porcie piwo. Niezależnie od trafności tego stwierdzenia w czasie pływania może zaskoczyć nas silniejszy wiatr, czy wyższa fala. Dlatego dobrze jest mieć ze sobą coś na chorobę morską. W przypadku dzieci nieźle sprawdzają się plastry na chorobę lokomocyjną, popularne leki typu Aviomarin, wyjście na świeże powietrze albo sen.Oczywiście na chorobę morską możemy cierpieć także w porcie, gdy nic nie wieje - czego jestem żywym przykładem, ale takie przypadki zdarzają się rzadko i nie ma co brać ich pod uwagę.Niezależnie od tego, co zdecydujemy się ze sobą zabrać - należy się spakować w miękkie torby, które po rozpakowaniu można zwinąć i schować w bakiście. Twarde walizki na kółkach, chociaż wygodne w podróży, na jachcie nie sprawdzą się.

  • Bezpieczeństwo

Za bezpieczeństwo na jachcie odpowiedzialny jest kapitan. Ale to nie znaczy, że jesteśmy zwolnieni z obowiązku przestrzegania podstawowych zasad. Dzieci przebywające na pokładzie powinny być ubrane w pas ratunkowy, wyposażony w tzw. wąsy umożliwiające wpięcie się w osprzęt (aby nie wypaść za burtę). Przed rejsem warto dopytać jakiego rodzaju pasy ratunkowe znajdują się na jachcie – czy są to pasy pneumatyczne, czy korkowe. Pasy korkowe są mniej wygodne i w takiej sytuacji warto poprosić armatora, aby zapewnił zwykłą kamizelkę ratunkową dla dziecka i szelki.

Nawet przy pięknej pogodzie, podczas pływania, dzieci nie powinny opuszczać kokpitu. A jeśli już – bo akurat delfiny skaczą przed dziobem – wyłącznie w asyście osoby dorosłej.

Tu warto dodać, że koło sterowe także znajduje się w kokpicie. Przy lżejszych warunkach pogodowych spokojnie można pozwolić dziecku sterować, oczywiście pod kontrolą skipppera. Chociaż wszystko zależy od dziecka. Mój jedenastoletni syn nie ma problemu z utrzymaniem kursu nawet przy bardzo silnym wietrze. I to on zazwyczaj on jest prawą ręką kapitana w prowadzeniu jachtu, gdy ja choruję. Niebawem rusza ze swoim tatą w dwutygodniową wyprawę „Fiordy północy Sail & Trekking - dzieciaki w drodze na Nordkapp”.Czeka go prawdziwie męska przygoda. Rejs ojców z synami organizuje Fundacja 4 Kontynenty. 

https://4kontynenty.pl/pl/news/i-love-norway-2019-sail-trekking.html

Rejsy morskie to dla mnie jeden z najcudowniejszych sposobów spędzania wolnego czasu z rodziną, zwiedzania, poznawania nowych ludzi, ich kuchni i zwyczajów. Dzieciaki po każdym wracają naładowane energią, szczęśliwe i od razu pytają, kiedy znów płyniemy. To wszystko jest w zasięgu ręki – wystarczy się odważyć.

Wyremontuj z nami jacht dla dzieci 

Magdalena Hejna

Fundacja 4 Kontynenty

www.4kontynenty.pl

 

Facebook
Tweet
Google

Carbony 2019 - nominacje

25 Marzec 2019 ŻEGLARSTWO
Kapituła Śląskich Nagród Żeglarskich ogłosiła nominowanych w sześciu kategoriach. Nagrody zostaną ogłoszone podczas Gali Carbonów, która obędzie się w piątek, 29 marca wieczorem, podczas Festiwalu JachtFilm w Teatrze Ziemi Rybnickiej w Rybniku.

Celem nagród jest popularyzacja żeglarstwa i jego tradycji, uhonorowanie ważnych osiągnięć żeglarskich na Śląsku, kształtowanie i rozwijanie świadomości żeglarskiej i wyróżnienie dokonań w dziedzinie organizacji wydarzeń i wychowania wodnego dzieci i młodzieży. 

Oto nominowani w poszczególnych kategoriach.

Kategoria I - Wyprawa/Rejs roku:
• "Spitsbergen - Jan Mayen-Grenlandia-Islandia" - kpt. Marek Kapołka, organizator: JoinUs, jacht-  s/y Join Us
• "Zobaczyć Horn" -  kpt. Andrzej Pochodaj - organizator Śląski Yacht Club przy Politechnice Śląskiej w Gliwicach, jacht s/y Selma
• "Wyprawa na Grenlandię" - Kpt. Robert Przybysławski i Kpt. Krzysztof Popek, organizator: Ocean H2O Rybnik, jacht s/y JoinUs
• „Rejs na 100 lecie Niepodległości - Wyprawa dookoła Wysp Brytyjskich 2018” - Kpt. Mariusz Noworól, organizator: Fundacja 4 Kontynenty, Jacht - s/y Jazon

Kategoria II - Regaty/ Wydarzenie Roku:
• Rybnickie Regaty Żeglarskie 2018 - Rybnik, organizator TS Kuźnia Rybnik
• XXIV Ogólnopolska Olimpiada Młodzieży w Żeglarstwie „Śląskie 2018”, Goczałkowice - Pszczyna - organizator Śląska Federacja Sportu i Śląski Okręgowy Związek Żeglarski
• Szancik - Festiwal Piosenki Żeglarskiej dla dzieci - Gliwice, Organizator Śląski Yacht Club 

Kategoria III - Żeglarz Roku:
• Mariusz Noworól - Yacht Club OPTY
• Katarzyna Harc - TS Kuźnia Rybnik

Kategoria IV - Trener Roku:
• Jacek Błaszczyk - Sekcja żeglarska TS Kuźnia,
• Kamil Stęplowski - KW LOK GARLAND Gliwice,

Kategoria V - Nadzieja Roku:
• Olga Hanslik - KW LOK GARLAND Gliwice 
• Kacper Błaszczyk - Sekcja żeglarska TS Kuźnia Rybnik
• Bartłomiej Mierzwa - Sekcja żeglarska TS Kuźnia Rybnik

Kategoria VI - Nagroda Specjalna:
• KW LOK Garland Gliwice
• Sekcja Żeglarska TS Kuźnia Rybnik
• Andrzej Rosicki - Liga Morska i Rzeczna Gliwice

- Podobnie jak w poprzedniej edycji Carbonów, otrzymaliśmy sporo zgłoszeń. Świadczy o tym, że takie nagrody się przyjęły i wpisały na stałe do kalendarza śląskich wydarzeń żeglarskich - podsumowuje kpt Janusz Koper, przewodniczący Kapituły. - Wybór nominacji nie był łatwy, dlatego dziękuję bardzo szacownym członkom Kapituły za pracę i merytoryczny wkład w tegoroczną edycję Carbonów. W wielu przypadkach rozszerzyliśmy liczbę nominacji aby uhonorować warte tego osiągnięcia. Do zobaczenia na Gali w Teatrze Ziemi Rybnickiej 29 marca.

Nad całością Śląskich Nagród Żeglarskich czuwa Kapituła w składzie:
• Przewodniczący Kapituły: Kpt. Janusz Koper - Wiceprezydent Rybnika
• Marian Krupa - trener, Prezes Śląskiego OZŻ
• Kpt. Szymon Kuczyński - wybitny samotniczy żeglarz oceaniczny

Oficjalna strona Śląskich Nagród Żeglarskich to www.slaskiezagle.pl gdzie można znaleźć wszystkie potrzebne informacje.
Facebook
Tweet
Google

Niżne Tatry

26 Marzec 2018

Joga w Tatrach

5 Styczeń 2018

Sylwester na Zirbitzkogel

31 Grudzień 2017

Wesołych świąt

23 Grudzień 2017

Patronat Honorowy

28 Marzec 2017

Romki na końcu świata

19 Styczeń 2017

Sudety - 15-17.04.2016 r.

17 Kwiecień 2016

Fundacja 4 Kontynenty
Osiedle Widokowe 8/7 32-540 Trzebina (małopolskie)
KRS: 0000595255, NIP: 6282265680, REGON: 363676740

Wesprzyj nas:
Fundacja 4 Kontynenty
Konto: Bank PKO BP 8010 2023 8400 0098 0202 0056 01