Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.

MARZENIA I LUDZIE

odważni by je spełniać

PASJONACI
Woda, góry, miasta...

CHCIEĆ ZNACZY MÓC
Poznaj smak przygody!

Fundacja 4 Kontynenty

Jesteśmy pasjonatami podróży, spełniamy Wasze i nasze marzenia.
Naszymi marzeniami jest wyprawa jachtem na Antarktydę poprzez oceany, morza i kontynenty.
Przez 4 Kontynenty.

Alarm dzieciaki na pokładzie!

3 Kwiecień 2019 ŻEGLARSTWO

Pływanie z dziećmi po morzu to wspaniała przygoda. Warto jednak nie iść na żywioł i dobrze się do takiego rejsu przygotować.

  • Dokąd płynąć?

Planując rejs morski po raz pierwszy, należy wybrać akwen gwarantujący w miarę stabilną pogodę. Nic tak nie zniechęci do dalszych podróży po morzu jak stanie za kołem sterowym w strugach deszczu i zimnie. Akwen Morza Śródziemnego, Wyspy Kanaryjskie, Karaiby – z pewnością dostarczą nam niezapomnianych i ciepłych wrażeń. Pamiętajmy jednak, żeby wyznaczając termin rejsu wziąć pod uwagę lokalne wiatry występujące na danym akwenie w określonych porach roku. Sztorm nawet w najpiękniejszym egzotycznym porcie nie jest przyjemny.W wyborze idealnego miejsca na rodzinne wakacje pomogą nam specjalizujące się w organizacji rejsów firmy. Doświadczenie żeglarskie nie jest potrzebne. Możemy albo wyczarterować jacht ze skipperem – taka opcja sprawdzi się, gdy będziemy chcieli rozpocząć naszą żeglarską przygodę w towarzystwie przyjaciół i ich pociech i sami wybrać trasę, albo dopisać się do listy członków załogi rejsu organizowanego "od a do z” w określonym terminie i na konkretnej trasie.

  • Daleko jeszcze?

Na początek dobrze wybrać się w rejs typowo turystyczny, którego głównym założeniem jest relaks, a nie bicie rekordów w czasie spędzonym na morzu.Dzieci zazwyczaj nie lubią długich przelotów, dlatego trasę warto podzielić na krótsze odcinki. 4-5 godzin płynięcia non stop to maksymalny czas trwania etapu podróży, po którym powinna nastąpić przerwa – kąpiel na kotwicowisku, łowienie ryb, plażowanie, czy wejście do portu. Każdy taki przerywnik wprowadza życie na pokładzie, wymaga od dzieciaków aktywnego udziału w manewrach – choćby przy obsłudze odbijacza lub klarowaniu lin i daje możliwość sprawdzenia się. Nawet moja trójka pływająca od małego i zaprawiona w bojach po kilku godzinach w morzu zadaje pytanie: daleko jeszcze?Jeżeli dłuższy przelot jest konieczny- warto zaplanować go nocą, a dzień poświęcić na budowanie domków w piasku, kąpiele i inne przyjemności.

Tylko nie nuda.....

Może zdarzyć się, że dzieci mają już dość oglądania skaczących delfinów, wypatrywania statków, stania za kołem sterowym i zabaw linami. Do planowanego postoju zostało jeszcze trochę czasu, a one chciałyby zrobić „coś”. Rysowany dziennik podróży, gry karciane typu Uno, Doble, Piratatak, szanty – z pewnością umilą im chwile na jachcie, a nam zapewnią upragniony spokój. Na pocieszenie dodam, że już samo bujanie relaksuje. Dzięki temu ryzyko, że nasze pociechy w przypływie energii rozniosą jacht znacząco spada.

  • Co zabrać i w co się spakować?

Dzieciaki warto zaopatrzyć w lekką nieprzemakalną kurtkę i spodnie, ewentualnie kalosze. W czasie deszczu i tak będą siedziały pod pokładem – nikt nie lubi moknąć. Dobrze jest wziąć ze sobą ciepłą czapkę, aby osłonić uszy przed wiatrem, który nawet latem potrafi dać się we znaki, a także czołówkę - ułatwi poruszanie się po pokładzie w nocy, a w dzień np. zwiedzanie jaskiń. Śpiwory raczej nie będą potrzebne - na jachcie zazwyczaj jest pościel, a nawet ręczniki. Warto jednak przed podróżą potwierdzić to z czarterującym.Mówi się, że dobry kapitan w czasie sztormu pije w porcie piwo. Niezależnie od trafności tego stwierdzenia w czasie pływania może zaskoczyć nas silniejszy wiatr, czy wyższa fala. Dlatego dobrze jest mieć ze sobą coś na chorobę morską. W przypadku dzieci nieźle sprawdzają się plastry na chorobę lokomocyjną, popularne leki typu Aviomarin, wyjście na świeże powietrze albo sen.Oczywiście na chorobę morską możemy cierpieć także w porcie, gdy nic nie wieje - czego jestem żywym przykładem, ale takie przypadki zdarzają się rzadko i nie ma co brać ich pod uwagę.Niezależnie od tego, co zdecydujemy się ze sobą zabrać - należy się spakować w miękkie torby, które po rozpakowaniu można zwinąć i schować w bakiście. Twarde walizki na kółkach, chociaż wygodne w podróży, na jachcie nie sprawdzą się.

  • Bezpieczeństwo

Za bezpieczeństwo na jachcie odpowiedzialny jest kapitan. Ale to nie znaczy, że jesteśmy zwolnieni z obowiązku przestrzegania podstawowych zasad. Dzieci przebywające na pokładzie powinny być ubrane w pas ratunkowy, wyposażony w tzw. wąsy umożliwiające wpięcie się w osprzęt (aby nie wypaść za burtę). Przed rejsem warto dopytać jakiego rodzaju pasy ratunkowe znajdują się na jachcie – czy są to pasy pneumatyczne, czy korkowe. Pasy korkowe są mniej wygodne i w takiej sytuacji warto poprosić armatora, aby zapewnił zwykłą kamizelkę ratunkową dla dziecka i szelki.

Nawet przy pięknej pogodzie, podczas pływania, dzieci nie powinny opuszczać kokpitu. A jeśli już – bo akurat delfiny skaczą przed dziobem – wyłącznie w asyście osoby dorosłej.

Tu warto dodać, że koło sterowe także znajduje się w kokpicie. Przy lżejszych warunkach pogodowych spokojnie można pozwolić dziecku sterować, oczywiście pod kontrolą skipppera. Chociaż wszystko zależy od dziecka. Mój jedenastoletni syn nie ma problemu z utrzymaniem kursu nawet przy bardzo silnym wietrze. I to on zazwyczaj on jest prawą ręką kapitana w prowadzeniu jachtu, gdy ja choruję. Niebawem rusza ze swoim tatą w dwutygodniową wyprawę „Fiordy północy Sail & Trekking - dzieciaki w drodze na Nordkapp”.Czeka go prawdziwie męska przygoda. Rejs ojców z synami organizuje Fundacja 4 Kontynenty. 

https://4kontynenty.pl/pl/news/i-love-norway-2019-sail-trekking.html

Rejsy morskie to dla mnie jeden z najcudowniejszych sposobów spędzania wolnego czasu z rodziną, zwiedzania, poznawania nowych ludzi, ich kuchni i zwyczajów. Dzieciaki po każdym wracają naładowane energią, szczęśliwe i od razu pytają, kiedy znów płyniemy. To wszystko jest w zasięgu ręki – wystarczy się odważyć.

Wyremontuj z nami jacht dla dzieci 

Magdalena Hejna

Fundacja 4 Kontynenty

www.4kontynenty.pl

 

Facebook
Tweet
Google

Carbony 2019 - nominacje

25 Marzec 2019 ŻEGLARSTWO
Kapituła Śląskich Nagród Żeglarskich ogłosiła nominowanych w sześciu kategoriach. Nagrody zostaną ogłoszone podczas Gali Carbonów, która obędzie się w piątek, 29 marca wieczorem, podczas Festiwalu JachtFilm w Teatrze Ziemi Rybnickiej w Rybniku.

Celem nagród jest popularyzacja żeglarstwa i jego tradycji, uhonorowanie ważnych osiągnięć żeglarskich na Śląsku, kształtowanie i rozwijanie świadomości żeglarskiej i wyróżnienie dokonań w dziedzinie organizacji wydarzeń i wychowania wodnego dzieci i młodzieży. 

Oto nominowani w poszczególnych kategoriach.

Kategoria I - Wyprawa/Rejs roku:
• "Spitsbergen - Jan Mayen-Grenlandia-Islandia" - kpt. Marek Kapołka, organizator: JoinUs, jacht-  s/y Join Us
• "Zobaczyć Horn" -  kpt. Andrzej Pochodaj - organizator Śląski Yacht Club przy Politechnice Śląskiej w Gliwicach, jacht s/y Selma
• "Wyprawa na Grenlandię" - Kpt. Robert Przybysławski i Kpt. Krzysztof Popek, organizator: Ocean H2O Rybnik, jacht s/y JoinUs
• „Rejs na 100 lecie Niepodległości - Wyprawa dookoła Wysp Brytyjskich 2018” - Kpt. Mariusz Noworól, organizator: Fundacja 4 Kontynenty, Jacht - s/y Jazon

Kategoria II - Regaty/ Wydarzenie Roku:
• Rybnickie Regaty Żeglarskie 2018 - Rybnik, organizator TS Kuźnia Rybnik
• XXIV Ogólnopolska Olimpiada Młodzieży w Żeglarstwie „Śląskie 2018”, Goczałkowice - Pszczyna - organizator Śląska Federacja Sportu i Śląski Okręgowy Związek Żeglarski
• Szancik - Festiwal Piosenki Żeglarskiej dla dzieci - Gliwice, Organizator Śląski Yacht Club 

Kategoria III - Żeglarz Roku:
• Mariusz Noworól - Yacht Club OPTY
• Katarzyna Harc - TS Kuźnia Rybnik

Kategoria IV - Trener Roku:
• Jacek Błaszczyk - Sekcja żeglarska TS Kuźnia,
• Kamil Stęplowski - KW LOK GARLAND Gliwice,

Kategoria V - Nadzieja Roku:
• Olga Hanslik - KW LOK GARLAND Gliwice 
• Kacper Błaszczyk - Sekcja żeglarska TS Kuźnia Rybnik
• Bartłomiej Mierzwa - Sekcja żeglarska TS Kuźnia Rybnik

Kategoria VI - Nagroda Specjalna:
• KW LOK Garland Gliwice
• Sekcja Żeglarska TS Kuźnia Rybnik
• Andrzej Rosicki - Liga Morska i Rzeczna Gliwice

- Podobnie jak w poprzedniej edycji Carbonów, otrzymaliśmy sporo zgłoszeń. Świadczy o tym, że takie nagrody się przyjęły i wpisały na stałe do kalendarza śląskich wydarzeń żeglarskich - podsumowuje kpt Janusz Koper, przewodniczący Kapituły. - Wybór nominacji nie był łatwy, dlatego dziękuję bardzo szacownym członkom Kapituły za pracę i merytoryczny wkład w tegoroczną edycję Carbonów. W wielu przypadkach rozszerzyliśmy liczbę nominacji aby uhonorować warte tego osiągnięcia. Do zobaczenia na Gali w Teatrze Ziemi Rybnickiej 29 marca.

Nad całością Śląskich Nagród Żeglarskich czuwa Kapituła w składzie:
• Przewodniczący Kapituły: Kpt. Janusz Koper - Wiceprezydent Rybnika
• Marian Krupa - trener, Prezes Śląskiego OZŻ
• Kpt. Szymon Kuczyński - wybitny samotniczy żeglarz oceaniczny

Oficjalna strona Śląskich Nagród Żeglarskich to www.slaskiezagle.pl gdzie można znaleźć wszystkie potrzebne informacje.
Facebook
Tweet
Google

"I love Norway" – żeglarstwo i trekking

11 Sierpień 2018 ŻEGLARSTWO

Pierwsza cześć rejsu „I love Norway” była poświęcona żegludze z dziećmi, przy okazji po raz kolejny przekroczyliśmy koło podbiegunowe. Drugi etap rejsu to już żeglarstwo i trekking po Lofotach dwoma jachtami. Daniel Kitel drugi raz z nami wędrował po dalekiej północy i podzielił się swoimi wrażeniami. My ze swojej strony już zapraszamy na kolejną edycję i „Love Norway 2019” szczegóły już niedługo.

Nasz dwutygodniowy żeglarsko-trekkingowy etap w kierunku Lofotów zaczęliśmy w Bodø. Na potrzeby rejsu zaangażowane zostały dwa jachty: s/y Faworyt i s/y Elektra. Po wylądowaniu w Bodø spotkaliśmy część ekipy, która przyleciała wcześniej - pojawili się na lotnisku by pomóc przenieść bagaże na łódki. Część z nas przywiozła ze sobą dodatkowy bagaż jedzenia z Polski - ceny żywności w Norwegii potrafią być dwukrotnie lub nawet trzykrotnie większe. Dodatkowe pary rąk do niesienia prowiantu okazały się zbawcze po długiej podróży z przesiadkami. Następnego dnia oddajemy cumy mając w planie dopłynąć do Lofotów. Kilka godzin po nas wypływa za nami s/y Elektra. Wpływając na coraz bardziej otwarte wody, bez osłony pobliskich wysp, odczuwamy coraz mocniejszy wiatr - i to w dodatku z zachodu, co przy naszym kursie dawało idealny ‘wmordewind’. W Planie było dopłynąć do Reine. Jednak wiatr przybierał na sile, podmuchy sięgały 35 węzłów a prognozy na następne godziny pokazywały jeszcze większy wiatr i deszcz.

W związku z tym zmieniliśmy kurs - na Kjerringøy. W porcie ciężko było o miejsce lecz w końcu cumujemy przy portowej ścianie nadbrzeżnej, która okazuje się najlepszą osłoną od wiatru. Ze względu na pływy konieczna była praca przy cumach co kilka godzin. Prognozy na dzień następny były jeszcze gorsze. Na morzu szalał regularny sztorm o sile 9B z niekorzystnym zachodnim wiatrem a temperatura odczuwalna to jakieś 8 st. Celsjusza. W związku z tym cały wtorek przeznaczyliśmy na zwiedzanie okolicy. W środę rano wiatr słabnie do 20 węzłów i wieje z NW. Czekamy na uspokojenie się martwej fali na morzu i po południu wypływamy dwoma jachtami w stronę Lofot - kurs na Reine. Stawiamy genuę i płynąc bajdewindem robimy 50 mil morskich. S/Y Faworyt pięknie się prowadzi ostrym bajdewindem - chwilami płyniemy 8 węzłów. 

Lofoty witają nas spowite lekką mgłą, wiatr cichnie. W Reine cumujemy o 2 ‘w nocy’ - tej porze roku słońce nie chowa się za horyzont więc dzień panuje nieprzerwanie.

Czwartek przeznaczamy na zwiedzanie tej malowniczej miejscowości. Wszędzie czuć woń ryb rozchodzącą się od tzw. stockfish’y, których jest pełno na wyspie Moskenesøya. Rozpogodziło się na dobre!! Wykorzystujemy to i po śniadaniu wspinamy się z mozołem na Reinebringen. Tam na górze stoi się nad ponad 440 metrową przepaścią. Widok z góry na Reine, fjordy i łańcuch wysp wynagradza naszą dwugodzinną wspinaczkę - istny LandscapePorn!!!

Następnego dnia robimy krótki 10-cio milowy skok na następną wyspę Flakstadøya do miejscowości Nussfjord. Podczas żeglugi wieje nam słaby wiatr z NW. W Nussfjord spotykamy ekipę s/y Elektra, która zacumowała tu dzień wcześniej. Marina jest kameralna i posiada nietypowe klimatyczne muzeum, w którym znajdują się prysznice i sauna. Zwiedzamy okolicę, zgodnie z mapą mamy wiele ścieżek trekkingowych do wyboru - jednak same szlaki nie są dobrze oznakowane. Na szczęście nie musimy się spieszyć bo dziś, jutro, pojutrze… nie ściemni się - więc można trochę pobłądzić.  S/Y Elektra odpływa w tym czasie do Reine.

Ranem  obieramy kurs na Stamsund. Mamy do pokonania zaledwie 16 mil morskich, wiatr słaby i niezmiennie z NW, więc żeglujemy powoli pośpiechem się brzydząc… Udaje nam się złowić 3 dorodne dorsze, które szybko lądują na talerzu dzięki rezolutnej wachcie kambuzowej. Stamsund - kolejny port, kolejne miejsce do eksploracji! Zachęceni obrazkami z przewodnika wyruszamy na trekkingowy spacer. Chodzimy poniżej szczytów, robiąc zdjęcia okolicy. Jednak trudy całego dnia dają się we znaki dlatego robimy krótszą trasę by wrócić o północy na łódkę. S/Y Elektra przypływa do nas nad ranem.

Naszym kolejnym celem jest port w Svolvaer. Stawiamy wszystkie żagle i leniwie płyniemy półwiatrem. Gdy wiatr słabnie zrzucamy żagle i na silniku krążymy nad płytką wodą łapiąc kolejne dorsze - warto było taszczyć sprzęt wędkarski z Polski! Dopływamy do dużego Svolvaer - tutaj jest wiele tras do trekkingu i gór do wspinania. Nasza grupa wspina się na majestatyczne Floya.

Płyniemy dalej - czas na popularny Trollfjord - wąski fjord ze stromymi zboczami gór wznoszącymi po obu stronach.

Czas biegnie nieubłaganie a wszystko co dobre zbyt szybko się kończy. Płyniemy w stronę ostatniego naszego portu w Tromso gdzie na s/y Faworyt i Elektra czekają załogi następnego etapu. Dwa tygodnie to zdecydowanie za mało żeby zwiedzić region norweskich Lofotów z poziomu morza i lądu. Pozostaje naturalny niedosyt ale też motywacja by w przyszłości tam jeszcze wrócić. To był bardzo udany rejs! Zdecydowanie mogę teraz powiedzieć ‘I Love Norway !!’ 

Daniel Kitel 

Facebook
Tweet
Google

Dzieci na pokładzie jachtu podczas rejsu to nie lada wyzwanie dla rodziców. Na pierwszym miejscu budzą się w nas obawy, jak to będzie? Brak stabilnego gruntu pod nogami, dookoła tylko woda, choroba morska, czym zająć dzieci aby się nie nudziły? Mamy nadzieję że ten artykuł zachęci was do wspólnego żeglowania z pociechami. To relacja Magdaleny Hejna – mamy Krzysia, Juli, Zuzy – z rejsu Fundacji 4 Kontynenty "I love Norway"

Zapierające dech krajobrazy, krystalicznie czysta woda, fantastyczne przeżycia – to wszystko stanęło mi przed oczami, gdy Maciek zaproponował mi rejs po północnej Norwegii z Fundacją 4 Kontynenty.

Mieliśmy pojechać razem z naszymi dziećmi: 11-letnim Krzysiem, 9-letnią Julią i prawie 7-letnią Zuzią oraz naszą przyjaciółką Katją, jej pięcioletnią córeczką Mają oraz kolegą Rafałem. Cieszyłam się, chociaż miałam pewne wątpliwości: jak dzieciaki zniosą podróż, czy nie będą się nudzić na jachcie i co z chorobą morską. Ze swojej strony jednego mogłam być pewna – Neptun mi nie odpuści.

Moje intymne niemal z nim relacje są tematem wielu anegdot. Choruję nawet na promie. I chociaż jestem jachtowym sternikiem morskim, pływam głównie po śródlądziu, gdzie fala mi niestraszna.

Maciej pojechał do Trondheim – skąd zaczynaliśmy naszą podróż – dzień wcześniej, aby przejąć jacht. Reszta miała lecieć z Gdańska, co oznaczało że musimy o 7 rano wsiąść do Pendolino. Dwie matki, czwórka dzieci, 80 kg rejestrowanego bagażu i 6 bagaży podręcznych po 10 kg każdy. Do tego kanapki i woda, książki, kolorowanki i kredki oraz planszówki, jeden pies, jeden królik i jeden kot– na szczęście pluszaki.

Wyglądałyśmy przezabawnie. Wsiadałyśmy i wysiadałyśmy na raty. Dzieciaki dzielnie zniosły podróż. Trondheim przywitało nas przepiękną pogodą: 22 stopnie i słońce, które jak się szybko przekonaliśmy rzeczywiście nigdy nie zachodziło.

Uzbrojona w plastry akumpunktunowe trasnsway na chorobę lokomocyjną oraz biodraminę ściąganą specjalnie na tę okazję z Hiszpanii (użytkownicy zarzekali się, że można po niej nawet czytać książki w kingstonie) z duszą na ramieniu weszłam na pokład "Elektry" i postanowiłam się nie dać. Dzieciaki postanowiły zaś zrobić to, co lubią najbardziej – poszły na ryby. Trudno było je potem zagonić na kolację i do spania – bo przecież "jeszcze jest jasno".

Następnego dnia, po uzupełnieniu zapasów jedzenia przywiezionych z Polski o jajka i mleko, wypłynęliśmy. Widoki zapierały dech w piersiach. Surowy krajobraz Norwegii jest niezwykły. Wyspy i wysepki, kamienie, mech, błękitna woda. Naprawdę warto było.

Około północy dopłynęliśmy do Djupfest, gdzie zobaczyliśmy fantastyczną ferię barw. Słońce zbliżyło się do horyzontu i natychmiast zaczęło wschodzić.

Rano dzieciaki zajęły się zbieraniem muszli i innych skorupiaków. Mogliśy więc spokojnie przygotować śniadanie na portowym tarasie.Około południa wypłynęliśmy. Po drodze chłopaki postanowili pójść po ryby. W jednej chwili nałowili tyle, że starczyło na porządny obiad.

W czasie postoju gwałtownie zmieniła się pogoda. Zaczęło wiać i podniosła się fala. Łyknęłam biodraminę i wyszłam na pokład, żeby nie kusić losu. Katja też poczuła się niewyraźnie. Tymczasem Kulka czytała książkę. Zuzia z Krzysiem grali w karty, a Maja zmęczona usnęła. Tyle w temacie choroby morskiej.

W deszczu dopłynęliśmy do Vingsand, gdzie po krótkim postoju ruszyliśmy dalej. Wiedzieliśmy, że około południa ma zmienić się pogoda i przyjść sztorm. Chcieliśmy zdążyć do portu Villa Havn zanim rozszaleje się na dobre. Wchodziliśmy przy silnym wietrze. Ale potem żywioł pokazał swoją moc. Deszcz padał pod kątem prostym. Wiał tak silny wiatr, że trudno było iść.

Następnego dnia pogoda nieco się uspokoiła. Nie na tyle, żeby wypłynąć. Ale na tyle, żeby pójść na wycieczkę. Ubrani po czubek nosa w sztormiaki zdobyliśmy lokalny szczyt, znaleźliśmy kilka kilogramów muszli, skorup krabów, szczypców i innych skarbów. Wieczorem prognoza poprawiła się i ruszyliśmy dalej. Mieliśmy jednak świadomość, że nie będzie to łatwy odcinek. Po sztormie fala wynosiła ponad cztery metry, a my spory kawałek musieliśmy wypuścić się w morze. Dzieciaczki poszły spać. Fala rzeczywiście była olbrzymia. Mój żołądek dosyć szybko ją poczuł. Usiadłam więc w kokpicie i postanowiłam się nie ruszać, licząc że w ten sposób przetrwam. Rafał trzymał się dzielnie. Maciek stał za sterem i miał się świetnie.

Zuzia, Kulka i Krzyś obudzili się dość szybko. Zuzia stwierdziła, że ma dość tej huśtawki na dziobie, wzięła śpiwór i razem z Krzyśkiem położyli się w mesie, a Kulka przeniosła się na rufę. Po chwili wszyscy smacznie spali. Ja na pokładzie modliłam się o przetrwanie. Maciek widząc mnie cierpiącą zaproponował mi tort ze smalcu. Wizualizacja tego smakołyku przyśpieszyła moje spotkanie z Neptunem. Dzięki tej krótkiej rozmowie nieco ożyłam, niestety na krótko. Około 4 rano dopłynęliśmy do Rorvik. Po szybkim prysznicu i zatankowaniu wody pitnej, ruszyliśmy dalej. Wiatr ucichł, a morze uspokoiło się. Płynęliśmy na silniku. Stałam za sterem. Krajobraz zupełnie się zmienił. Niskie skały stały się górami z dużą ilością zieleni. Wyszło słońce. Po prostu bajka.

W tych cudownych okolicznościach przepłynęliśmy obok Torghatten – znanej góry z dziurą. Dzieciaki siedziały na pokładzie.

Krzyś i Kulka sterowali na zmianę z Rafałem. W tej sielankowej atmosferze dopłynęliśmy do Bronnosyund skąd po krótkich zakupach popłynęliśmy na ryby. Ceny w sklepie zszokowały nas na tyle, że musieliśmy odreagować.

Wieczorem przekroczyliśmy północne koło podbiegunowe. Od razu zrobiło się chłodniej. Planowaliśmy kąpiel, aby to uczcić, ale nawet dzieciaki nie miały odwagi wejść do wody. W nocy dotarliśmy do Sleneset. Najpiękniejszego portu, jaki widziałam. Stamtąd udaliśmy się do Stott i w końcu dotarliśmy do Bodo.

Nasza wyprawa się skończyła. Moje obawy o dzieci nie potwierdziły się. Ten rejs był dla nich wspaniałą przygodą. Miały okazję sprawdzić się jako załoga. Krzysiek spełnił swoje największe marzenie - sterował jachtem morskim pod pełnymi żaglami. Poza tym dużo czytały, rysowały, grały w gry planszowe, wypoczęły. Zwiedziły piękne miejsca, świetnie się bawiły. My zresztą też.

Rejs "I love Norway" to tylko jeden z wielu zorganizowanych przez "4 Kontynenty". Fundacja realizuje wiele innych ciekawy projektów żeglarskich, jak majówka "Fiku Miku po Bałtyku", o której pisaliśmy na stronie "Żagli", trwający właśnie rejs dookoła Wysp Brytyjskich czy nagrodzona przez Kapitułę Śląskich Nagród Żeglarskich Carbony 2018 wyprawa "Arktyka 2017 Śladami Ginących Lodowców".

Kolejny ambitnym celem Fundacji jest organizowanie rejsów na własnym jachcie. Takim jest Commander 32, przekazany Fundacji przez dotychczasowego właściciela. Jednostka wymaga jednak gruntownego remontu. W planach jest między innymi odnowienie i malowanie kadłuba , wymiana elektryki, odświeżenie wnętrza, podwieszenie i laminowanie kila, wymiana olinowania stałego, okuć i stalówek, montaż AIS i wymiana silnika. 

"Portem macierzystym będzie Gdańsk, a my będziemy organizować na nim szkolenia i rejsy wzdłuż polskiego wybrzeża. Jak zawsze będą to wydarzenia non profit" – informują przedstawiciele Fundacji.

Więcej informacji na stronie http://www.4kontynenty.pl/pl/news/czas-na-pierwszy-sy-4-kontynenty-prosimy-o-pomoc.html

Magdalena Hejna 

Facebook
Tweet
Google

Niżne Tatry

26 Marzec 2018

Joga w Tatrach

5 Styczeń 2018

Sylwester na Zirbitzkogel

31 Grudzień 2017

Wesołych świąt

23 Grudzień 2017

Patronat Honorowy

28 Marzec 2017

Romki na końcu świata

19 Styczeń 2017

Sudety - 15-17.04.2016 r.

17 Kwiecień 2016

Fundacja 4 Kontynenty
Osiedle Widokowe 8/7 32-540 Trzebina (małopolskie)
KRS: 0000595255, NIP: 6282265680, REGON: 363676740

Wesprzyj nas:
Fundacja 4 Kontynenty
Konto: Bank PKO BP 8010 2023 8400 0098 0202 0056 01