Kategorie
Blog

Helsinborg-Varberg

Rano wiatr zelżał i mogliśmy ruszać dalej. Prognozy były korzystne, więc postanowiliśmy płynąć na wyspę Anholt. Wyszliśmy z portu w dobrych humorach, nie musimy już uciekać przed statkami i promami, zapowiada się miła żegluga. Obraliśmy kurs na północny zachód i tu niespodzianka – wiatr prosto w dziób…. Może się odkręci? Po 2 godzinach „orania pod wiatr” z prędkością około 1 kn nasze zdziwienie rosło… Sprawdziliśmy jeszcze raz wszystkie dostępne prognozy i nic – żadna, absolutnie żadna nic nie mówi o takim kierunku wiatru… Mamy prywatny, nielegalny wiatr? O odkrętce też nie ma mowy. Przeszliśmy najwęższe miejsce, postawiliśmy żagle i płynęliśmy najostrzej jak się dało. Marzenia o wyspie Anholt oddalały się coraz bardziej i w końcu zostały za lewą burtą. Tak czasem bywa, pogoda zawsze ma rację. Ale co będzie dalej? Kierunek wiatru zmienił nasze plany, ale płynęło się całkiem szybko, postanowiliśmy więc dopłynąć dość daleko, na wszelki wypadek, gdyby kolejne prognozy również się nie sprawdziły. Po dniu i nocy płynięcia pod wiatr, około 6 rano zacumowaliśmy w Varbergu.

Kategorie
Żeglarstwo

Wyprawa s/y Bystrze – rejs wokół Wysp Brytyjskich – 3 etap (Wyspa Man – Cherbourg) – 31.07 – 14.08.2016 r.

Trzeci etap wyprawy z „Bystrzakiem” miał się planowo rozpocząć  31 lipca w Dublinie, jednak gdy w czwartek 28 lipca dostaliśmy informację o awarii silnika cała wyprawa stanęła pod znakiem zapytania. Od razu rozdzwoniły się telefony i rozpoczęły się konsultacje czy jest sens płynąć.

Wstępnie otrzymaliśmy informację, że naprawa może potrwać nawet tydzień i musimy się dostać na wyspę Man (która znajduje się pomiędzy Walią a Irlandią) skąd miałby się rozpocząć nasz etap. Mimo wielu niewiadomych postanowiliśmy, że jedziemy. Zgodnie z planem w Dublinie mieliśmy być 31 lipca w niedzielę, a na wyspę Man mogliśmy się dostać jedynie promem dopiero we wtorek 2 sierpnia. Jak się później okazało czas spędzony w Dublinie wcale nie był stracony. Zwiedziliśmy całe miasto, niektórzy wybrali się na wycieczkę po mieście połączoną z degustacją whisky. Włóczyliśmy się po dzielnicy dublińskich pubów – Temple Bar. Odkryliśmy niesamowity pub na obrzeżach miasta z muzyką na żywo.

Nim się zorientowaliśmy nadszedł wtorek i czas na przeprawę na wyspę Man. Do Peel gdzie czekał na nas Kapitan przyjechaliśmy ok godz. 14:30. Po zasztauowaniu Bystrza przyszedł czas na rozmowę i informacje dotyczące stanu silnika. Kapitan poinformował nas, że mechanik już rozebrał silnik, znalazł usterkę i zamówił część zamienną. Planowana data naprawy i dostarczenia silnika to piątek 5 sierpnia. Tak więc mieliśmy przed sobą trzy dni na wyspie. Warto wiedzieć, że wyspa Man jest znana z organizowanych od 1907 r ulicznych wyścigów motocyklowych Isle of Man TT zaliczanych do jednych z najbardziej widowiskowych i niebezpiecznych imprez tego typu na świecie. Wyspa jest jedynym terytorium brytyjskim na którym nie obowiązuje ograniczenie prędkości. Zjechanie i zwiedzenie całej wyspy z północy na południe zajęło nam dwa dni. Odwiedziliśmy porty Ramsey, Laxey, Douglas, St Mary, Port Erin, zwiedzaliśmy klify, widzieliśmy foki i delfiny, wspięliśmy się na najwyższy szczyt – górę Snaefell 621 m. n p. m i oczywiście zrobiliśmy sobie sesję zdjęciową z Joey Dunlopem – brytyjskim wyścigowym kierowcą motocyklowym, który jako jedyny osiągnął rekordową liczbę 26 wygranych wyścigów Isle of Man TT, a w 2005 r został uznany za piątą osobistość wszech czasów wyścigów motocyklowych.

W piątek 5 sierpnia zgodnie ustaleniem przyjechał mechanik i zainstalował z powrotem naprawiony silnik. To był przełomowy moment naszej wyprawy. Po zamontowaniu silnika i jego odpaleniu już wiedzieliśmy, że w końcu wypłyniemy w morze. Po tygodniowym pobycie na wyspie każdy z nas nie mógł się już tego doczekać. Jednak musieliśmy uzbroić się w cierpliwość, bo niż azorski przyniósł nam niekorzystny wiatr. Żeglarstwo uczy umiejętności czekania i szacunku do żywiołów jakim są woda i wiatr. Okno pogodowe otworzyło się w poniedziałek 8 sierpnia. Po ugotowaniu olbrzymiego gara zupy ogórkowej i przelaniu jej według wskazówek kapitana do baniaka pięciolitrowego wyruszyliśmy ok godz. 15:00 na morze.

Kapitan zaplanował przelot do portu Plymouth co oznaczało spędzenie trzech dób na morzu. Dla części załogi w tym dla mnie był to pierwszy pełnomorski rejs i w związku z tym mieliśmy pewne obawy czy damy sobie radę zwłaszcza jeśli będziemy chorować. Jak się okazało strach ma wielkie oczy, a załoga dzielnie się spisała zwłaszcza w Kanale Angielskim gdzie jest zawsze duży ruch. Do Plymouth jednego z największych portów Wielkiej Brytanii dopłynęliśmy w czwartek 12 sierpnia. Pierwsze co zrobiliśmy po zejściu na ląd to poszukiwanie prysznicy. W końcu płynęliśmy trzy doby bez możliwości kąpieli, a przy wysokiej fali nawet korzystanie z wc staje się nie lada wyzwaniem! Po niecałej dobie ruszyliśmy dalej do Cherbourga, portu w którym zakończył się nasz etap na Bystrzu.

Ines Negro