Kategorie
Blog

Nieznane lądy Bałtyku „Dookoła Bałtyku” 2019.

 

Morze Bałtyckie wciąż skrywa wiele ciekawych miejsc, do których rzadko zaglądają żeglarze – My je odwiedzimy!!!. Tajemnicza Zatoka Botnicka, Olandia, Laponia, malownicze porty i miasteczka, tysiące wysp i wysepek, gdzie przyroda rządzi się swoimi prawami, niesamowite wschody i zachody słońca, wapienne klify – to wszystko czeka nas podczas wyprawy „Dookoła Bałtyku” 2019. Rejs został podzielony na 4 etapy, po dwa tygodnie każdy razem 50 dni. Na każdym etapie oprócz niezwykłej atmosfery i fantastycznych doznań, czekać będą na nas morskie opowieści przy ognisku – miejsca wybrane na te wydarzenia, nie są przypadkowe. Ponieważ w 2018 roku obchodziliśmy stulecie niepodległości Polski, a w 2020 roku będziemy świętować stulecie zaślubin Polski z Morzem, postanowiliśmy zadedykować ten rejs tym dwóm rocznicom.

Start 6 lipca Gdańsk – zakończenie 24 sierpnia Gdańsk  

Kategorie
Blog

Allinge-Falsterbo

W Allinge nikomu się nie spieszy, turystów jeszcze niewielu, chociaż w miasteczku nie brakuje hoteli i domów wypoczynkowych zapraszających uroczymi podwórkami pełnymi kwiatów i stolików przy których kawa smakuje wyśmienicie. Poddaliśmy się spokojowi Bornholmu i spacerowaliśmy malowniczymi uliczkami i brzegiem morza podziwiając kamieniste plaże w świetle zachodzącego słońca. Wielkie namioty, rozstawiane wzdłuż brzegu zapowiadały jednak zmianę nastroju, Folkemodet 2018 sprawi, że będzie głośno i radośnie, oj będzie się działo….

Ale tego nie usłyszymy, pora ruszać w kierunku Kopenhagi.  Wygraliśmy drogę „na skróty” – przez Falsterbo. Pogoda się nie zmieniła, znów jachting w słońcu, coraz bardziej tęskniliśmy za prawdziwym wiatrem. W spokojnym tempie dotarliśmy do Falserbo, most jednak był już zamknięty, więc musieliśmy czekać do rana, przycumowani do burty brytyjskiego jachtu.

Kategorie
Blog

Cumy czas oddać w kierunku Allinge

Ruszyliśmy z niewielkim opóźnieniem, ale przed wyprawą wszystko musi działać perfekcyjnie, w końcu przed Jazonem ponad 4000 mil. W czwartek wszystko było już gotowe. W gorących promieniach czerwcowego słońca spokojnie pożeglowaliśmy w kierunku Bornholmu. Pogoda prawie adriatycka, lekki wiatr, błękitne niebo… Nie było jednak nudno, tylu okrętów wojennych dawno nie widzieliśmy. To tylko ćwiczenia, ale zamknięta strefa wydłużyła nam drogę. Do Allinge dotarliśmy więc w sobotę o świcie po 38 godzinach rejsu.

Kategorie
Blog

Wyprawa Wokół Wysp Brytyjskich 2018

Przed nami wyprawa Wokół Wysp Brytyjskich 2018.

Dopiszemy kolejne porty do projektu „100 portów w 360 dni z okazji 100 rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości”. Pierwsze pięć portów już za nami, zdobyte podczas majówki „ Fiku Miku Po Bałtyku”.

Dwa lata temu przemierzaliśmy wody wokół Wielkiej Brytanii jachtem S/Y Bystrze, zachwycił nas ten rejon, morze, krajobrazy, ludzie, nastrój…. Pamiętając o poprzedniej wyprawie, która przetarła brytyjskie szlaki, obecny program rozszerzyliśmy o nowe miejsca, którym chcemy poświęcić więcej czasu. Wiele się zmieniło, a zdobyte doświadczenie pozwała nam jeszcze lepiej się przygotować.

Będziemy podróżować jachtem S/Y Jazon który został wyczarterowany na trzy miesiące i doposażony przez Fundację 4 Kontynenty. Mamy nowy Almanach z Marine Guide oraz najnowsze mapy elektroniczne. Lista pomocy nawigacyjnych i narzędzi jest bardzo długa. Oczywiście nie brakuje też map papierowych, 100 map obrazuje wszystkie akweny, na których będziemy żeglować. Wyprawę podzieliliśmy na osiem etapów. Z Gdańska będziemy płynąć przez Danię, Szwecję, Norwegię, Szkocję, Irlandię Północną, Irlandię, Wielką Brytanię, Francję, Belgię , Holandię, Niemcy i pod koniec września wrócimy do Gdańska. Przed nami pływy, prądy morskie, Kanał Angielski, Kanał Kiloński i wiele ciekawych nawigacyjnie terenów.

Terminy dobraliśmy tak, aby można było skorzystać z tanich lotów, których nie brakuje w miesiącach wakacyjnych. Porty są łatwo dostępne, marina w Londynie już zarezerwowana. Jacht posiada AIS więc cały czas możecie nas widzieć i śledzić naszą trasę pod adresem https://www.marinetraffic.com

Rozpoczynamy 6 czerwca w Gdańsku zakończenie planujemy 29 września Gdańsku ( jeśli Neptun pozwoli )

Zapraszamy na etapy:

  • 6 czerwca -20 czerwca Gdańsk-Goteborg

  • 20 czerwca – 2 lipca Goteborg – Bergen

  • 2 lipca – 17 lipca Bergen Inverness

  • 17 lipca – 1 sierpnia Inverness – Belfast

  • 1 sierpnia – 20 sierpnia Belfast – Dublin

  • 20 sierpnia – 5 września Dublin – Londyn

  • 5 września – 21 września Londyn – Świnoujście

  • 21 września – 29 września Świnoujście-Gdańsk

Relację i zdjęcia z każdego etapu znajdziecie na naszym blogu. Podzielimy się z Wami naszymi wrażeniami, więc warto tu zaglądać.

Podczas wyprawy trwa akcja zbiórki na remont jachtu Fundacji 4 Kontynenty, na którym planujemy organizować darmowe rejsy w ramach realizacji celów statutowych Fundacji. Dołączcie do nas! 

Ahoj przygodo

Gdzie wiatr poniesie żeglarstwo

Gdzie wiatr poniesie…

Gdzie wiatr poniesie i żegluga na samych żaglach to najlepsze rejsy pośród morskich fal. Nie mieliśmy za wiele szczęścia do prognozy pogody i kierunków wiatrów. Rejs jednak wyszedł kapitalnie.

Czytaj więcej »
Jacht Sigma 666

Jaki powinien być jacht?

Firma zajmująca się produkcją łodzi stoi zatem przed nie lada wyzwaniem, próbując odnaleźć się we współczesnych trendach projektowych, musi uwzględniać preferencje klientów.

Czytaj więcej »
Rejsy po Bałtyku 2020

Rejsy po Bałtyku 2020

Morze Bałtyckie wciąż skrywa wiele ciekawych miejsc do których postaramy się was zabrać. Nowa rzeczywistość może nam to jednak utrudnić.

Czytaj więcej »
Astronawigacja sekstantem

Astronawigacja żeglarstwo pośród gwiazd

Astronawigacja od czasów Krzysztofa Columba spełniła ważną rolę w żegludze po morzu. Pomagała ona odkrywać nowe nieznane lądy. Dziś astronawigacja jest zastąpiona przyrządami elektronicznymi czy to jest dobre rozwiązanie?

Czytaj więcej »
Kategorie
Żeglarstwo

Fiku Miku po Bałtyku 2018 – „ Małopolska pod żaglami” 100 portów w 360 dni z okazji odzyskania niepodległości przez Polskę

Kolejna przygoda za nami. Tym razem największą majówkę na akwenie Morza Bałtyckiego, organizowaną przez Fundację 4 Kontynenty, objął Honorowym Patronatem Pan Jacek Krupa, Marszałek Województwa Małopolskiego. Kolejny raz, promując żeglugę po akwenie Morza Bałtyckiego, popłynęliśmy na wschód. Osiem jachtów, ośmiu skiperów, osiem załóg, a każda mówiła „mój kapitan był najlepszy”.

Neptun był dla nas łaskawy i udało się zrealizować całą zaplanowaną trasę. Dopisaliśmy do historii Fundacji 4 Kontynenty kolejne 540 mil i pierwsze 5 portów w programie „100 portów w 360 dni na 100 lecie odzyskania niepodległości przez Polskę”.  Okazało się, że również odwiedzona przez nas w tym roku Łotwa świętuje taką samą rocznicę.  W majówce po raz kolejny nie zabrakło zagranicznych gości, tym razem z: Anglii, Holandii i Litwy.  Litwin przyjeżdża do Polski, żeby płynąć na Litwę? – ciekawe…. ale prawdziwe.

Zacznijmy jednak od początku

W sobotę 28 kwietnia rano, w dwóch  portach: Gdańsk (7 jachtów), Gdynia (1 jacht) skipperzy  Fundacji 4 Kontynenty odebrali jachty i rozpoczęło się okrętowanie załóg. Kilka następnych godzin spędziliśmy na przygotowaniu jachtu do wypłynięcia, zdarzyła się nawet wymiana żagli na nowiutkie, prosto z żaglowni. Zaopatrzenie, planowanie zajęć na czas rejsu zajęło większość dnia, na kei było gwarno i ruchliwie. Co chwilę desant na ląd – takie doświadczenie przyda się w czasie rejsu. Będzie o tym pamiętał zwłaszcza załogant, który został bohaterem dnia, kiedy wylądował w wodzie razem z niesionym przez siebie prowiantem. Akcja ratunkowa wymagała spostrzegawczości – trzeba wyciągnąć człowieka, który przypominał zagubioną foczkę, ale też paczki z makaronem, pomidory, ziemniak, torebki z budyniem…… Czas płynął szybko. Około południa dołączyła do nas startująca z Gdyni S/Y Ruth, byliśmy zatem w komplecie, w Marinie  Narodowego Centrum Żeglarstwa AWFiS, gotowi do wypłynięcia. 

O godzinie 19:00  wszyscy stawili się na zbiórce przed wyjściem w morze. Przywitał nas Pan Maciej Szafran, pełniący obowiązki dyrektora ośrodka, opowiedział o marinie, planach jej rozwoju i zapraszał na przyszłoroczne atrakcje. Najważniejszym punktem zbiórki był plan rejsu i omówienie warunków meteo, czyli tego, co czekało nas na morzu przez najbliższe godziny.

Ruszmy punktualnie o 21:30. Bezchmurne niebo, cisza na wodzie, wokoło już zmrok, jacht po jachcie majestatycznie opuszcza port. Cała flota, w składzie S/Y Faworyt, S/Y Elektra, S/Y Chiron 2, S/Y Ruth, S/Y Reset, S/Y Sifu of Avon, S/Y Migotka, S/Y Abeba ruszyła w morze, zgodnie z planem do Pavilosty, kierując się światłami wyznaczającymi tor żeglugi.

Jeśli wszystko idzie łatwo, to jest nudno, ale nie na naszym rejsie. Szybko pojawiły się pierwsze zmiany. Obecność najmłodszego, trzyletniego uczestnika wyprawy na pokładzie S/Y Abeba sprawiła, że ich pierwszym portem stało się Władysławo, a potem popłynęli na Bornholm. Tej nocy mieliśmy też akcję ratunkową. Silnik na S/Y Migotka odmówił współpracy, co przy wietrze o sile 2-3 kn uniemożliwiało żeglugę. Padł przekaźnik, trzeba było odpalić silnik „na złodzieja”, a S/Y Migotka w asyście S/Y Sifu of Avon udała się do najbliższego portu, czyli do Helu. Czasem tak bywa…. ale wadliwy element udało się wymienić i wszystko już działało. 

Reszta jachtów płynęła zgodnie z planem. Wschód słońca podziwialiśmy przy flaucie. Ciszę mąciły czasem lekkie podmuchy wiatru, które sprawiały, że pełni nadziei stawialiśmy żagle, ale i tak po godzinie trzeba było znów je zwinąć. Szczęście jednak się do nas uśmiechnęło, z czasem trochę się rozwiało i mogliśmy popłynąć pod żaglami do samej Pavilosty.

W poniedziałek, ok. godziny trzynastej S/Y Elektra jako pierwsza przycumowała w porcie Pavilosta, a w ciągu kilku godzin byliśmy już w komplecie, wszyscy we wspaniałych humorach. Warto przypomnieć o trwającym tam remoncie zachodniego  falochronu portu i dość niskim stanie wody między falochronami –  zaledwie  2,5 meta głębokości. Nie było to dla nas zaskoczenie, aktualne informacje o warunkach podejściowych do portu Pavilosta otrzymaliśmy wcześniej od polskich pracowników uczestniczących w pracach remontowych na pogłębiarce. Ostatni przypłynął S/Y Reset, podkreślając tym „wielkim wejściem” szczególną okazję – rocznicę 18 urodzin jednej z naszych uczestniczek. Wszyscy czekaliśmy na nich na kei i gdy tylko zacumowali razem zaśpiewaliśmy Agacie „Sto lat”.  Mamy nadzieję, że spontaniczny komentarz Jubilatki „bezcenne wrażenia” oznacza, że się podobało.  Potem niezbędne formalności, uproszczona kontrola dokumentów (konieczna crew list), wizyta straży granicznej i mogliśmy „zwiedzać” Pavilostę.

Wizyta naszych 45 żeglarzy sprawiła, że Pavilosta stała się na chwile polskim miastem na Łotwie. Czas stanął tu w miejscu, nie znajdziecie tu tłumu ludzi, marketów, ani galerii handlowych. Miasteczko to urokliwe uliczki ze starymi chatami rybackimi którym pełni polotu architekci dają kolejny okres świetności. Kilkadziesiąt metrów dalej znajdujemy dzikie piaszczyste plaże oraz otaczający je las sosnowy. Cisza i spokój zapewniają niczym nie zmącony, niepowtarzalny relaks. Mieszkańcy są pozytywnie nastawieni do gości, można porozumieć się po angielsku, łatwiej jednak w języku rosyjskim. 

Wtorek, 1 maja to dzień „historycznych wydarzeń o światowym zasięgu”. Zaczęło się od meczu piłki nożnej Polska (4Kontynenty) – Łotwa (Pavilosta) na murawie boiska portowego. W trakcie meczu dołączył do nas burmistrz miasta Pavilosta wraz z chargé d’affaires a.i. Ambasady Polskiej na Łotwie Panią Eweliną  Brudnicką. Przyczyniliśmy się w ten sposób również do powstania kolejnych planów współpracy polsko-łotewskiej. Po meczu Pani Ewelina wraz z rodziną i pracownikami ambasady, którzy przyjechali się z nami spotkać, wybrali się na krótki rejs po Bałtyku na pokładzie S/Y Faworyt i S/Y Ruth. Wszyscy wrócili z uśmiechami na twarzach, choć trochę przechylało. Wieczorem mieliśmy okazję do wielkiej integracji przy wspólnym ognisku. Były kiełbaski, były śpiewy i dużo zabawy do białego rana.

Rano nadszedł moment pożegnania z Pavilostą. Warunki pogodowe się poprawiły i dalszą podróż – do Lipawy mogliśmy odbyć na pełnych żaglach. W Lipawie czekał już na nas S/Y Sifu of Avon, który po asyście S/Y Migotka wypłynął naszym śladem i przygotował naszej armadzie miejsca w porcie. Tuż obok, majestatyczny S/Y Zawisza Czarny z dzielną załogą sumiennie pełniącą wachtę trapową. Przystanek był krótki. Z samego rana ruszyliśmy dalej, aby odwiedzić jeden z największych Bałtyckich portów, Kłajpedę. Neptun znów był dla nas łaskawy i większość trasy przepłynęliśmy pod pełnymi żaglami, choć morze pokazało też swoje pazury. Wiatr momentami wiał z prędkością 35 kn, co nie było bez znaczenia dla kondycji niektórych załogantów. Prawie na każdym jachcie pojawili się „prezesi” czyli  spotkania na reling party. Wchodziliśmy wejściem południowym i północno zachodnim. Jak się okazuje, można wchodzić do portu z każdej strony, w zależności od warunków meteo i od tego, jakie widoki wydają nam się najciekawsze.

Marina Old Castle w Kłajpedzie była przygotowana na naszą wizytę, wcześniej zarezerwowaliśmy tam miejsca, dzięki czemu wszystkie nasze jachty stały obok siebie. Dużą atrakcją dla załogi była możliwość samodzielnego otwarcia zwodzonego mostu, który odgradza marinę. Na podejściu do portu tradycyjnie cost guard wywoływał każdy jacht i pytał o niezbędne szczegóły. 

W Kłajpedzie byliśmy gośćmi Związku Polaków na Litwie, a Pani Irena zabrała nas na zwiedzanie miasta. Nasza urocza Przewodniczka opowiedziała nam o historii i ciekawostkach Kłajpedy. Ciepły głos Pani Ireny przenosił nas w przeszłość i znów wracaliśmy do teraźniejszości podziwiając i fotografując miasto. 

Piątkowym popołudniem ruszyliśmy w stronę naszej Ojczystej Ziemi i przez kolejne godziny przemierzaliśmy wody Bałtyku biorąc kurs na Hel, gdzie dotarliśmy w sobotę. Trzeba przyznać, że zachód i wschód słońca były tym razem absolutnie wyjątkowe i niesamowite. Widoki naprawę zapierały dech w piersiach.

W helskiej marinie spotkały się wszystkie jachty, biorące udział w wyprawie, nie tylko S/Y Migotka, ale również S/Y Abeba dotarły na czas. Wieczorem wszystkie załogi majówki Fiku Miku Po Bałtyku  Fundacji 4 Kontynenty świętowały szczęśliwy powrót do Polski w słynnym Kapitanie Morganie, śpiewając do rana szanty i opowiadając historie z dalekich mórz.

Rano każdy jacht wyruszył w ostatni etap rejsu – do portu macierzystego i tak w niedzielne popołudnie dobiegła końca największa żeglarska majówka na akwenie Morza Bałtyckiego. Wróciliśmy ze wspaniałymi wspomnieniami, nowymi przyjaźniami i planami na przyszłe wyprawy. Nikt się już nie dziwił, dlaczego Litwin przyjechał do Polski, żeby popłynąć na Litwę.

Zapraszamy uczestników tegorocznej majówki Fiku Miku Po Bałtyku  oraz wszystkich, którzy chcieliby spróbować żeglarstwa morskiego  na przyszłoroczną edycję –  majówki pod żaglami Fiku Miku po Bałtyku 2019, tym razem chcemy zawędrować na Gotland…… 

Bądźcie z nami i niech Neptun nam sprzyja!

Mariusz Noworól

Kategorie
Żeglarstwo

Wyprawa Wokół Wysp Brytyjskich 2018

Po zeszłorocznym spotkaniu z krainą misia polarnego, gdzie żeglowaliśmy podziwiając wszystkie odcienie bieli i błękitu, w tym sezonie proponujemy krainy mieniące się zielenią. 

Krajobrazy Dani, Norwegi, Szetlandów, Szkocji, nie mówiąc już o Irlandii, to przepiękne niziny i wzgórza pobarwione zielenią bujnych traw. Pod koniec lata wszechobecna zieleń zostaje przyprószona fioletem kwitnących wrzosów stając się prawdziwą ucztą dla oczu. W tym wspaniałym krajobrazie stworzonym przez naturę, możemy zobaczyć też niesamowite ruiny zamków pamiętających czasy Robin Hooda. 

Żeby tam dotrzeć, czeka nas żegluga przez kapryśny Bałtyk, ruchliwe Cieśniny Duńskie i zawsze groźne Morze Północne. Po drodze czekają piękne i dzikie Szetlandy i niesamowita wysepka Fair. Trzeba będzie przecisnąć się przez legendarną cieśninę Pentland Firth, której dno jest usłane wrakami setek statków, a później przepłynąć przez burzliwe wody wokół północno-zachodniej Szkocji. W nagrodę czeka nas degustacja najlepszych whisky na wyspie Islay i zwiedzanie Belfastu, miasta z mocno pokręconą współczesną historią.

Zagłębimy się w zatoki i zatoczki mało znanego, dzikiego i rzadko odwiedzonego zachodniego wybrzeża Irlandii, gdzie z braku portów będziemy również kotwiczyć w miejscach, gdzie diabeł mówi dobranoc. Odwiedzimy Dublin i skosztujemy prawdziwego Guinessa, a później poszukamy spokoju w leniwych walijskich i angielskich miasteczkach. Na Kanale La Manche przepłyniemy przez arcytrudną nawigacyjnie Cieśninę Solent i wpłyniemy do Londynu Tamizą aż do samego Tower Bridge. Będziemy liczyć pływy i prądy, a może nawet namierzać się na gwiazdy. Obowiązkowo zawitamy do Amsterdamu pooddychać tamtejszym powietrzem . Zrobimy bezcłowe zakupy na Helgolandzie i przez Kanał Kiloński powrócimy na nasz kochany Bałtyk. 

Płyniemy jachtem s/y „Jazon” typ Dehler 37. 

Cała trasa jest podzielona na 8 etapów, które są w gestii poszczególnych kapitanów:

Info: kliknij bezpośrednio na imię nazwisko kapitana otworzy się wiadomość. 

ETAP

  POCZĄTEK

    KONIEC

DATA ROZPOCZĘCIA

DATA ZAKOŃCZENIA

DNI 

  KAPITAN            

KONTAKT

1

GDAŃSK

GÖTEBORG

śr

6-cze-2018

śr

20-cze-2018

15

Mariusz Noworól 

696914676

2

GÖTEBORG

BERGEN

śr

20-cze-2018

pn

2-lip-2018

13

Igor Godlewski

501125952

3

BERGEN

INVERNESS

pn

2-lip-2018

wt

17-lip-2018

16

Sylwia Mażulis

 

4

INVERNESS

BELFAST

wt

17-lip-2018

śr

1-sie-2018

16

Jacek Jaworski

601916739

5

BELFAST

DUBLIN

śr

1-sie-2018

pn

20-sie-2018

20

Marek Kapołka

604658803

6

DUBLIN

LONDYN

pn

20-sie-2018

śr

5-wrz-2018

17

Mariusz Głowka

601303070

7

LONDYN

ŚWINOUJŚCIE 

śr

5-wrz-2018

pt

21-wrz-2018

17

Leszek Warchoł

695055789

8

ŚWINOUJŚCIE

     GDAŃSK

pt

21-wrz-2018

so

29-wrz-2018

9

Leszek Warchoł

695055789

Zapraszamy do udziału w wyprawie Wokół Wysp Brytyjskich 2018 

Kategorie
Żeglarstwo

4 Kontynenty i jeden ocean, płyniemy do Polski

Gdyby tak ktoś przyszedł i powiedział „Stary czy masz czas?”. Spontanicznie zorganizowana załoga, trasa Amsterdam – Świnoujście, decyzja podjęta z minuty na minutę. Krótki bilans czasowy i byłem w załodze. Pojechaliśmy.

W sobotnie popołudnie postawiliśmy pierwsze kroki na 12 metrowym jachcie o nazwie Gandalf, jacht, który wyruszy w wielomiesięczną podróż po morzach i oceanach pod banderą Fundacji 4 Kontynenty. Trochę pracy przed nami, więc po kolei, począwszy od wymiany fałów i szotów, skończywszy na doprowadzeniu silnika do stanu używalności, uwinęliśmy się z większością zadań do zmierzchu. A wieczór, no cóż, jest port wielki jak świat, wycieczka do centrum Amsterdamu. Weekend sprzyjał tłumom, mimo pogody, która nie rozpieszczała nas za bardzo. Następnego dnia prace bosmańskie i ostateczny klar do wypłynięcia. Na jachcie pozostała już tylko docelowa załoga, która miała zmierzyć się z warunkami panującymi na morzach. A była nas szóstka. Staszek-kapitan, Kajetan- I oficer, Piotrek II oficer i załoganci Kuba, Ola i Natalia. Po wstępnej integracji z dnia poprzedniego postanowiliśmy odwiedzić jeszcze raz Amsterdam nocą, tym razem jednak wycieczka skończyła się zdecydowanie wcześniej, gdyż rano trzeba było oddać cumy. W poniedziałek wyruszyliśmy o świcie. Boje toru wodnego oświetlone wschodzącym słońcem wyznaczały nam drogę między mieliznami. Minęliśmy pierwszą śluzę, warunki pozwoliły na rozwinięcie genui. Do drugiej śluzy dopłynęliśmy w środku nocy, tu pozwoliliśmy sobie na krótki odpoczynek. Przekroczyliśmy ją nad ranem i rozpoczęliśmy przeprawę slalomem między wyspami i płyciznami i ostateczne wyszliśmy z odpływem na morze północne. Wiatr wcale nie był dla nas taki łaskawy i wraz z Gandalfem przeszliśmy pierwszą próbę sprawności i współpracy, gdyż dwadzieścia kilka węzłów w bajdewindzie na dość płytkim obszarze nie należało do najspokojniejszych. W końcu jednak pokonaliśmy tą barierę i ustawiliśmy się na kursie w kierunku Helgolandu. I nagle, z rozbryzgujących się fal, morze zmieniło się w spokojnie oddychający organizm i baksztagiem pomknęliśmy przed siebie. Prawie dwie doby w morzu spędziliśmy na wspólnym poznaniu się, morskich opowieściach, szantując pod bezchmurnym niebem pełnym gwiazd, których nie szło zliczyć nikomu. Rano we środę przekroczyliśmy rutę i na horyzoncie pojawił się Helgoland. Po dopłynięciu zapoznaliśmy się bliżej z niemiecką policją, którzy pouczyli nas jak się powinno prawidłowo przechodzić ruchliwe drogi. Dostaliśmy od nich nawet mapę morską i cenne wskazówki, jak bezpiecznie poruszać się po wodach morskich. Zapamiętamy to zdecydowanie na zawsze. To jednak nie było ostatnie wyzwanie dzisiejszego dnia. Okazało się bowiem, że koniec sezonu na wyspie to akurat trzy dni najbliższe dni, a my trafiliśmy na jeden z nich, co wiązało się z tym, że stacja benzynowa, na którą liczyliśmy niezmiernie jest po prostu zamknięta i nie ma żadnej możliwości, aby zatankować. A zbiorniku się nie przelewało. Gorączkowe poszukiwania zakończyły się sukcesem, bowiem Kuba zagadał do jednego z tubylców i dostaliśmy w dobrej cenie zapas diesla na całą trasę. Po uzupełnieniu zapasów nie tylko dla jachtu pod wieczór przeszliśmy główki portu. I znowu ruta. Tym razem jednak, mimo znajomości wśród stróżów prawa, postanowiliśmy nie fatygować ich do nas po raz kolejny i zgodnie z ich wytycznymi przecięliśmy autostradę dla statków sztywniutko niczym od linijki. Cuxhaven to kolejny port, który odwiedziliśmy, ale dosłownie na kilka minut, żeby wysadzić Natalię, która musiała niestety zakończyć wcześniej rejs. A my mieliśmy przed sobą kilka godzin do pierwszej śluzy w Kanale Kilońskim. Tak nam się tylko wydawało, bo prąd mocno spowalniał nas, co miało decydujący wpływ na dalsze losy rejsu. Podczas gdy my ledwo co poruszaliśmy się do przodu, obok nas przepływały olbrzymie statki ukryte we mgle , która spowiła wszystko wokoło. Rano wpłynęliśmy do Kanału. Kilka godzin do zmierzchu przesądziło o tym, że nie pokonamy całej trasy tego dnia i koniec końców zatrzymaliśmy się w Rendsburgu o zmierzchu, bo jak wiadomo, w kanale obowiązuje zakaz ruchu w godzinach nocnych. W piątek o świcie oddaliśmy cumy. Wschodzące słońce i ścieląca się po wodzie mgła nadawała klimat spokoju. Solidne kapitańskie śniadanie , bomba kaloryczna złożona z połowy zapasów, uzupełniła nasz zapas energii na najbliższą dobę, która miała być dość intensywna żeglarsko. Ale nie wyprzedzajmy faktów. Po południu druga śluza otwierająca nam bramy Bałtyku, prognoza z ostrzeżeniem przed silnym wiatrem z kierunku południowo-zachodniego obiecywała szaloną żeglugę baksztagami. Pod wieczór zaczęło się rozwiewać, a jacht zaczął serfować na fali osiągając nierzadko prędkość 9 węzłów. Bajka. Marzyliśmy sobie po cichu, że idealnie byłoby gdyby jeszcze było bezchmurne niebo tej nocy. I jakby na zamówienie po zmierzchu zniknęły chmury i mogliśmy żeglować podziwiając bardzo mocno świecące gwiazdy. Gitara zawitała znowu w kokpicie i mimo przenikliwego zimna, ręce nie odmówiły posłuszeństwa i nocna wachta mogła wspólnie zaśpiewać, że kołysał nas zachodni wiatr, a ląd gdzieś za rufą został, czy pieśń o naszym pięknym Bałtyku, że nas wychowało i szkołę dostaliśmy twardą. Rano czarna chmura dogoniła nas jednak i o słońcu mogliśmy już tylko pomarzyć. Gdy minęliśmy Sassnitz na trawersie, wiedzieliśmy już, że do Polski będziemy płynąc bajdewindem. Rozwiało się jeszcze mocniej, zgodnie z prognozą wiało nam 6 Bf z silnymi szkwałami. Mimo trudnych warunków, fal wchodzących na pokład i zalewających sternika co chwilę, Gandalf dzielnie walczył z Bałtykiem i wieczorem zameldowaliśmy się w główkach portu w Świnoujściu, mokrzy, zmarznięci ale z uśmiechami na twarzy.

Podsumowując, rejs listopadowy na dwóch wymagających akwenach jakimi są Bałtyk i Północne dał nam dużą dawkę adrenaliny, doświadczenia. Warunki były bardzo sprzyjające, mimo silnych wiatrów, które towarzyszyły nam przez cały rejs. Jacht przeszedł bardzo dobrze sprawdzian swojej dzielności morskiej i daje dużą nadzieję na sprawdzenie się w przyszłorocznej wyprawie. A załoga? Wszyscy wróciliśmy zadowoleni z workiem pełnym przygód i morskich opowieści.  

Piotr Dumanowski 

Kategorie
Żeglarstwo

Weekend pod żaglami, czyli babskie żagle w Yacht Clubie “Opty”

Ostatni weekend września i zarazem pierwszy jesieni. Na dworze zrobiło się już chłodno, w Tatrach ponoć spadł śnieg. Nam to jednak nie przeszkodziło i spędziłyśmy weekend pod żaglami. Nasz początkowy skład: 3 dziewczyny z Wrocławia i 2 z Krakowa dotarł na miejsce w piątek wieczorem. Czekało tam na nas ognisko w towarzystwie studentów i żeglarzy. Miałyśmy okazję obejrzeć pokaz tańca z ogniem oraz przyjrzeć się przygotowywaniu ośmiornicy po chorwacku. Następnym razem warto pomyśleć o czymś więcej niż kiełbaski. Temperatura w nocy spadła do kilku stopni, ale ciepło ogniska nie pozwoliło nam zmarznąć. W domku było trochę gorzej, choć jakoś to przetrwałyśmy. W sobotę rano udałyśmy się do bosmana na kawkę i po jakiś jacht. W końcu pojechałyśmy na żagle. Pływałyśmy sigmą- taką 6-metrową łódeczką. Ćwiczyłyśmy zwroty oraz pracę na żaglach. Był czas na rozmowy o rejsach, żeglarskich planach na przyszłość, zainteresowaniach i zwykłych głupotach. Po paru godzinach zaczął nam doskwierać głód: szybki obiad, zakupy i kolejne ognisko. Poszłyśmy spać dość późno, ale nie udało nam się dotrwać do wschodu słońca. Poranna mgła sprawiła, że na wodę wyszliśmy dopiero około południa. Tym razem była nas 7: nieco zmieniony damski skład i 1 rodzynek. Pływaliśmy trenerem (a przynajmniej mi się tak wydaje). Część z nas uczyła się podchodzenia do kei na żaglach. Z zewnątrz musiało to wyglądać dość zabawnie, ale my również się uśmialiśmy. Niestety czas minął bardzo szybko i trzeba było wracać do domu. Po krótkim pożegnaniu udałyśmy się na obiad i w drogę.

Agata Kos

Kategorie
Żeglarstwo

Żagle Z Olką W YC Opty noc pełna gwiazd

Spotykamy sie w Opty. Rozlokowujemy sie w przyjemnych domkach i spotykamy się przy ognisku. W sobote żeglujemy. O 14.00 przerwa obiadowa i pływamy dalej. W niedziele potencjalnie ruszamy polatac na paralotni na górze Żar. 🙂
Domek na 2 doby od osoby ok 30 zl
Przed nami noc pełna meteorów, będzie je można oglądać na kei 🙂
Paralotnia ok 250 zł osoba
Łódka za free 🙂

Adres
Yacht Club “Opty”
41-403 Chełm Śląski,
ul. Leonida Teligi 2

Aleksandra Dindorf