Kategorie
Eventy

Wyprawa I Love Norway 2020 Sail & Trekking

W piątek 15 maja premier Królestwa Norwegi ogłosiła zamknięcie granic państwa dla ruchu turystycznego do dnia 20 sierpnia. Z tego tez powodu zmuszeni jesteśmy odwołać wyprawę I Love Norway 2020 Sail & Treking i przełożyć ją na 2021 rok. W zamian za wyprawę do Norwegii odbędą się  rejsy po Morzu Bałtyckim w tych samych terminach co etapy Norweskie. Zapraszamy na rejsy po Bałtyku.

Dołącz do rejsu na pokładzie SY Ciri, wyrusz z nami na magiczną przygodę. Będzie okazja poznać miejsca w których jeszcze nie byłeś, wyruszyć na treking w malowniczych miejscach

To już czwarta nasza wędrówka na północ. Zdobyte doświadczenie pomaga nam w realizacji kolejnego projektu, w trakcie którego poświęcimy czas na odkrywanie ciekawych zakątków za kołem podbiegunowym. Brzmi magicznie? I tak będzie. Przez całą dobę będzie towarzyszyć nam dzień polarny, słońce nie schowa się za horyzont. Dzień będzie bardzo długi i my zamierzamy to zjawisko wykorzystać maksymalnie jak nam pozwoli pogoda.

Dlaczego już dziś zachęcamy Was do uczestnictwa w rejsie?

  • Masz okazję zaplanować urlop w wybranym przez siebie terminie
  • Poprzez wcześniejszą rezerwację lotniczą uzyskujesz lepsze ceny na bilety
  • Oczekujesz pomocy w wyszukiwaniu przelotu? Chętnie pomożemy
  • Razem przygotujemy wspólne menu na jacht
  • Pomagamy w przygotowaniu ubezpieczenia grupowego na czas rejsu
  • Przed rejsem możemy się poznać i wspólnie zaplanować naszą przygodę
  • Może razem wyjdziemy na jakiś koncert lub w góry ?
  • Pomagasz nam w szybszym załatwieniu formalności i dopracowaniu szczegółów.

Wyrusz z nami na wyprawę  I Love Norway 2020 Sail & Trekking 

Spójrz na 6 minutowy film który może Cię przekona do kolejnego kroku ?

Etap pierwszy:  I Love Norway 2020 Ruszamy na Północ

I Love Norway – tak nazywa się wyprawa Fundacji 4 Kontynenty. Obieramy więc kurs na północ – naszym celem są norweskie fiordy. Po drodze czeka na nas wiele atrakcji. Pokłonimy się kopenhaskiej Syrence, poszwendamy po Kopenhadze. Następnie przez cieśninę Sund popłyniemy w kierunku Anholt, niewielkiej wyspy i po Bornholmie kolejnego duńskiego raju, z malowniczą mariną w sercu Kattegatu. Kto będzie miał siły, może plażą, pieszo lub biegiem okrążyć wyspę, której obwód wynosi około 20 km. Zaledwie kilka godzin rejsu w sprzyjającym wietrze dzieli nas od następnej wyspy i portu Læsø. Stąd już tylko 30 Nm do baśniowego i cichego Skagen. To stara rybacka miejscowość na końcu półwyspu rozdzielającego cieśniny Kattegat i Skagerrak. Tu zaczyna się morze Północne. Wypływając ze Skagen już dzień później powinniśmy zobaczyć brzeg Norwegii. Płyniemy do ukrytego pośród cieśnin i zatok norweskich fiordów – Flekkefjord. Miasteczka, gdzie czeka na nas Agnieszka i Paweł. Lokalne atrakcje, trekking po okolicy i drezyna górska wzdłuż fiordu. Po dwóch dniach postoju ruszamy do Stavanger, gdzie kończymy nasz etap. Odcinek, który poprowadzę, to nie tylko rejs. Nastawiamy się też na zwiedzanie i degustację lokalnych dań, a na jachcie dbamy o podniebienia roślinożerców. Oczywiście przed nami łącznie ponad 500 Nm żeglugi. To dobra okazja do zrobienia stażu na morzu i praktycznej nauki żeglarskiego rzemiosła.

Planowana trasa:     Świnoujście  – Stavanger   
Data rozpoczęcia:     05.06.2020  (Świnoujście)
Data zakończenie:    17.06.2020  (Stavanger)
Ilość miejsc SY Ciri :  ●●●●●●   (zajęte wolne)
Kapitan Igor Morye 
 


Etap drugi: Kurs na wenecję Pónocy  

Rejs rozpoczyna się w Stavanger. Jego charakterystyczne, białe domki i wąskie uliczki najstarszej dzielnicy, z pewnością zachwycą każdego. Stavanger będzie punktem wyjściowym do kolejnego etapu wyprawy. Następnie popłyniemy do Miasto Wikingów czyli Haugensund, gdzie warto wyruszyć na lokalny deptak podobno jest najdłuższy w Norwegii. Samo miasto przyciąga kolorowymi domkami w stylu skandynawskim oraz licznymi atrakcjami turystycznymi. Czekają na nas fiordy więc ruszamy do Bergen. Przeprawa przez fiordy które trudno opisać ale warto zobaczyć i mieć pod ręką aparat fotograficzny. W Bergen przespacerujemy się dzielnicą starych, drewnianych, kolorowych spichlerzy Bryggen. Można również przejść się na pobliski targ rybny, gdzie da się kupić nawet mięso wieloryba. Wyruszymy na górę Fløyen, jest to szczyt o wysokości 399 m n.p.m z którego rozpościera się ładna panorama na miasto. Na szczyt można udać się szlakiem co bardzo polecamy a dla leniwych jest kolejka linowo-terenowa. Czas ruszać dalej przed nami wyspa Byrknesøyna z portem Byrknes gdzie cumują rybacy. Coraz częściej będziemy spotykać sielankowe widoki i małe miejscowości ale przecież po to tutaj jesteście. Kalvag na wyspie Frøya. Unikatowe stare nabrzeżne domy z których wiele z nich zostało odnowionych aby przyciągnąć turystów do tego miejsca. Jednak nie po to macie ze sobą buty trekkingowe aby tak sobie leżały. Przed nami słynny klif Homelen oraz rzeźby w skale Vingen. Tych miejsc nie można pominąć! Czas etapu do biega końca zbliżamy się do ujścia kilku fiordów i miasta Alesund zwanego Wenecją Północy. Alesund spodoba się fanom architektury i wszystkim którzy lubią aktywnie spędzać czas. Obowiązkowo trekking na wzgórze Aksla z platformami widokowymi.

Planowana trasa:     Stavanger – Alesund

Data rozpoczęcia:     17.06.2020  (Stavanger)
Data zakończenie:    26.06.2020  (Alesund)
Ilość miejsc SY Ciri :      ●●●●●●   (zajęte wolne)  formularz (klik)
Kapitan Mariusz Główka 
 

Etap trzeci:  Długie dni krótkie noce 

Trzeci etap wyprawy podąży na północ w kierunku coraz dłuższego dnia. Trasa niby tradycyjna ale bardzo ciekawa geograficznie i przyrodniczo. Za każdem razem odkrywamy nowe miejsca i tak też będzie tym razem. Spotkamy się już z bardziej surowym klimatem na wybrzeżu będzie mniej drzew za to więcej wrzosowisk i mchów. Trasa w kierunku Molde będzie trudna z licznymi skałami i wyspami. Jednak zanim trafimy do Molde po drodze się zatrzymamy w jednym z małych ciekawych portów. Który? Tego jeszcze nie wiemy gdyż jest ich sporo. Wybierzemy losowo ten który najbardziej nam się spodoba. Jest to etap dla sympatyków żeglugi i obserwacji przyrody. Zaledwie 4 km od centrum znajduje się Varden the Molde Panorama i tu mamy dwie drogi. Pierwsza – zachodnia z widokami to około 3 km spaceru. Warto na szczycie zjeść coś pysznego ( jest tam knajpka ) i wrócić drogą dla samochodów mijając ładne potoki. Był ktoś z Was w Brenslevågen? Będziemy tu pierwszy raz ale zapowiada się rewelacyjnie! Tradycyjnie Kristiansund krótka wizyta i kolejny bardzo ciekawy port Brekstad, który znajduje się wzdłuż fiordu Trondheimsfjord przy wejściu do Stjørnfjorden. Etap zakończymy w Trondheim. Niedaleko portu znajdują się kolorowe domki I wiele atrakcji turystycznych blisko mariny Skansen.

Planowana trasa:     Alesund – Trondheim   
Data rozpoczęcia:     26.06.2020 (Alesund)
Data zakończenie:    02.07.2020 (Trondheim )
Ilość miejsc SY Ciri :      ●●●●●●   (zajęte wolne)
Kapitan Marek Sosonowski 
 

Etap  czwarty: Za koło Podbiegunowe 

Przekraczając 60 równoleżnik o tej porze roku zbliżamy się do krainy białych nocy .Odwiedzimy wiele ciekawych miejsc a mamy na to dwa tygodnie. Posmakujemy uroków norweskiej prowincji zaglądając w głąb zatok i fiordów bardzo urozmaiconego wybrzeża. Zaczynamy etap na którym naszą dietę będziemy uzupełniać o świeże ryby łowione prosto z morza. Rørvik wioska rybacka już bardzo daleko na północy. Jest do dobre miejsce aby na chwilę odpocząć. Śniadanie na kei sprawi Wam wielką przyjemność. Chcesz zobaczyć maskonura? Maskonury czekają na nas w Lovund i będą gromadzić się na swoich lęgowiskach. Dodatkowo warto się wybrać na Lovundfjellet, z jego szczytu rozpościera się wspaniały widok na okolicę. Trekking nie należy do trudnych. Holandsfjord to niesamowite widoki, których nie zapomnicie i perełka w krajobrazie – lodowiec Engenbreen. Lodowiec znajduje się najbliżej morza i podobno jest największym lodowcem Skandynawii. Koniecznie trzeba to sprawdzić więc wybierzemy się na wycieczkę rowerową wzdłuż jeziora Svartisvatnet by trafić na szlak i wyruszyć na lód. Kolejnym Lodowcem będzie Svartisen który słynie z czarnego lodu. Tutaj w marinie czekają na nas rowery którymi dojedziemy do samego lodowca. Ten etap kończymy w Bodø, mieście znanym doskonale miłośnikom Lofotów
 
Planowana trasa:     Trondheim – Bodo  
Data rozpoczęcia:     02.07.2020  (Trondheim)
Data zakończenie:    16.07.2020  (Bodo)
Ilość miejsc SY Ciri :    ●●●●●●   (zajęte wolne ) formularz (klik)
Kapitan Jacek Jaworski 
 

Etap piąty: Lofoty i fiordy północy do bramy Arktyki – trekingowa przygoda 

W trakcie trwania dnia polarnego Lofoty możemy zwiedzać całą dobę. Będziemy włóczyć się jachtem w przepięknych okolicznościach przyrody być może w towarzystwie wielorybów, orek, orłów i maskonurów. Widoki zapierające dech murowane. Wąskie fiordy otoczone wysokimi górami i malownicze niewielkie osady zabudowane tradycyjnymi czerwonymi norweskimi domkami. Wioska Reine to położona na kilkunastu wysepkach rybacka miejscowość. Góruje nad nią majestatyczna Reinebringen, skąd roztacza się najpiękniejsza panorama Lofotów. Henningsvær – zwana norweską Wenecją z wyjątkowo położonym na świecie boiskiem piłki nożnej. Nusfjord – to jedna z najstarszych i najlepiej zachowanych wiosek rybackich w Norwegii. Choć czasy rozkwitu rybołówstwa są już historią, do dziś można odnaleźć ślady dawnej kultury i podziwiać XIX-wieczne domki rybackie. Popłyniemy na północ szukać wielorybów a na zakończenie staniemy u brzegów przepięknej Senji – wyspy rzadko odwiedzanej ale oferującej zwiedzającym magiczne widoki. Lofoty to także kraina dorszy i łososi, którymi spróbujemy urozmaicić nasze menu. Ten etap to żeglarstwo przeplatane z trekkingiem po górach przypominających Tatry wyrastające z morza. Ten etap kończymy w Tromsø

Planowana trasa:    Bodo – Tromso  
Data rozpoczęcia:     16.07.2020  (Bodo)
Data zakończenie:    28.07.2020  (Tromso)
Ilość miejsc SY Ciri :    ●●●●●●   (zajęte wolne) formularz (klik)
Kapitan Anna Jackiewicz 
 

 
Planowana trasa:   Tromso – serwis jachtu 
Data rozpoczęcia:     28.07.2020  (Tromso)
Data zakończenie:     31.08.2020  (Tromso)
Ilość miejsc SY Ciri :  

Etap szósty: Fiordy Północy przez morze Barentsa.

Wyruszamy do najdalej wysuniętego na północny wschód norweskiego portu. Zatrzymamy się tuż przy granicy z Rosją. Etap jest naprawdę bardzo ciekawy gdyż część trasy pokonamy nawiązując do Norweskiej historii. Udało się znaleźć kilka wyjątkowych miejsc do których doprowadziła nas historia ludu norweskiego podczas II wojny światowej. Czy znacie historię Jan Baalsrud? Ścigany przez Niemców uciekł do Szwecji. Jeśli nie znacie polecam film ‘Dwunasty człowiek’. Dlatego też wyruszymy z Tromsø w kierunku Manndalen. Na mapie część naszej trasy którą nakreślił Jan Baalsrud. Pożeglujemy daleko na północ. Czekają nas malownicze krajobrazy i nieskażona ludzkim bytem dzika przyroda. Będziemy łowić ogromne dorsze i wypatrywać orek. W drodze na osławiony Nordkapp odwiedzimy między innymi zapierający dech w piersiach Lyngefjorden rezerwaty ptaków na wyspie Sørøya, uznawane za najdalej na północy położone miasto świata – Hammerfest. Po osiągnięciu celu opłyniemy wyspę Magerøya, aby znaleźć się na Morzu Barentsa. Tu odpoczniemy w uroczym Skarsvag, po czym rozpoczniemy podróż do Kirkenes.

Planowana trasa:     Tromso – Kirkenes  
Data rozpoczęcia:     01.08.2020  (Tromso)
Data zakończenie:    13.08.2020  (Kirkenes)
Ilość miejsc SY Ciri :      ●●●●●●   (zajęte wolne) formularz (klik)
Kapitan Mietek Jakubowski
 

Etap siódmy: Ze wschodu na zachód

Po odebraniu jachtu ruszymy zwiedzić Kirkenes, w końcu jesteśmy aż 400 km za kołem podbiegunowym. Miasto zamieszkują Rosjanie i tutaj spotkamy już nazwy ulic w dwóch językach. Kilka kilometrów dalej znajduje się jedyne drogowe przejście graniczne Norwegi z Rosją, Przez Bøkfjorden ruszymy na morze Barentsa w kierunku Nordkapp gdzie zatrzymamy się na małą sesję fotograficzną. Po drodze czeka na nas dzika przyroda i rezerwaty do których zajrzymy. Nasza żegluga będzie się odbywać między wyspami i fiordami tak, aby spokojnie dotrzeć do Tromsø.

Planowana trasa:     Kirkenes  – Tromso   
Data rozpoczęcia:     13.08.2020 (Kirkenes)
Data zakończenie:    24.08.2020  (Tromso)
Ilość miejsc SY Ciri :   ●●●●●●   (zajęte wolne)
Kapitan Jurek Marcinkiewicz 

Planowana trasa:   Tromso – serwis jachtu 
Data rozpoczęcia:     25.08.2020  (Tromso)
Data zakończenie:    27.08.2020  (Tromso)
Ilość miejsc SY Ciri :  

Etap ósmy: Wschody i zachody słońca na Lofotach Sail & Trekking

Czas już wracać na Południe. Wracamy ponownie na archipelag Lofotów. Przed nami najciekawsze wyspy i wysepki oraz fiordy. Będzie dużo trekkingu bo miejsca odwiedzone przez nas do tego zachęcaja. Mamy przygotowane dwie trasy, które dostosujemy do panujących warunków meteo. Obydwie są bardzo ciekawie i zapewniają wiele walorów widokowych i przyrodniczych. Zaczniemy od magicznej wyspy Senja z najwyższą górą Breidtinden– 1017 m n.p.m. Na pewno warto podjąć wyzwanie i wejść na Hesten. Senja to miejsce, w którym nie do końca będziesz wiedział czy to co widzisz jest realne czy wymyślone. Warto zostać tu dwa dni. Tu się zastanowimy, czy płyniemy się w kierunku Andenes, czy płyniemy przez fiordy, Obie opcje są ciekawe i dają wiele możliwości. Możliwe, że najlepsza opcją będzie trasa północna przez Andenes, gdzie można spotkać walenie. Jest na to duża szansa chociaż lato niej est najlepszą porą roku na takie obserwacje, jednak warto zaryzykować. Popłyniemy do miejscowości rybackiej Bleik gdzie znajduje się kolonia maskonurów. Maskonur to ptak wyglądający jak krzyżówka papugi z pingwinem. Latać za bardzo nie potrafi ale w wodzie jest prawdziwym mistrzem. Kolejny punkt to miasto Sortland nad cieśniną Sortlansundet. Jest tu wiele domów pomalowanych na niebiesko dlatego jest nazywane „niebieskim miastem”. Oczywiście warto wyruszyć na trekking. Z Sortland ruszymy do Tongelfjord aby przejść przez Raftsundet. Musimy dobrze trafić aby nas nie przetrzymał prąd, który bywa tu dość silny. Skierujemy się prosto do Svolvær – stolica Lofotów i trekking do Svolvægeita – skały nazywanej „kozą ze Svolvær” górującą nad okolicą. Krótka wizyta w Kabelvåg, gdzie znajduje się muzeum Lofotów. Henningsvær to prawdziwa Wenecja Lofotów z najpiękniej na świecie położonym boiskiem do piłki nożnej, trekking, Nusfjord malownicza, maleńka osada, nad którą krążą orły. Osada mieści się pośród wzgórz co dodatkowo zachęca do trekkingu Nusfjord to Nesland – przyjemna trasa biegnie wzdłuż wybrzeża pośród olbrzymich głazów oraz iglaków. Zaczyna się w Nusfjord, które jest na liście UNESCO a to gwarancja spektakularnych widoków fiordów. Reine- Reinebringen Docieramy do punktu widokowego skąd roztacza się panorama na Lofoten Wall i fiordy. Mimo iż jest to tylko 448 metrów wysokości to trasa jest wymagająca ale wejście niezbyt trudne, bo po schodach. Nagrodą jest jednak piękny widok z góry, na który rezerwujemy sobie dodatkowy czas. Å to Stokkavika Zaczynamy w malowniczej wiosce Å . Samo miejsce to niezapomniany widok. Idąc mamy szanse podziwiać urokliwe Moskenesøya, aż dojdziemy do pięknego punktu docelowego: Stokkavika.  Jeśli będzie czas, to między Reine a miejscowością Å zajrzymy do Sørvågen. Po drodze do ślicznego Munkebu mijamy 4 piękne jeziora. Na trasie mamy odcinki z metalowymi uchwytami, które służą pomocą, gdyż są tam miejsca o wymagającym stopniu trudności. Trekking jest jednak wart trudu, ponieważ można podziwiać panoramę niekończących się szczytów Lofotów. Etap kończymy w Bodø.

Planowana trasa:     Tromso  – Bodo  
Data rozpoczęcia:     27.08.2020 (Tromso)
Data zakończenie:    05.09.2020  (Bodo)
Ilość miejsc SY Ciri :   ●●●●●   (zajęte wolne) formularz (klik)
Kapitan Leszek Warchoł 
 

Etap dziewiąty: Do dawnej stolicy Królów Norwegii.
Rejs rozpoczniemy w uroczym mieście Bodø. Tutaj, jeśli będzie taka wola załogi, wybierzemy się na spływ kajakowy. Możemy również wybrać się na wycieczkę, aby zobaczyć najsilniejszy na świecie, widowiskowy prąd morski Saltstraumen. Ponieważ mamy do dyspozycji sporo czasu, nie sposób nie wykorzystać okazji, by pożeglować do pobliskich (około 45 mil) Lofotów, by zwiedzić najbardziej na zachód wysunięte wyspy i porty: Sorvagen, wioskę o możliwie najkrótszej nazwie Å, oraz Værøy. Następnie pożeglujemy do rzadko odwiedzanej, ale bardzo ładnej wyspy Lovund, słynącej z kolonii maskonurów. Następnie wrócimy do uroczych fiordów norweskich. W mieście Mo i Rana zacumujemy, aby wybrać się na Svartisen, drugi co do wielkości lodowiec Norwegii o intensywnie błękitnej barwie. Stamtąd, wśród fiordów i malowniczych wysp, niespiesznie popłyniemy do miasteczka Sandnessjøen na wyspie Alsten, skąd wyruszymy na górską wycieczkę na Masyw Siedmiu Sióstr – Sandnessjøen.Kolejnym celem będzie miasto Brønnøysund na wyspie Torget, gdzie po drodze chcielibyśmy zobaczyć słynny cud natury: górę z dziurą na wylot w środku.Po drodze do Trondheim zatrzymamy się jeszcze w większym porcie Rorvik, a także będziemy wyszukiwali spokojnych, małych porcików do przenocowania. Zatrzymamy się tam, gdzie nam się spodoba.
Planowana trasa:     Bodo  – Trondheim
Data rozpoczęcia:     05.09.2020 (Bodo)
Data zakończenie:    18.09.2020  (Trondheim)
Ilość miejsc SY Ciri :   ●●●●●●   (zajęte wolne) formularz (klik)
KapitanMarcin Filipiak 
 

Etap dziesiąty: W drodze do Wenecji Północy

Ruszymy z Trondheim. Płynąc wąskimi przejściami, będziemy się kierować ku wyspie Froya. Następnie przeskoczymy na Veiholmen, malutka wyspę z widokiem na Morze Norweskie. Lokalną atrakcją są tam stara przystań rybacka oraz latarnia Hauhjehla. Gdy już nasycimy się skalistymi wyspami, opłyniemy wyspę Smola i przesmykiem pomiędzy wyspami Tustna i Frei wpłyniemy w fjord Tingvollfjorden. Po dniu odpoczynku pomiędzy górami i uzupełnieniu zapasów, będziemy się kierować się w kierunku wysp Gossa i Otroya. Na drugiej wyspie jest wspaniały szczyt Oppstadhornet z którego roztacza się przepiękny widok na okoliczne wyspy. Ostatnim etapem, będzie dopłynięcie do Alesund. Na koniec zostaną nam cudne wspomnienia i setki zdjęć, oraz chęci na więcej.

Planowana trasa:     Trondheim  – Alesund
Data rozpoczęcia:     18.09.2020 (Trondheim)
Data zakończenie:    24.09.2020  (Alesund)
Ilość miejsc SY Ciri :   ●●●●●●   (zajęte wolne)
Kapitan Paweł Banaszczyk
 


Etap jedenasty: Fiordy wczesna jesienią

Jest już jesień, dni coraz krótsze. Krajobraz fiordów zmienia się na bardziej malowniczy. Dobry moment aby wybrać się na grzybobranie. Grzybów w Norwegii jest bardzo dużo gdyż nikt ich nie zbiera. Nagrzana woda od promieni słońca przez okres lata powoduje iż rano spotykamy magiczne poranne pejzaże gór w mgle. Mamy radar na pokładzie i pewnie z niego będziemy częściej korzystać. Tak każdego dnia pośród fiordów będziemy zaglądać do małych portów rybackich i wędrować po wrzosowiskach aby uchwycić zachody słońca. Po drodze będziemy mijać małe miejscowości w których jeszcze nie byliśmy więc nie planujemy na sztywno trasy rejsu między Alesund a Stavanger .Tradycyjnie odwiedzimy Bergen i wybierzemy się na górę Fløyen skąd rozpościera się jesienna panorama miasta. Zanim trafimy do Stavanger, pomiędzy fiordami zrobimy sobie sesję fotograficzną aby uchwycić jesienne pejzaże Norwegii.

Planowana trasa:     Alesund  – Stavanger
Data rozpoczęcia:     24.09.2020 (Alesund)
Data zakończenie:    02.10.2020  (Stavanger)
Ilość miejsc SY Ciri :   ●●●●●●   (zajęte wolne) formularz (klik)
Kapitan
 

Etap dwunasty: Wracamy do domu 
 
Nasz etap rozpoczynamy od krótkiego zwiedzenia Stavanger , skąd ruszymy na południe. Żeglując wzdłuż norweskiego wybrzeża miniemy Egersund, następnie Farsund. Zostawimy za rufą Norwegię i przetniemy cieśninę Skagerrak. Przed nami Dania i Skagen, gdzie zatrzymamy się by uzupełnić prowiant, pozwiedzać i pozachwycać idyllą życia na półwyspie.  Półwysep Jutlandzki, na którym leży Skagen, to granica między morzem Północnym i Bałtyckim. Wypływając ze Skagen jesteśmy już w cieśninie Kattegat, będącej częścią morza Bałtyckiego. Płyniemy dalej na południe w kierunku wysp Leaso i Anholt, by zobaczyć urodziwe połączenie przyrody i morza. A potem liczymy, że sprzyjające wiatry z N lub W zaniosą nas prosto do cieśniny Sund i Kopenhagi, gdzie zatrzymamy się, by spotkać się z syrenką, pozwiedzać i poczuć rytm miasta. Przed nami jeszcze niemieckie Sassnitz skąd niedaleko do pięknych kredowych klifów. Podziwiać je będziemy z morza. Odcinek, który poprowadzę, to nie tylko rejs. Nastawiamy się też na zwiedzanie i degustację lokalnych dań, a na jachcie dbamy o podniebienia. Gdyby warunki meteo nam nie sprzyjały będziemy wracać przez Wielki Bełt, Nyborg, Stubekkobing, Stralund lub Sasnitz, Świnoujście
Planowana trasa:     Stavanger  – Świnoujście
Data rozpoczęcia:     02.10.2020 (Stavanger)
Data zakończenie:    16.10.2020  (Świnoujście)
Ilość miejsc SY Ciri :   ●●●●●●   (zajęte wolne) formularz (klik)
Kapitan Igor Morye

Sponsor wyprawy I Love Norway 2020 

 

 

 

 

Patronat medialny Miesięcznik Żagle 

 

 

 

 

Kontakt 
Mariusz Noworól 
Fundacja 4 Kontynenty
Osiedle Widokowe 8/7 32-540 Trzebinia
KRS: 0000595255 NIP: 6282265680
Bank PKO BP 8010 2023 8400 0098 0202 0056 01
www.4kontynenty.pl
tel 696914676

Kategorie
Blog

Dzieciaki na Nordkapp – Porta Sailing Team. Rejs ojców z synami.

Nordkapp. Cel geograficzny Rejsu Ojców z Synami. Od wypłynięcia z portu w Tromso Kapitan Maciej Hejna przygotowywał nas do niego długimi przeskokami. Odcinek z Akkarfjord do Nordkapp wynosi 55 mil morskich. Cumy oddaliśmy o północy. Pierwszą dwugodzinną wachtę pełnili 3 synowie – Kacper, Krzysiek i Tomek, oczywiście pod nadzorem Kapitana i jednocześnie Taty – Macieja. O godzinie 02:00 ster przejął duet Maciek (syn) i Rafał (tata). Płynęliśmy na silniku pod wiatr wiejący z północy, wspinając się mozolnie na fale. O czwartej wachtę za sterem przejęli ojcowie Jacek i Mariusz. Rafał został na pokładzie i cała trójka odbyła ciekawą pogawędkę o życiu. Sceneria morza i rejsowe emocje sprzyjały tematyce.

Ciri dzielnie pruła dziobem morze kursem 40-50 stopni w kierunku celu. Wiatr i niesione nim od dziobu krople wody docierały do naszych twarzy. Żywioł budzi szacunek i podziw, zwłaszcza u ludzi, którzy jak większość z nas są na morzu po raz pierwszy. Dużo prawdy jest w twierdzeniu, że kto raz posmakował morskiej wody będzie chciał do niej wrócić.

Nordkapp ukazał się nam przed godziną 11. Linię dzielącą Morze Norweskie z Morzem Barentsa, czyli najwyżej położony na północy punkt lądu (wyspy Mageroya) przecięliśmy kilka minut przed dwunastą. To był fantastyczny moment i wspaniałe przeżycie dla całej załogi. Pan Kapitan zaprosił wszystkich na pokład, żeby w ten symboliczny sposób każdy mógł poczuć żeglarskie emocje. Nasi nastoletni synowie będą mieli dobre wspomnienia w przyszłości. Dla nas ojców to przyjemne drżenie w sercu i myśl, że ja i mój syn zrobiliśmy razem coś, na co nie każdy się zdecyduje. W końcu sierpień w Polsce kojarzy nam się z ciepłem. Tutaj temperatura w okolicach 7 stopni Celsjusza, wiatr z północy przenika ciało. Jednak duszę człowieka rozgrzewa radość. Zrobiliśmy to! W ciągu 12 godzin pokonaliśmy 55 mil morskich. 6 dnia wyprawy osiągnęliśmy cel. Trzeba to uczcić 😉

Rejs Ojców z Synami to nie tylko Nordkapp. Znacznie istotniejsze jest spędzanie czasu razem. Wspólne gotowanie kiedy jest wachta kambuzowa. Prace pokładowe i bosmańskie, kiedy płyniemy lub stoimy w porcie. Budowanie poczucia odpowiedzialności za innych członków załogi i jacht. Wspólne łowienie ryb kiedy stajemy w dryfie. Poznawanie przyrody. Dwa razy niedaleko przepłynęły delfiny, cicho i spokojnie. Po raz pierwszy widzieliśmy maskonury, niewielkie ptaki nurkujące w wodzie i przelatujące nad nią w kluczach niczym nasze kormorany. Każdy port czy zatoka to jakaś historia. Poznawanie świata z jachtu jest wspaniałym przeżyciem, a żeglarstwo fantastyczną szkołą. A ogniwem idealnie to wszystko spajającym jest Kapitan. Maciej Hejna. Najważniejszy człowiek na pokładzie.

Rafał 

Wspieraj remont  jachtu dla Fundacji 4 Kontynenty




Kategorie
Żeglarstwo

I Love Norway 2019 – Za koło podbiegunowe do bram Arktyki Porta Sailing Team

I Love Norway 2019 – Za koło podbiegunowe do bram Arktyki

29.06.2019 r. po całonocnej podróży, o godzinie 8:00 wylądowaliśmy na lotnisku w Bergen. Pozostał nam już tylko zajęczy skok tramwajem, by znaleźć się w porcie, gdzie czekała już na nas załoga poprzedniego etapu “I love Norway” i s/y Ciri, która na nadchodzące półtora tygodnia miała stać się naszym domem. Norwegia przywitała nas słoneczną pogodą na lądzie, jednak Szanowny Pan Neptun miał wobec nas nieco inne plany. Po zwiedzeniu miasta, zdobyciu (kolejką) góry Floyen i solidnym posiłku, nadszedł nareszcie czas, by rozpocząć naszą przygodę. O godzinie 19:00 oddajemy cumy i ruszamy na północ do bram Arktyki, czyli równoleżnika 66°33’39” N. Kolejna doba minęła nam na żegludze w strugach nieustającego deszczu, w którym to żarliwie składaliśmy do morza “ofiary” Neptunowi, w modlitwie o odrobinę słońca.

30.06. o godzinie 21:00 dobijamy do Maloy znajdującego się na południowej stronie wyspy Vagsoy i będącego jednym z najważniejszych portów rybackich w regionie. Nieustający deszcz niestety pokrzyżował nam szyki i nie pozwolił nam zwiedzić Maloy Kystfort – zabytkowych fortyfikacji znajdujących się nieopodal portu. Postój uprzyjemniła nam jednak zupa z ryb złowionych przez kapitana Mietka Jakubowskiego, a dzieła dokonał rozśpiewany wieczór przy dźwiękach gitary, która jak się później okazało, lepiej pełniła funkcję perkusji, aniżeli instrumentu strunowego.

01.07. o godzinie 11:00 wyruszyliśmy w dalszą drogę. Deszcz nie zamierzał przestać padać, a choroba morska postanowiła pozostać z nami na dłużej. Zaszczytu zmartwychwstania dostąpiła na szczęście, najbardziej dotknięta wczorajszą chorobą Bożenka – przesympatyczna załogantka, a zarazem jedyna dziewczyna w załodze, a co najważniejsze, od tej chwili samozwańczy kuk, co jak sądze bardzo odpowiadało pozostałym członkom załogi! Mimo odkręcających się relingów, zerwanego szota foka i braku nadziei na skrawek czystego nieba lub kilka promieni norweskiego słońca, które tak dobrze pamiętaliśmy z zeszłorocznej majowej wyprawy na Lofoty, płynęliśmy dalej, a wszystkie niedogodności wynagradzały nam przepiękne widoki rozpościerające się wokół nas.

02.07 o godzinie 6:30 docieramy do Alesund, w którym zabawiliśmy odrobinę dłużej. Mimo niezbyt zachęcającej do spacerów pogody, całą załogą udaliśmy się na wzgórze Aksla słynące (słusznie) z cudownych widoków i zwiedziliśmy okolice portu. Wieczorem Mariusz Noworól, czuwający z brzegu nad naszym bezpieczeństwem, poinformował nas o froncie znad północy, w centrum którego mieliśmy znaleźć się w godzinach, na które planowaliśmy wyjście w morze. Wiatr miał uderzyć z prędkością do 60kt, więc noc postanowiliśmy spędzić w porcie. Zasłużony skądinąd solidny sen na postoju, okazał się tej nocy nieunikniony.

03.07. o godzinie 04:00 z wiatrem i falami ruszamy na północ. Skok zaczyna się spokojnie, a piękno otaczających nas fiordów zapiera dech w piersiach. Po wyjściu w morze wiatr znacząco przybrał na sile. Na małej “gieni” jacht mknął z zawrotną dla niego prędkością 8,5kt niczym morski bolid F1, przyprawiając niektórych z nas o kolejną porcję wrażeń od naszych błędników. Gdy wiatr przybierał wciąż na sile, postanowiliśmy kontynuować podróż fiordami, do czego jednak skutecznie zniechęciły nas warunki, przy których wąskie przejścia między skałami stawały się pozornie jeszcze węższe. Awaria urządzenia sterowego, która w dużej mierze utrudniała manewrowanie Ciri i kolejne zerwane szoty nie ułatwiały sprawy. Problemem okazał się tego dnia również ploter na deku, do pokrowca którego zgodnie z prawem Murphy’ego dostała się woda i na jakiś czas po prostu odmówił pracy.

04.07. o godzinie 10:00 docieramy do Garten. Jakaś magiczna uzdrawiająca moc spłynęła na załogę jak remedium na wszystkie bolączki, a zza chmur jak zaczarowane, uśmiechęło się do nas słońce. Nareszcie! Dzięki życzliwości mieszkańców Tej urokliwej miejscowości szybko naprawiliśmy drobne usterki, rozwiesiliśmy przemoknięte ciuchy i po chwili już mogliśmy napawać się cudowną pogodą, obiadem przyrządzonym wreszcie poza kambuzem i zwiedzaniem tego malowniczego, spokojnego miejsca. Po krótkiej regeneracji, nadszedł czas by ruszyć dalej.

O godzinie 16:00 Ciri wyszła z portu w pięknym słońcu, przy spokojnym wietrze około 3B. Pogoda w końcu nam sprzyjała, co dało się zauważyć po uśmiechach rysujących się nieustannie na twarzach najedzonej, odzianej w suchą odzież załogi. Niestety około północy deszcz przypomniał sobie o naszym istnieniu, a wiatr znów zaczął przybierać na sile. Na nasze szczęście, Neptun znudzony już ofiarami, pomachał nam z uśmiechem na pożegnanie i pozwolił nam w pełnym zdrowiu kontynuować naszą podróż do bram Arktyki.

05.07. o godzinie 8:00 dotarliśmy do Rorvik. Niestety znów przemoknięci. Na lądzie czeka na nas jednak miła niespodzianka – gorący prysznic. Wiadomość o nim wzbudziła niemałe poruszenie wśród uczestników rejsu, co bardzo szybko zaowocowało hucznym szturmem załogi na sanitariaty portu! Rorvik był jednak tylko krótkim epizodem podróży. Po zwiedzeniu okolicy, zakupów w lokalnym markecie, naprawie zepsutej farelki (minutę po kupnie nowej) i przyrządzeniu gorącego posiłku o godzinie 17:00 znów pożegnaliśmy ląd, by choć trochę zbliżyć się jeszcze tego dnia do naszego celu.

Noc przebiegła bardzo spokojnie, choć nadal w deszczu. Wąskimi, pięknymi fiordami toczyliśmy się od brzegu do brzegu, niekończącą się halsówką w stronę Berg. Rano zrobiliśmy krótki postój na płytszej wodzie, w celu uzupełnienia zapasów dorsza i o 10:30 turystyczny palnik na kei w Berg, służył nam już za restauracyjną kuchnię, której szefem był znów sam kapitan Mietek. Restauracyjną, bo chyba każdy kto choć raz smażył rybę wprost z morza wie, że miano kuchni polowej bardzo urąga temu wyśmienitemu daniu.

Po spokojnym wieczorze i długim, całonocnym śnie, czas wziąć się do pracy. Mimo, że w niedzielę nie przystoi grzebać się w smarach, wymiana oleju w silniku, uzupełnienie uszczelek i naciągnięcie paska alternatora, to główne zadania tegoż poranka. Andrzej spisał się w nich na złoty medal! (My na srebrny – pomagaliśmy!) Janek z kolei postanowił dzień święty święcić i udał się do miasteczka na poszukiwania Norweskiej niewiasty, która to odwiedziła nas rowerem na pogawędki dzień wcześniej. Niestety – bezowocne.

07.07. o godzinie 11:00 z poczuciem pozostawienia na brzegu fiordu wielkiej historii miłosnej oddaliliśmy się powoli od Berg. Nadszedł czas, by skupić się na prawdziwym celu naszej wyprawy czyli przekroczeniu magicznego 66°33’39” N. Wiatr o sile ok 1B, prosto w dziób nie ułatwiał nam jednak zdobycia wyczekiwanego przez nas równoleżnika. Tym razem jednak, nikt z nas nie liczył godzin, a ilość przebytych mil w stosunku do odcinka pokonanego w linii prostej do celu, nie zaprzątała nikomu głowy. W suchych ubraniach, z całą załogą na deku, upajaliśmy się słońcem i pięknymi widokami, a odmierzanie czasu pozostawiliśmy ludziom z realnego świata.
Po ponad dobie “kręcenia się” w poprzek fiordów, stwierdziliśmy zgodnie, że o ile naprawdę koło podbiegunowe nieustannie przemieszcza się po kuli ziemskiej, to od nas zdecydowanie ucieka. Po kilku zwrotach i dokładnym zbadaniu kolejnych linii brzegowych, nadszedł czas na wędkowanie. Wędkowanie nietypowe, gdyż w towarzystwie ciekawskich delfinów skutecznie płoszących nam ryby. Nikt jednak nie miał im tego za złe. Te piękne ssaki przysparzały nam chyba o wiele więcej radości, niż kolejne złowione dorsze, a i tych kilka udało się chwycić na haczyki. Bez gazu w butli nie udałoby nam się niestety nic z nich przyrządzić, więc udaliśmy się na poszukiwania cywilizacji. Kapitan nakreślił na ploterze kurs na pobliski port Aldersund Brygger znajdujący się w As, a po krótkiej chwili naszym oczom ukazał się przepiękny widok. Port ukryty w wąskim fiordzie otoczony wysokimi górami u podnóży których domki wydawały się być dosłownie zabawkowymi makietami. Myślę, że każdemu z nas dech w piersi zamarł na chwilę, na widok tego miejsca. Trudno uwierzyć, że znaleźliśmy się tam niemal przypadkiem.

08.07. o 16:30 dobiliśmy do kei tej pięknej przystani. Sielanka musiała się jednak w końcu zakończyć. Samoobsługowy dystrybutor paliwa był uszkodzony, punktu wymiany gazu brak. Na szczęście spożywczy sklep jeszcze przez chwilę był otwarty, więc przynajmniej kawa, pieczywo i kilka świeżych warzyw wylądowało tego dnia na pokładzie Ciri. Panowie nie zapomnieli również o zapasach na wieczór kapitański, w końcu “jesteśmy bogaci”.
pod owym sklepem napotkaliśmy dwójkę Polaków pracujących aktualnie w tej miejscowości. Rodacy byli bardzo pomocni i życzliwi. Obwieźli nas nawet autem po okolicznych miejscowościach w poszukiwaniu choćby otwartej stacji benzynowej jednak w tych rejonach o godzinie 17:00 można już zapomnieć o jakichkolwiek zakupach poza “spożywką”. Zjedliśmy więc to, co udało nam się upichcić na resztkach z turystycznej butli i ruszyliśmy na północ. W końcu od zdobycia koła dzieliło nas zaledwie kilka mil. Podróż przebiegała spokojnie, w dobrych nastrojach, ale we względnej ciszy. Chyba każdy z nas czuł, że zachwilę znajdziemy się u symbolicznych bram Arktyki. Nagle naszym oczom ukazał się przepiękny pomnik Kuli Ziemskiej na wyspie Vikingen, nieopodal Tonnes, symbolizujący właśnie nasz wyczekany cel. Po chwili z nawigacyjnej dał się słyszeć krzyk kapitana. “Dawać tu aparat, szybko do plotera! mamy to!”. Mimo, że woda pod nami była wciąż taka sama a brzeg nie obsypał się śniegiem, emocje w nas były ogromne. Myślę, że dla każdej osoby kochającej nie tylko żeglarstwoale szeroko pojęte podróże, ten symboliczny moment, przekroczenia koła podbiegunowego byłby ważnym przeżyciem.
Krótka chwila na zdjęcia, symboliczna lampka szampana, budyń – dla nas niczym królewski tort – tylko tyle i aż tyle pozostanie w nas bardzo mocnym wspomnieniem i tkwić będzie w każdym z nas do końca życia.
Po kilku chwilach wszystko wróciło do normy. Jedni poszli spać, inni pozostali na deku podziwiać uroki Norwegii. Ja siedziałem przez kolejne dwie wachty “wlepiony”
w skalne formacje na brzegach fiordów jak w telewizor i nie mogłem uwierzyć, że już jutro znajdziemy się w Bodo – ostatnim porcie naszego etapu “I love Norway”.

09.07. o godzinie 15:00 w gęstej mgle weszliśmy do Bodo. Tu nasza załoga właściwie skończyła swoją podróż. Pozostało nam tylko odnaleźć punkt wymiany gazu, przygotować jacht do przekazania naszym kolegom, którzy mieli pojawić się na nim już nazajutrz i spakować własne graty, co po udanym rejsie nigdy nie przychodzi z łatwością.
Wieczorem zasiedliśmy przy ostatniej na rejsie wspólnej kolacji, czyli wieczorze kapitańskim. Podczas sprzątania okazało się nawet, że mamy jeszcze czym celebrować nasze osiągnięcia. Kapitan Mieczysław jakubowski wygłosił kilka wzruszających słów, podsumował i przedstawił nam swoje spostrzeżenia, po czym uczciliśmy nasze wojaże jak należy. Jako, że w Polsce przywykliśmy celebrować przynajmniej do momentu, gdy robi się ciemno, tym razem nie łatwo było nam zakończyć ten wieczór, gdyż słońce w tym terminie nie ma w zwyczaju chować się za horyzontem w Bodo. Udaliśmy się więc na koncert lokalnego gitarzysty, do jednego z pobliskich barów, gdzie na prawdę poczuliśmy klimat tego wspaniałego, choć zupełnie innego niż nasz kraju.

Środa 10.07. przebiegała w ciszy. Energia, która towarzyszyła nam wszystkim do wczoraj, dziś jakby zgasła. Chyba każdy z nas mimo zmęczenia nie mógł uwierzyć w to, że już za chwilę znajdzie się w samolocie a rejs “Za koło podbiegunowe – do bram Arktyki” pozostanie tylko wspomnieniem już na zawsze. Sprzątanie jachtu, torby na kei, pamiątkowe zdjęcie, drobiazgi dla rodzin w lokalnym sklepie z pamiątkami, wspólny posiłek i spacer na lotnisko – tak szybko jak to powyżej opisałem, przebiegł ostatni dzień naszego niezapomnianego rejsu.
Mamy nadzieję, że nie po raz ostatni mogliśmy być gośćmi tych urokliwych jak i tajemniczych miejsc i doczekamy się w przyszłości wielu powrotów, bo dla takich chwil, miejsc i ludzi, warto czekać, podążać za tym i wracać.

Michał  Osyda

Wspieraj remont jachtu dla Fundacji 4 Kontynenty


Kategorie
Blog

Pingwiny z Madagaskaru – Porta Sailing Team

Jak ten czasy szybko ucieka  już 17 lipca. Podróż do Medby rozpoczęliśmy już z samego rana. Okazało się że nowo zbudowany pirs w Harstad do którego byliśmy zacumowani jest “resident area”. Czyli dla jachtów, które wcześniej dokonały rezerwacji miejsca. Jednak mentalność norweska jest inna niż w Polsce i nie mieli tego nam za złe. Dalsza podróż mijała spokojnie na ciężkiej pracy manewrowania żaglami aby złapać wiatr. Mijając od południa wyspy Rolla oraz Androja odbijaliśmy na północny wschód. Po drodze piękne widoki górzystych terenów wysp. Koło 17.00 dotarliśmyw okolice Medby. Na miejscu okazało się że nie ma już dla nas miejsca w porcie. Kierujemy sięw głąb fiordu Sagfjorden. Zatoczki otoczonej strumykami, wodospadami wysokimi górami. Na samym końcu znajduje sięmiasteczko Sjøvegan. Spokojna miejscowość zaskakiwała nas od samego początku. Na mapach to mały porcik w rzeczywistości duży pirs oddany w tym lub maksymalnie zeszłym roku. Port jest otoczony falochronem, z którego wpływających wita stadko pingwinów (pewnie zwiały z Madagaskaru) . Przy samym porcie jest dużo sklepów, stacja disla, łazienka. W mieście znajduje się mały kościółek a nawet duże boisko. Będąc tutaj czujemy się jak odkrywcy na nowych lądach. Wracając wieczorkiem z miasta znalazłem sklep z asortymentem „niezbędnym” żeglarzom. Podobno takich sklepów jest tylko 120 na całą Norwegię, uwaga otwarte od 11 w środę. Sądzę że jutrzejsze poranne wypłynięcie trzeba będzie przełożyć.

ps. Jemy tak intensywnie ryby aż w pompie kingstona wyrobiła się uszczelka, jakieś kwasy czy jak?  Nowy zestaw dotrze jutro. Na marinetrafick podobno nas nie widać ? Wszytsko działa dobrze więc nie wiemy w czym jest problem i staramy się go rozwiązać. Z ogłoszeń parafialnych jutro przylatuje panie kapitan Ania która poprowadzi kolejny etap i może przywiezie nowy zestaw uciech portowych. 

Edwin 

Kategorie
Blog

Cywilizacja na horyzoncie – Porta Sailing Team

Ostanie dwa dni spędziliśmy na wodzie, jacht kołysał nas do snu. Prąd wody niósł szybko jacht i tak 15 lipca trafiamy do Harstad. Duże miasto w porównaniu do tych odwiedzonych do tej pory na Lofotach. Do portu zawitaliśmy wczesnym świtem koło szóstej. Port jakby opustoszały. Nie ma co się dziwić skoro jest poniedziałkowy poranek. Poranna kawka i wybieramy się na zakupy. Udaje się nam zlokalizować sklep bunnprise dwie uliczki od portu w którym ceny są bardzo niskie. Śniadanko a po nim poranna toaleta (otwarta dopiero od 11) i popas. Reszta dnia upłynęła na odpoczynku i zbieraniu sił na dalszą podróż. Wieczorem przestudiowaliśmy mapę. Zostały nam z 4 dni i około 90 mil do Tromso. Mamy duży zapas więc następnego dnia udamy się do Medby.

ps. Czy ktoś to czyta ?

Edwin

Kategorie
Blog

Krótka wizyta w Reine – Porta Sailing Team

Dziś jeszcze jedna krótka notka (12 lipca) słońce świeci jest bardzo przyjemnie. Góry przykuwają nasz wzrok i zachęcaja by je zobaczyć z bliska. Przestawiamy się po południu do Reine. Jestem tu pierwszy raz i zamurowało mnie to co tu widzę. Pod naszym jachtem chmary ryb turkusowa woda, strzeliste góry. Czuje się jak na Karaibach. Surowy klimat Norwegii naprawdę powala z nóg. Nie potrafię wam opisać swoich przeżyć po protu tu trzeba być! Naładowani pozytywną energia wyciągamy wędki i łowimy kolejne dorsze. Nawet początkujący wędkarz nie ma żadnego problemu aby wyciągnąć rybę. Kilka minut i na deku „ląduje” kilka dorodnych dorszy. Nasze brzuszki działają jak wielka przetwórnia ryb. Codziennie pyszna świeża ryba. Cumujemy w Reine klimat niczym odyseja kosmiczna. Cisza spokój i te góry. Idziemy na spacer bo przecież nie tylko rybami i żeglugą człowiek żyje. Jesteśmy tu aby odnaleźć legendarne Trolle. Jutro o świcie popłyniemy do Trollfjord.

Edwin

Kategorie
Blog

Deszcze niespokojne – Porta Sailing Team

Dziś (2 lipca) Allesund nie przywitało nas przyjazną pogodą, jednak po gorliwych prośbach Neptun odsłonił dla nas skrawek czystego nieba i pozwolił na wycieczkę. Idziemy zdobyć wzgórze Aksla. Widoki wynagrodziły wszystko, mamy przemoknięte ubrania. Kolejny wieczór spędziliśmy na rozmowach i analizowaniu prognoz, które nie były optymistyczne dla naszej załogi. Na noc zapowiadano silny wiatr który postanowiliśmy przeczekać w porcie. Wczesnym rankiem (3 lipca) o 04.00 ruszamy przed siebie z wiatrem i falami. Jacht płynie szybko ponad 8 knt na małej „gieni”. Siła wiatru napędza naszego rumaka niczym bolid F1. Jesteśmy zadowoleni i uśmiechnięci. Fiord, co za widok, ale jak to na naszym rejsie bywa wszystko do czasu….. Załoga blednie w oczach. Chcę zrobić parę fotografii dla was, niestety Pan Neptun postanowił mnie zabrać w swoje ramiona. Ciesze się że nie jestem z tym sam. Mija kilkanaście godzin, ktoś z załogi woła widać port. Jest to długa podróż która trwała dla mnie jak wieczność. Docieramy do Garten, jakaś magia zadziałała niczym eliksir wszyscy zdrowi, wieszamy odbijacze cumujemy. Port jest niewielki, ale dla nas najważniejsze jest to że po przeprawie z Allesund w deszczowych warunkach mogliśmy wysuszyć ubrania, naprawić drobne usterki jachtu i nareszcie cieszyć się stałym lądem. Jest słońce, które według prognoz ma z nam pozostać na dłużej. Idziemy się opalać i zwiedzać Garten. 

Michał „kumpel Neptuna”

Kategorie
Blog

Za koło Podbiegunowe do bram Arktyki – Porta Sailing Team

Dziś ( 30 czerwca ) po nocnej podróży z Polski o 8 rano wylądowaliśmy w Bergen. Wsiadamy w tramwaj i kierujemy się do Bryggen gdzie czeka na nas jacht SY Ciri. Po przejęciu jachtu od załogi poprzedniego etapu, szybki posiłek i ruszamy zwiedzać miasto. Podziwialiśmy piękną panoramę z góry Floyen. Kolacja i nadszedł czas na wyjście w morze. Godzinie 19.00 oddajemy cumy i rozpoczynamy nasz rejs za koło podbiegunowe.

Michał

Kategorie
Żeglarstwo

Fiku Miku po Bałtyku, czyli czwarta edycja największej majówki pod żaglami na Morzu Bałtyckim z Fundacją 4 Kontynenty dobiegła końca

Fiku Miku po Bałtyku, czyli czwarta edycja największej majówki pod żaglami na Morzu Bałtyckim z Fundacją 4 Kontynenty dobiegła końca. W tym roku żeglarze popłynęli do Szwecji, by uczcić 100 lat relacji dyplomatycznych Szwecji i Polski. 

W majówkowy rejs żeglarze wypłynęli 27 kwietnia z Górek Zachodnich. Rejs trwał siedem dni i zaczął się w Narodowym Centrum Żeglarstwa AWFiS. Tu na 63 żeglarzy z różnych rejonów Polski czekało osiem jachtów, sprawdzonych już w poprzednich rejsach Fundacji 4 Kontynenty. Najpierw jednak odbyło się spotkanie żeglarzy z Januszem Maziaszem, kierownikiem bazy ratowniczej Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa w Górkach Zachodnich. Podczas spotkania Szef gdańskiego SAR przekazał żeglarzom wiele cennych rad dotyczących bezpieczeństwa na morzu. Poprosił, by żeglarze zanotowali sobie nr telefonu do SAR: +48 505 050 971. 

Po spotkaniu były koncert i kolacja. Popularne szanty wyśpiewał i zagrał żeglarzom Grzegorz Tyszkiewicz. Kameralna sala pozwoliła docenić talent i niezwykły, mocny głos znanego wykonawcy. Po kolacji w tawernie NCZ AWFiS, wszyscy spotkali się na tarasie, by na tle mariny zrobić wspólne zdjęcie. 

Punktualnie o godzinie ósmej wieczorem osiem jachtów Fundacji 4 Kontynenty wyruszyło z Górek Zachodnich i obrało kurs na Visby na Gotlandii. Bałtycki wicher nie był dla żeglarzy łaskawy. Już pierwszej nocy przywitał flotyllę deszczem, burzą i szkwałami, które na szczęście nie były długotrwałe i intensywne.. W kolejne dni Neptun okazał się łaskawszy. Pewnie dlatego, że spora część załogantów oddała za burtę należny hołd władcy mórz. Przyjazna atmosfera sprzyjała żegludze, a żeglarzom nie przeszkadzały nawet temperatura powietrza w okolicach 10st C i wiatr, który zdecydował się mocno wiać i napędzać nasze jachty.

W Visby powróciły zdrowie i humor. Był czas na odpoczynek, zwiedzanie i wspólną zabawę. To niewielkie, urokliwe, zadbane i czyste miasteczko o tradycjach hanzeatyckich posiada liczne zabytki: stare magazyny, spichlerze, ruiny kościołów, katedra i mur obronny. Ma bogatą i ciekawą, sięgającej X wieku historię, założonego przez średniowiecznych Wikingów miasteczka. W przeszłości miasto było świadkiem wydarzeń związanych z najazdami Duńczyków, Niemców oraz zwykłych piratów. Dziś Visby jest popularnym ośrodkiem turystycznym, chętnie odwiedzanym w letnim sezonie. Poza sezonem ruch jachtów w marinie jest zdecydowanie mniejszy, ale spotkanie załóg z Polski jest bardzo prawdopodobne. Sama Gotlandia jest również bardzo ciekawa, ale turyści znacznie rzadziej się zapuszczają w głąb wyspy. Pomocna tutaj może być wypożyczalnia rowerów, samochodów i motocykli. Wypożyczalnia znajduje się w recepcji mariny. Dwóch uczestników wyprawy skorzystało z tej możliwości, i po całodziennej wycieczce motocyklowej wrócili zachwyceni.

IFramePo sprawdzeniu prognozy pogody i uważając na możliwe o tej porze roku sztormy, flotylla wyruszyła w dalszą podróż. Południowy wiatr ułatwił szybki przelot do wybrzeży kontynentalnej Szwecji. Następnie, jakby na zamówienie odwrócił się na południowo-zachodni, umożliwiając żeglugę w cieśninie kalmarskiej, między szwedzkim szkierowym wybrzeżem a Olandią. Po dobie żeglugi bajdewindem, a pod koniec na silnikach, wszystkie jachty pojawiły się przy kei w Kalmarze. Postój nie był zbyt długi, ponieważ program rejsu był mocno napięty. Nawet ten krótki czas pozwolił wypocząć – żeglarze zachwycali się komfortem i czystością portowej infrastruktury i uruchomioną specjalnie dla nich sauną – i zwiedzić starówkę oraz piękny zamek kalmarski, ważny element szwedzkiej historii i kultury. Twierdza w ciągu swojej wielowiekowej historii była wielokrotnie oblegana przez różne wojska. Warto odnotować, że w 1589 roku zamek kalmarski był zdobyty w przez wojska króla polskiego Zygmunta III Wazę. Rejs jednak miał podkreślić to, co łączy narody polski i szwedzki. Dlatego żeglarze włożyli specjalne, przygotowane na ten cel oficjalne koszulki rejsu, z symbolami podkreślającymi setną rocznicę nawiązania stosunków dyplomatycznych między Polską a Szwecją.Stojące w marinie jachty odwiedziła przedstawicielki miasta Kalmar: Lindy Peterssonz Departamentu Zagranicznego, Elisabeth Heimark-Sjögren zastępca szefa Parlamentu Kalmar przekazały na ręce Mariusza Noworóla, Prezesa Fundacji 4 kontynenty, inicjatora i organizatora żeglarskiej majówki drobne upominki dla żeglarzy. W podziękowaniu za gościnę żeglarze podarowali miastu flagę Fundacji 4 Kontynenty, i jak sami podkreślali: – Kalmar skradło nasze serca, na pewno tu jeszcze wrócimy. 

W drogę powrotną na Hel, wiatry sprzyjały żegludze. Szybki przelot na południową stronę Bałtyku trwał ok. 1,5 doby. W Helu jachty pojawiły się w sobotę rano. Czas załogom upłynął na odpoczynku i zwiedzaniu. Hel oferuje sporo atrakcji. Jest tu fokarium, latarnia morska, spacery, plaża i umocnienia wojenne. Wieczorne spotkanie w tawernie Kapitan Morgan, przy smacznej rybce i muzyce pełne było wrażeń i wspomnień kończącego się właśnie rejsu. Rozmowy, tańce i śpiewanie szant trwały do białego rana. 

Rejs zakończył się 5 maja w Górkach Zachodnich, ale żeglarze już planują już następne rejsy i spotkania. Nawiązane kontakty i przyjaźnie na pewno zaowocują licznymi wyprawami, i może nie tylko żeglarskimi.

I tutaj dochodzimy do miejsca, gdzie koniecznie trzeba podziękować 

– Fundacji 4 Kontynenty za organizację największej żeglarskiej majówki akwenu Morza Bałtyckiego 

– sponsorowi firmie Porta KMI Poland 

– ratownikom z SAR z Górek Zachodnich za szkolenie, śledzenie wyprawy i gotowość do niesienia pomocy,

– Grzegorzowi Tyszkiewiczowi za świetną zabawę na koncercie,

– Patronat medialny Miesięcznik Żagle 

– Marszałkowi Województwa Dolnośląskiego

– Marszałkowi Województwa Małopolskiego 

– Maciejowi Szafran który reprezentował Narodowe Centrum Żeglarstwa AWFiS

– Ambasadzie Królestwa Szwecji w Polsce – Pani Bratumiła Pettersson Koordynatorka ds. Komunikacji i Promocji Szwecji, Pani Konsul Magdalena Pramfelt

– Jolancie Murawskiej z Kancelarii Prezydenta Miasta Gdańsk 

– kapitanom i załogom za świetną zabawę i promocję żeglugi na Morzu Bałtyckim

Flaga na maszt Bałtyk jest nasz, piękny i urokliwy. Jeszcze wciąż z nieznanymi lądami czekające na swoje odkrycie. “Nieznane lądy Bałtyku” to kolejna wakacyjna propozycja rejsu wzdłuż wybrzeży naszego Morza Bałtyckiego.

Marcin Filipiak

Kategorie
Żeglarstwo

Alarm dzieciaki na pokładzie!

Dokąd płynąć?

Planując rejs morski po raz pierwszy, należy wybrać akwen gwarantujący w miarę stabilną pogodę. Nic tak nie zniechęci do dalszych podróży po morzu jak stanie za kołem sterowym w strugach deszczu i zimnie. Akwen Morza Śródziemnego, Wyspy Kanaryjskie, Karaiby – z pewnością dostarczą nam niezapomnianych i ciepłych wrażeń. Pamiętajmy jednak, żeby wyznaczając termin rejsu wziąć pod uwagę lokalne wiatry występujące na danym akwenie w określonych porach roku. Sztorm nawet w najpiękniejszym egzotycznym porcie nie jest przyjemny.W wyborze idealnego miejsca na rodzinne wakacje pomogą nam specjalizujące się w organizacji rejsów firmy. Doświadczenie żeglarskie nie jest potrzebne. Możemy albo wyczarterować jacht ze skipperem – taka opcja sprawdzi się, gdy będziemy chcieli rozpocząć naszą żeglarską przygodę w towarzystwie przyjaciół i ich pociech i sami wybrać trasę, albo dopisać się do listy członków załogi rejsu organizowanego “od a do z” w określonym terminie i na konkretnej trasie.

  • Daleko jeszcze?

Na początek dobrze wybrać się w rejs typowo turystyczny, którego głównym założeniem jest relaks, a nie bicie rekordów w czasie spędzonym na morzu.Dzieci zazwyczaj nie lubią długich przelotów, dlatego trasę warto podzielić na krótsze odcinki. 4-5 godzin płynięcia non stop to maksymalny czas trwania etapu podróży, po którym powinna nastąpić przerwa – kąpiel na kotwicowisku, łowienie ryb, plażowanie, czy wejście do portu. Każdy taki przerywnik wprowadza życie na pokładzie, wymaga od dzieciaków aktywnego udziału w manewrach – choćby przy obsłudze odbijacza lub klarowaniu lin i daje możliwość sprawdzenia się. Nawet moja trójka pływająca od małego i zaprawiona w bojach po kilku godzinach w morzu zadaje pytanie: daleko jeszcze?Jeżeli dłuższy przelot jest konieczny- warto zaplanować go nocą, a dzień poświęcić na budowanie domków w piasku, kąpiele i inne przyjemności.

Tylko nie nuda…..

Może zdarzyć się, że dzieci mają już dość oglądania skaczących delfinów, wypatrywania statków, stania za kołem sterowym i zabaw linami. Do planowanego postoju zostało jeszcze trochę czasu, a one chciałyby zrobić „coś”. Rysowany dziennik podróży, gry karciane typu Uno, Doble, Piratatak, szanty – z pewnością umilą im chwile na jachcie, a nam zapewnią upragniony spokój. Na pocieszenie dodam, że już samo bujanie relaksuje. Dzięki temu ryzyko, że nasze pociechy w przypływie energii rozniosą jacht znacząco spada.

  • Co zabrać i w co się spakować?

Dzieciaki warto zaopatrzyć w lekką nieprzemakalną kurtkę i spodnie, ewentualnie kalosze. W czasie deszczu i tak będą siedziały pod pokładem – nikt nie lubi moknąć. Dobrze jest wziąć ze sobą ciepłą czapkę, aby osłonić uszy przed wiatrem, który nawet latem potrafi dać się we znaki, a także czołówkę – ułatwi poruszanie się po pokładzie w nocy, a w dzień np. zwiedzanie jaskiń. Śpiwory raczej nie będą potrzebne – na jachcie zazwyczaj jest pościel, a nawet ręczniki. Warto jednak przed podróżą potwierdzić to z czarterującym.Mówi się, że dobry kapitan w czasie sztormu pije w porcie piwo. Niezależnie od trafności tego stwierdzenia w czasie pływania może zaskoczyć nas silniejszy wiatr, czy wyższa fala. Dlatego dobrze jest mieć ze sobą coś na chorobę morską. W przypadku dzieci nieźle sprawdzają się plastry na chorobę lokomocyjną, popularne leki typu Aviomarin, wyjście na świeże powietrze albo sen.Oczywiście na chorobę morską możemy cierpieć także w porcie, gdy nic nie wieje – czego jestem żywym przykładem, ale takie przypadki zdarzają się rzadko i nie ma co brać ich pod uwagę.Niezależnie od tego, co zdecydujemy się ze sobą zabrać – należy się spakować w miękkie torby, które po rozpakowaniu można zwinąć i schować w bakiście. Twarde walizki na kółkach, chociaż wygodne w podróży, na jachcie nie sprawdzą się.

  • Bezpieczeństwo

Za bezpieczeństwo na jachcie odpowiedzialny jest kapitan. Ale to nie znaczy, że jesteśmy zwolnieni z obowiązku przestrzegania podstawowych zasad. Dzieci przebywające na pokładzie powinny być ubrane w pas ratunkowy, wyposażony w tzw. wąsy umożliwiające wpięcie się w osprzęt (aby nie wypaść za burtę). Przed rejsem warto dopytać jakiego rodzaju pasy ratunkowe znajdują się na jachcie – czy są to pasy pneumatyczne, czy korkowe. Pasy korkowe są mniej wygodne i w takiej sytuacji warto poprosić armatora, aby zapewnił zwykłą kamizelkę ratunkową dla dziecka i szelki.

Nawet przy pięknej pogodzie, podczas pływania, dzieci nie powinny opuszczać kokpitu. A jeśli już – bo akurat delfiny skaczą przed dziobem – wyłącznie w asyście osoby dorosłej.

Tu warto dodać, że koło sterowe także znajduje się w kokpicie. Przy lżejszych warunkach pogodowych spokojnie można pozwolić dziecku sterować, oczywiście pod kontrolą skipppera. Chociaż wszystko zależy od dziecka. Mój jedenastoletni syn nie ma problemu z utrzymaniem kursu nawet przy bardzo silnym wietrze. I to on zazwyczaj on jest prawą ręką kapitana w prowadzeniu jachtu, gdy ja choruję. Niebawem rusza ze swoim tatą w dwutygodniową wyprawę „Fiordy północy Sail & Trekking – dzieciaki w drodze na Nordkapp”.Czeka go prawdziwie męska przygoda. Rejs ojców z synami organizuje Fundacja 4 Kontynenty.

https://4kontynenty.pl/pl/news/i-love-norway-2019-sail-trekking.html

Rejsy morskie to dla mnie jeden z najcudowniejszych sposobów spędzania wolnego czasu z rodziną, zwiedzania, poznawania nowych ludzi, ich kuchni i zwyczajów. Dzieciaki po każdym wracają naładowane energią, szczęśliwe i od razu pytają, kiedy znów płyniemy. To wszystko jest w zasięgu ręki – wystarczy się odważyć.

Wyremontuj z nami jacht dla dzieci



Magdalena Hejna

Fundacja 4 Kontynenty

www.4kontynenty.pl