Kategorie
Żeglarstwo

Wyprawa s/y Bystrze – rejs wokół Wysp Brytyjskich – 3 etap (Wyspa Man – Cherbourg) – 31.07 – 14.08.2016 r.

Trzeci etap wyprawy z „Bystrzakiem” miał się planowo rozpocząć  31 lipca w Dublinie, jednak gdy w czwartek 28 lipca dostaliśmy informację o awarii silnika cała wyprawa stanęła pod znakiem zapytania. Od razu rozdzwoniły się telefony i rozpoczęły się konsultacje czy jest sens płynąć.

Wstępnie otrzymaliśmy informację, że naprawa może potrwać nawet tydzień i musimy się dostać na wyspę Man (która znajduje się pomiędzy Walią a Irlandią) skąd miałby się rozpocząć nasz etap. Mimo wielu niewiadomych postanowiliśmy, że jedziemy. Zgodnie z planem w Dublinie mieliśmy być 31 lipca w niedzielę, a na wyspę Man mogliśmy się dostać jedynie promem dopiero we wtorek 2 sierpnia. Jak się później okazało czas spędzony w Dublinie wcale nie był stracony. Zwiedziliśmy całe miasto, niektórzy wybrali się na wycieczkę po mieście połączoną z degustacją whisky. Włóczyliśmy się po dzielnicy dublińskich pubów – Temple Bar. Odkryliśmy niesamowity pub na obrzeżach miasta z muzyką na żywo.

Nim się zorientowaliśmy nadszedł wtorek i czas na przeprawę na wyspę Man. Do Peel gdzie czekał na nas Kapitan przyjechaliśmy ok godz. 14:30. Po zasztauowaniu Bystrza przyszedł czas na rozmowę i informacje dotyczące stanu silnika. Kapitan poinformował nas, że mechanik już rozebrał silnik, znalazł usterkę i zamówił część zamienną. Planowana data naprawy i dostarczenia silnika to piątek 5 sierpnia. Tak więc mieliśmy przed sobą trzy dni na wyspie. Warto wiedzieć, że wyspa Man jest znana z organizowanych od 1907 r ulicznych wyścigów motocyklowych Isle of Man TT zaliczanych do jednych z najbardziej widowiskowych i niebezpiecznych imprez tego typu na świecie. Wyspa jest jedynym terytorium brytyjskim na którym nie obowiązuje ograniczenie prędkości. Zjechanie i zwiedzenie całej wyspy z północy na południe zajęło nam dwa dni. Odwiedziliśmy porty Ramsey, Laxey, Douglas, St Mary, Port Erin, zwiedzaliśmy klify, widzieliśmy foki i delfiny, wspięliśmy się na najwyższy szczyt – górę Snaefell 621 m. n p. m i oczywiście zrobiliśmy sobie sesję zdjęciową z Joey Dunlopem – brytyjskim wyścigowym kierowcą motocyklowym, który jako jedyny osiągnął rekordową liczbę 26 wygranych wyścigów Isle of Man TT, a w 2005 r został uznany za piątą osobistość wszech czasów wyścigów motocyklowych.

W piątek 5 sierpnia zgodnie ustaleniem przyjechał mechanik i zainstalował z powrotem naprawiony silnik. To był przełomowy moment naszej wyprawy. Po zamontowaniu silnika i jego odpaleniu już wiedzieliśmy, że w końcu wypłyniemy w morze. Po tygodniowym pobycie na wyspie każdy z nas nie mógł się już tego doczekać. Jednak musieliśmy uzbroić się w cierpliwość, bo niż azorski przyniósł nam niekorzystny wiatr. Żeglarstwo uczy umiejętności czekania i szacunku do żywiołów jakim są woda i wiatr. Okno pogodowe otworzyło się w poniedziałek 8 sierpnia. Po ugotowaniu olbrzymiego gara zupy ogórkowej i przelaniu jej według wskazówek kapitana do baniaka pięciolitrowego wyruszyliśmy ok godz. 15:00 na morze.

Kapitan zaplanował przelot do portu Plymouth co oznaczało spędzenie trzech dób na morzu. Dla części załogi w tym dla mnie był to pierwszy pełnomorski rejs i w związku z tym mieliśmy pewne obawy czy damy sobie radę zwłaszcza jeśli będziemy chorować. Jak się okazało strach ma wielkie oczy, a załoga dzielnie się spisała zwłaszcza w Kanale Angielskim gdzie jest zawsze duży ruch. Do Plymouth jednego z największych portów Wielkiej Brytanii dopłynęliśmy w czwartek 12 sierpnia. Pierwsze co zrobiliśmy po zejściu na ląd to poszukiwanie prysznicy. W końcu płynęliśmy trzy doby bez możliwości kąpieli, a przy wysokiej fali nawet korzystanie z wc staje się nie lada wyzwaniem! Po niecałej dobie ruszyliśmy dalej do Cherbourga, portu w którym zakończył się nasz etap na Bystrzu.

Ines Negro

Kategorie
Żeglarstwo

Wyprawa wokół Wielkiej Brytanii – wieści z jachtu Bystrze

Od lipca trwa wyprawa s/y „Bystrze” dookoła Wielkiej Brytanii. Właśnie rozpoczyna się ostatni etap rejsu. Żeglarze Fundacji 4 Kontynenty zmierzają w kierunku Londynu.

Od początku sierpnia jesteśmy już po irlandzkiej stronie Wysp. Urzekająca wyspa Man sprawiła, że kilkudniowy postój techniczny nikogo nie zmartwił. Zdobyliśmy najwyższą górę, odwiedziliśmy wszystkie krańce wyspy z malowniczą Calf of Man na południu i Maughold Head na północy.

Wraz z nadejściem dobrej wyżowej pogody, ruszyliśmy dalej na południe. Gnani północnym wiatrem, przeszliśmy baksztagiem Morze Irlandzkie i Kanał Świętego Jerzego, czując długą atlantycką falę na styku Morza Celtyckiego z Kanałem Angielskim. Po trzech dobach żeglugi non stop osiągnęliśmy Plymouth, miasto, które żyje żeglarstwem i jest często pierwszym europejskim portem dla jachtów przybywających zza wielkiej wody.

Jeden dzień postoju i płyniemy dalej w kierunku Cherbourga. Francja powitała nas piękną pogodą, prawdziwymi bagietkami i różowym winem. W tym porcie zakończyła się przygoda dla trzeciego etapu wyprawy, a wspaniale położony Port Chantereyne to miejsce wymarzone do wymiany załóg.

Czwarty etap rozpoczyna się od skoku na północ do Cieśniny Solent, mekki brytyjskich żeglarzy. To ruchliwe miejsce przy Wyspie Wight, aż roi się od jachtów, bardziej przypominając zatłoczoną Chorwację, niż wody zachodniej, czy wschodniej Szkocji, gdzie jachtów spotykaliśmy naprawdę niewiele. Żeby poczuć atmosferę tego rejonu, na dwa postoje wybraliśmy mariny w Yarmouth na wyspie Wight i w Gosport leżącą tuż obok Portsmouth, do którego można było się dostać gęsto kursującymi portowymi promami.

Dziś ruszamy dalej na wschód w kierunku Londynu, który ma być ostatnim, ale chyba najważniejszym brytyjskim portem naszej wyprawy dookoła Wielkiej Brytanii.

A już za tydzień spotkamy się w Amsterdamie, gdzie nowa załoga pod dowództwem kpt. Marka Rajtara weźmie kurs na północ wzdłuż wybrzeży Fryzji, Jutlandii i w duńskim porcie Hanstholm zamknie wielką pętlę po Morzu Północnym

Marek Kapołka

Kategorie
Żeglarstwo

Wypad na żagle okiem Zielonołódki – 12-13.08.2016 r.

Wyjazd dla mnie zaczął się dość spontanicznie. Bardziej chciałam spędzić czas ze znajomymi na świeżym powietrzu niż ciągnęło mnie do pływania. Z biegiem szykowania się do wyjazdu powiedziałam sobie: „A cóż mi szkodzi. Do odważnych świat należy” i pomimo obaw wypadnięcia za burtę (a pływać pływam raczej słabo) postanowiłam, że wejdę na tą łódkę skoro wszyscy tak zachwalają, że to takie faaaaajne.

Jako osoba zielona z wiedzy żeglarskiej nie ukrywam byłam lekko zestresowana. Grzecznie zatem założyłam kapok i wielkimi z zaciekawienia oczami przyglądałam się jak wygląda przygotowywanie łodzi do wypłynięcia. Samo wejście na pokład było wyzwaniem, ale bardzo szybko przekonałam się, że takie duże coś tak łatwo się nie wywróci.

Z biegiem rejsu po Jeziorze Dziećkowice przestawałam się bać, a zaczynałam przeżywać miłe chwile. Wiatr we włosach, promienie słońca przebijające się przez chmury, uśmiechnięte twarze znajomych i takie poczucie lekkiego odrealnienia i ucieczki od cywilizacji. Wspaniały relaks. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym zaraz po oswojeniu się z podstawowymi komendami nie zaczęłabym zadawać miliona pytań, na które na szczęście Mariusz i Ola cierpliwie odpowiadali. Spodobało mi się i to bardzo. Jak to Ola mawia taki „chillout” nawodny jest naprawdę super. Nie wiem jeszcze czy stanę się zapalonym żeglarzem, ale kto to wie co życie i 4 Kontynenty przyniosą

Kategorie
Żeglarstwo

Żagle Z Olką W YC Opty noc pełna gwiazd

Spotykamy sie w Opty. Rozlokowujemy sie w przyjemnych domkach i spotykamy się przy ognisku. W sobote żeglujemy. O 14.00 przerwa obiadowa i pływamy dalej. W niedziele potencjalnie ruszamy polatac na paralotni na górze Żar. 🙂
Domek na 2 doby od osoby ok 30 zl
Przed nami noc pełna meteorów, będzie je można oglądać na kei 🙂
Paralotnia ok 250 zł osoba
Łódka za free 🙂

Adres
Yacht Club “Opty”
41-403 Chełm Śląski,
ul. Leonida Teligi 2

Aleksandra Dindorf

Kategorie
Żeglarstwo

Regaty o Naftową Lampę Komandora YC Opty – 18/19.06.2016 r.

Nocne regaty o Naftową Lampę Komandora YC Opty już za nami. Była to fajna przygoda, w której wzięły udział dwie załogi Fundacji 4 Kontynenty. Kiedy księżyc pojawił się na horyzoncie my na kei przygotowywaliśmy łódki do startu w nocnych regatach. 22.30 padła komenda start ruszyliśmy do akcji, czas operacyjny półtora godziny do 24.00. Regaty polegały na zebraniu jak największej ilości wianków, które zostały rozmieszczone na akwenie o wielkości 2 na 5 km. Udało nam się zebrać 4 wianki co dało nam 2 miejsce. Po zakończeniu oficjalnej części regat czas wolny spędziliśmy przy ognisku z resztą załóg i członkami Yacht Club Opty.
Następnego dnia ruszyliśmy na wodę gdzie spędziliśmy wspólnie czas pod żaglami do późnych godzin wieczornych.

Mariusz Noworól

Kategorie
Żeglarstwo

Rejs na 7 jachtach, czyli majówka Fundacji 4 Kontynenty

„Mój Kapitan był najlepszy, nasza załoga była najbardziej zgrana, nasz jacht był najdzielniejszy…” – takie głosy i licytacje można było usłyszeć lub przeczytać na Facebooku w trakcie majówkowego rejsu 4 Kontynentów.

To efekt tego, że zaplanowana i zrealizowana na 7 jachtach majówka okazała się sukcesem i uczestniczący w niej w liczbie 70 żeglarze, w większości stawiający pierwsze kroki na morzu byli bardzo zadowoleni z morskiej przygody, atmosfery, która towarzyszyła całej grupie oraz temu, że i Neptun patrzył łaskawym okiem – na grupę niespokojnych duchów, włóczących się do tej pory po górskich szlakach, przemierzających godzinami rowerowe trasy, szukających nowych wyzwań…

A zaczęło się typowo dla wilków morskich. W piątek od godzin porannych do późnego wieczora zjeżdżali się po kolei uczestnicy z całej Polski. Gdy wszyscy zostali zebrani i przywitani, przekazano informację: „Wychodzimy o 2.00 w nocy”. Nocny rejs, nocne wyjście z portu – to daje poczucie dumy nie tylko początkującym żeglarzom.

Jak powiedziano, tak zrobiono. Po godzinie 2.00 sprawnie jacht za jachtem, jak po sznureczku, odbijał od nabrzeża i kierował się ku główkom portu w długi jak na pierwszy dzień kurs ku Łebie. Pierwsza nocna wachta, pierwszy wschód słońca na morzu, pierwsze śniadanie przygotowywane na jachcie i zjedzone w kokpicie. I te białe żagle… A wszystko co dobre jeszcze przed nami! I tak pierwszy dzień mijał w atmosferze nowości, przeżyć i bardzo dobrej pogody. „No, wiatru by mogło być więcej” – pewnie westchnął po cichu niejeden z 7 kapitanów, ale i tak łapiąc baksztagowe podmuchy jachty zbliżały się do portu.

Kiedy słońce chyliło się ku zachodowi, ukazały się główki Łeby oraz latarnia morska, a zgromadzonym na plaży i nabrzeżu turystom ukazał się niesamowity widok: 7 jachtów pod jedną flagą – 4 Kontynenty wchodziło do portu. – Dla mnie było to wzruszające przeżycie – powiedział jeden z kapitanów. – Wchodziłem w środku, mając przed i za sobą mnóstwo przyjaciół – powiedział. Ta atmosfera przyjaźni, wspólnego pływania, jachtów płynących blisko siebie utrzymała się do ostatniego dnia.

Łeba przywitała nas gościnnie. Zaproszeni zostaliśmy na wspólnego grilla przez władze mariny, rankiem na spotkanie z burmistrzem, gdzie obok wspomnień, planów, pasji żeglarskiej, burmistrz uraczył nas kawą i pysznymi ciastami. Jednak chyba i on nie był w stanie wyobrazić sobie ilości osób biorących udział w rejsie, bo smakołyki zniknęły bardzo szybko. Kilkadziesiąt wspólnych zdjęć, deklaracje współpracy i że „jeszcze tu za rok wrócimy, tylko marina musi być większa – bo już w kilkanaście jachtów” – i zaczął nas palić ląd. Czas oddać ostatnią cumę i znów odetchnąć świeżą, morską bryzą, gdzie na otwartej przestrzeni łagodny „bajdewind” położył jachty na lewym halsie.

Kurs Władysławowo! Po drodze zawody, na którym jachcie zostanie przyrządzony wspanialszy obiad. Oczywistym było, że na „Xeli”, ale przecież od tego jest subiektywizm, żeby każdy mógł zachwycać się swoim.  Tak naprawdę to tylko przekomarzania, bo i tak wszyscy żyli tym, że stanowią jedną dużą rodzinę. Leniwie płynące godziny, wraz z nimi morskie mile… Wieczór, cudowny zachód słońca z przylądkiem Rozewie i górującą latarnią morską. Wejście do portu już po zmierzchu, liczenie jachtów. Jest staruszek Wołodyjowski – to są wszyscy!!! Kolejny dzień na morzu za nami. No i portowe wędrówki ludów po poszczególnych jachtach, tu Bystrze, tam Electra, gościnny jak zawsze Momo One, obok Jazon i Altamas, śpiew, gitary, szanty. Do rana, bo przecież rano znów trzeba wyjść w morze.

Poniedziałek, jeśli ktoś go nie lubi, to tym razem musiał o tym zapomnieć. W drodze na Hel… Zamówiona pogoda, słońce, szkolenia żeglarskie. W oczekiwaniu na wieczorne atrakcje, gdy zarezerwowane całe górne piętro tawerny Kuter wypełnione zostanie przez 4 Kontynenty. A tam już radosna impreza na całego. Szanty, rum, piwo i dziewczyny. A gdzie rum i dziewczyny – tam tańce na stole, tam zabawy! Do północy, bo po niej konieczna wizyta w Capitanie Morganie i dalsze śpiewanie szant i pieśni kubrykowych. Płynące godziny i wchód słońca na plaży. Aż szkoda kończyć… Cóż, trzeba wracać do Górek…

Wtorek, niestety ostatni dzień… Aby go wydłużyć i jak najwięcej czasu spędzić razem po wyjściu z portu, jachty zostały szczepione w wielką tratwę. Morze gładkie pozwoliło na takie zabawy. I była pewność, że żaden z powiązanych jachtów nie ucieknie jako pierwszy do przodu! Wspólne biesiadowanie, rozmowy, snucie planów. Bo przecież przed nami wielkie wyprawy! Już w tym roku wielka pętla po Bałtyku i Morzu Północnym oraz ogłoszona właśnie w trakcie rejsu wyprawa Arktyka 2017. Jest o czym mówić, marzyć, dyskutować…

Tak więc pomimo, że Górki Zachodnie oznaczały koniec naszej majówki, że jachty zostały zdane, a wszyscy spakowani wylądowali na pirsie – zostało w nas przekonanie, że stanowimy wspaniałą grupę ludzi, z wielkimi planami na przyszłość, że chcieć to móc! Zapraszamy do nas, do grupy 4 Kontynenty!

MR

foto: 4K

Kategorie
Żeglarstwo

Dni Morza Sail Szczecin – 10-12.06.2016 r.

Dni Morza – jedna z licznych imprez o tematyce żeglarskiej, lecz niepowtarzalna i wyjątkowa w swoim rodzaju. W tym roku Dni Morza odbyły się od 10 do 12 czerwca, ale niektóre jachty przybyły do Szczecina jeszcze wcześniej. Wały Chrobrego przeżywały prawdziwe oblężenie. Podczas weekendu podziwiać można było takie jednostki jak Dar Młodzieży, Fryderyk Chopin, Baltic Beauty, Kapitan Borchardt, Zawisza Czarny, ORP Iskra oraz wiele, wiele innych. Dla chętnych odbywały się 2-godzinne rejsy po Odrze na niektórych żaglowcach.

Nikt się nie mógł nudzić podczas tego weekendu. Na zwiedzających czekały liczne stoiska z upominkami często o żeglarskim charakterze. Dla dzieci organizatorzy przygotowali park rozrywki. Dorośli równie chętnie z niego korzystali. Całość dopełniały koncerty (nie tylko szantowe) trwające całe dnie.Wystąpili m.in. EKT Gdynia, Dominika Żukowska i Andrzej Korycki, Majtki Bosmana, Wanda i Banda, Ryczące Dwudziestki i inni. W sobotę wieczorem liczne tłumy podziwiały ponad 10-minutowy pokaz sztucznych ogni.

Tyle atrakcji w ciągu krótkiego weekend! Nie mogło tam zabraknąć i nas.Przybyliśmy w sobotę około południa i od razu poczuliśmy wspaniałą atmosferę. Szybki obiad i ruszyliśmy wzdłuż Wałów podziwiać zacumowane żaglowce. Wieczorem zwiedziliśmy Kapitana Borchardta. Zajrzeliśmy wszędzie, łącznie z kajutami i maszynownią. Resztę wieczoru spędziliśmy na Bryzie H, na której dane nam było również przenocować.

Bryza H to drewniany jacht, który wspaniale pachniał historią. Zbudowany został w 1952 roku jako statek ratowniczy. Dopiero w 1983 po zakończeniu służby w Poskim Ratownictwie Okrętowym, został przebudowany na jacht żaglowy. Litera H została dodana po przejęciu jednostki przez nowego właściciela – Waldemara Heislera.

Zanim poszliśmy spać, dane nam było poznać członków zespołu Majtki Bosmana i wspólnie pośpiewać szanty przy akompaniamencie gitary. Najwytrwalsi próbowali doczekać wschodu słońca, niestety o 4 nad ranem z nadmiaru wrażeń poszliśmy wszyscy spać. Niedziela minęła nam błogo i spokojnie. Niestety popołudniu musieliśmy wracać na południe.To był krotki i pełen wrażeń weekend. W przyszłym roku przyjeżdżamy na The Tall Ships Races 2017

Agnieszka Zahorska

Kategorie
Żeglarstwo

Arktyka 2017 – Śladami Lodowców na SY SIFU of AVON !!!

W dniu wczorajszym ( 7 czerwca 2016 r.) w Katowicach została podpisana umowa pomiędzy Fundacją 4 Kontynenty a właścicielem SIFU Maciejem Pachlą na czarter jachtu na potrzeby realizacji wyprawy Arktyka 2017 „Śladami ginących lodowców”. Fundacja 4 Kontynenty była reprezentowana przez Mariusza Noworol, Marka Rajtara i Marek Kapołka.

Trwające kilka godzin spotkanie, po podpisaniu umowy, dotyczyło naszych zamierzeń oraz kwestii technicznych związanych z przygotowaniem jachtu do wyprawy. Możemy więc oficjalnie potwierdzić, że kolejny ważny krok został wykonany. Naszym zamiarem jest zorganizowanie od kwietnia 2017 r. do października 2017 r. 14 etapowej wyprawy na trasie: Gdańsk – Świnoujście – Stavanger – Trondheim – Bodo – Tromso – Longyearbyen (Spitsbergen) – Tromso – Bodo – Trondheim – Stavanger – Świnoujście – Gdańsk. Celem jest propagowanie idei żeglarstwa przez odwiedzenie przepięknych miejsc Morza Bałtyckiego, Północnego, Norweskiego, Barentsa, Oceanu Arktycznego. Wody mórz, fiordy, kanały, dzika przyroda, lodowce – mają nas zachwycić i przekonać, że warto ruszyć z domu i realizować swoje marzenia. SIFU towarzyszyć będzie w ramach 4 kontynenty drugi, dobrze znany nam już jacht Bystrze. Bystrze odprowadzi SIFU aż do Tromso i w czasie kiedy realizowane będą etapy związane z Spitsbergenem i Oceanem Arktycznym sam uda się na eksplorację rejonów Nordkap. W drodze powrotnej jachty znowu popłyną razem do Gdańska. W ramach Arktyce 2017 zostanie przygotowane ponad 230 miejsc dla uczestników. Aktualnie trwają pracę związane z dalszym formalnym przygotowaniem wyprawy. W ciągu miesiąca zostaną uruchomione zapisy na poszczególne etapy wyprawy.

MR

Kategorie
Żeglarstwo

Wyprawa na s/y „Bystrze” dookoła Wielkiej Brytanii przez Szetlandy, Szkocję i Morze Irlandzkie.

Po czerwcowej żegludze po norweskich fiordach, w lipcu i sierpniu 4 Kontynenty zamierzają „Bystrzakiem” zakręcić się wokół Wielkiej Brytanii.

Zielona Szkocja i Irlandia, spowite mgłą szczyty wyrastające prosto z wody i mroczne zamczyska, pamiętające czasy Robin Hooda to klimat krain, przez które będzie prowadziła nasza „brytyjska” wyprawa.

Już czekają na spakowanie niezbędne locje, obowiązkowo nowiutki Almanach, no i kilkadziesiąt klasycznych map Admiralicji, które zadziałają zawsze, niezależnie od stanu akumulatorów. Cóż, my starej daty żeglarze oprócz wszystkich GPSów  lubimy też mapy papierowe…

A będzie gdzie nawigować.

Trasa pierwszego etapu to kawał wody do przepłynięcia. Zaplanowaliśmy go specjalnie tak, żeby rzadko było widać ląd na horyzoncie. Poprowadzi z Danii przez Szetlandy i Orkady do Inverness w Szkocji. Przed dużym skokiem przez morze, zamierzamy jeszcze wejść do norweskiego Stavanger, żeby uzupełnić wodę i niezbędne zapasy. A później kilkudniowy przelot do Lervick na Szetlandach, obowiązkowo malutka wysepka Fair i dalej przez Orkady do szkockiego Inverness, gdzie ma nastąpić wymiana załogi.

Na drugim etapie chcemy posmakować Szkocji. Wybraliśmy trasę przez trochę zapomniany Kanał kaledoński, który łączy Morze Północne z Morzem Irlandzkim. Ten piękny szlak śródlądowy prowadzi przez 29 śluz i trzy jeziora, w tym najważniejsze – Loch Ness.  Załoga chciałaby spotkać słynnego potwora, chociaż szczerze mówiąc, wolałbym, żeby potwór nie zamierzał spotkać załogi „Bystrza”… Po wyjściu z kanału, za Fort William, nie odpuścimy wyspy Islay słynącej z destylarni whisky, a potem popłyniemy na południe do Dublina, dokąd przylecą kolejni uczestnicy wyprawy.

Trzeci etap ma być symbolicznym „dotknięciem” oceanu. Z Dublina pożeglujemy przez Kanał Świętego Jerzego, Morze Celtyckie i Kanał Angielski do St. Malo we Francji. Te akweny, znane z silnych prądów i wysokich pływów, będą nie lada wyzwaniem dla nawigatorów, ale jestem spokojny – nasza dzielna załoga już z niejednego żeglarskiego pieca chleb jadła.

Z St. Malo z kolejną ekipą planujemy ruszyć przez Kanał Angielski na wschód. A przed Londynem oficerów czeka trudne zadanie nawigacyjne: policzyć, jak dopłynąć Tamizą do samego Tower Bridge na jednym cyklu pływowym, bez konieczności przeczekiwania odpływu na boi. Nagrodą będzie dwudniowy postój w Dokach Świętej Katarzyny – pięknej marinie, położonej niemal w samym centrum Londynu.

Naszą dwumiesięczną wyspiarską przygodę zamierzamy zakończyć w ostatnim tygodniu sierpnia w Amsterdamie. Ale to nie koniec żeglugi. Na „Bystrzu” zagości kolejna załoga, która wciąż pod banderą 4 Kontynentów, przez Danię i Cieśniny popłynie we wrześniu w kierunku macierzystego Gdańska.

Już dobiegają końca przygotowania, załogi prawie skompletowane. Plan jest ambitny, a jak będzie – jeden Neptun to wie…

Marek Kapołka

Foto: Marta Kapołka

Kategorie
Żeglarstwo

Cudowna Chorwacja z pokładu jachtu – 21-28.05.2016 r.

Rejs na pokładzie jachtu ELICA I wzdłuż wybrzeża Chorwacji (Dalmacja) dał nam możliwość odwiedzenia niesamowitych zakątków, które trudno byłoby zobaczyć od strony lądu i był dla nas niesamowitą żeglarską przygodą.

Split – miasto wita nas bezchmurnym niebem i wysoką temperaturą. Z niecierpliwością czekamy na odbiór jachtu. Postanawiamy wypłynąć o świcie. Obok nas pojawiają się delfiny. Płyną przy dziobie i wyskakują z wody, co powoduje niezwykłe poruszenie całej załogi. Zachęca nas to do morskiej kąpieli w ciepłych wodach Adriatyku. Spotkanie z delfinami to niepowtarzalne przeżycie.

Wzięliśmy kurs na wyspę Vis, gdzie spędzamy wspaniałe południe w zatoczce Stiniva. Jest czas na kąpiel, wspinaczkę po skałkach i obiad w malowniczym miejscu. Czas jednak płynąć dalej.

Korcula ­ do późnej nocy uciekamy przed goniącym nas sztormem (tak, w Chorwacji też może być zła pogoda), a potem ze względu na zapowiadające się trudne warunki atmosferyczne zostajemy w przystani Vela Luka. Doświadczony Kapitan wie kiedy zatrzymać załogę tak, aby nie narazić jej na niebezpieczeństwo. Pieczemy urodzinową szarlotkę. Na lądzie wyruszamy na poszukiwanie lokalnych produktów. Trafiamy do Antonego, który przyjmuje nas gościnnie częstując winem własnej roboty. Wychodzimy od niego z butelką rakii i świeżej oliwy z oliwek.

Mljet ­ płyniemy dalej. Wspomnienie, które zachowam na długo w pamięci to rejs na wyspę Mljet gdzie mocno kołysały nas fale, a załoga w skupieniu obserwowała pędzącą za nami burzę. To było niesamowite! Kiedy dobijamy do przystani wiatr słabnie i słońce wychodzi zza chmur. Kosztujemy świeżych owoców morza z miejscowej tawerny. Prawdziwa uczta dla podniebienia.

Mljet to zdaniem wielu jedna z najpiękniejszych wysp Chorwacji. To właśnie tam znajdują się słone jeziora. Odwiedzamy Klasztor Benedyktyński na wysepce św. Marii, która znajduje się na środku Wielkiego Jeziora.

Następny dzień znów zaczynamy wcześnie rano – przed nami długa trasa. Po drodze zatrzymujemy się na 3 h w Korculi, aby uzupełnić wodę i zrobić zakupy

Zavala – cumujemy w małym rybackim porciku w południowej części wyspy Hvar. W przystani miejsce tylko na jeden jacht, mamy szczęście. Idealne miejsce dla tych, którzy lubią spokój i ciszę. Wstajemy wraz ze wschodem słońca, kąpiemy się w Adriatyku i bierzemy kurs na miasto Hvar.

Hvar zachwyca nas swoją architekturą, zdobywamy Twierdzę ciesząc się spacerem wśród śródziemnomorskiego krajobrazu.

Do mariny Palmizana na wybrzeżu wyspy St. Klement cumujemy wieczorem. Zachwycamy się tu smażonymi kalmarami i grillowaną ośmiornicą.

Split – trudno uwierzyć jak szybko upłynął czas… oddajemy jacht z nadzieją, że jeszcze kiedyś tu wrócimy.

W drodze powrotnej nie mogąc rozstać się z Chorwacją zwiedzamy wodospady w Parku Narodowym Krka. Chyba niepotrzebnie 😉 wrócić jeszcze trudniej.

Joanna Mickiewicz-Kos