Szkiery

Varberg-Lerkil

W czasie dwutygodniowego rejsu można doświadczyć każdej pogody, czasem jednak wystarczy na to jeden etap. Był wiatr i nie było wiatru, było słońce, był deszcz, a na horyzoncie pojawiły się już skały szkierowego wybrzeża.

W Varbergu deszcz przypomniał o sobie, trochę padło, trochę solidnie lało, ale były też bezdeszczowe chwile na zwiedzenie miasta i majestatycznej twierdzy na wzgórzu.  XIV wieczna twierdza Varberg broniła kiedyś wybrzeża przed Duńczykami, potem służyła jako więzienie, a do dziś krążą legendy o niewyjaśnionych zdarzeniach i strachach w starym zamczysku. Nie spotkaliśmy tam białej damy ani błędnych rycerzy, mieliśmy za to okazję obserwować ze wzgórza manewry wielkiego promu, który dziobem wpływa prawie do mariny i wykonuje precyzyjny driffting ustawiając się we właściwym miejscu w porcie. Krajobraz już surowszy i skalisty, zapowiedź tego, co będziemy oglądać w najbliższych dniach. Postanowiliśmy wypłynąć rano, jednak rzęsisty deszcz nieco opóźnił nasze plany. Ruszyliśmy kiedy trochę się wypogodziło, jednak deszcz i silny wiatr dopadły nas niedługo po opuszczeniu portu. Chociaż przed burzą udało nam się uciec i pioruny widzieliśmy tylko daleko nad horyzontem. Mokre sztormiaki szybko jednak wyschły w promieniach słońca, wiatr zelżał i odkręcił się w idealnym dla nas kierunku. Spokojnie pożeglowaliśmy dalej w towarzystwie delfinów i fok, które co jakiś czas wynurzały się przy naszym jachcie. Na miejsce postoju wybraliśmy ukrytą wśród skał marinę Lerkil. Wybrzeże szkierowe zmusza do precyzyjnej żeglugi po bezpiecznie wytyczonej trasie. Maszty w marinie widzieliśmy długo, jednak trzeba było ominąć wszystkie skały broniące do niej dostępu, co wymagało zatoczenia sporego koła. Dobrze, że nie wchodziliśmy tam w nocy… choć pojęcie nocy na tej szerokości geograficznej nieco różni się od tego, które znamy z polskiego wybrzeża…

udostępnij wpis

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on linkedin