Kategorie
Eventy

Sylwester w Alpach 2022/2023

Nocy Sylwestrowa w Alpach

Geneza Inicjatywy

Koncepcja zimowego wyjścia w Alpy Austriackie powstała podczas podsumowania minionego sezonu nawigacyjnego. Inicjatywa ma na celu budowanie kondycji, dyscypliny marszowej oraz sprawności fizycznej członków i sympatyków Fundacji w warunkach górskich.

Zasady Uczestnictwa i Samodzielność Logistyczna

  • Transport, Noclegi i Aprowizacja: Dojazd na miejsce, rezerwacje noclegowe, wyżywienie oraz ubezpieczenie stanowią wyłącznie indywidualną kwestię każdego uczestnika. Fundacja nie pośredniczy w zamawianiu ani opłacaniu jakichkolwiek usług.

  • Charakter Inicjatywy: Wyjazd jest niekomercyjnym, prywatnym wyjściem klubowym. Fundacja udostępnia jedynie propozycję ramowego przebiegu tras do wspólnego, dobrowolnego przejścia. Każdy uczestnik porusza się po szlakach na własną odpowiedzialność i odpowiada za swoje bezpieczeństwo

Sylwester bliżej gwiazd......

Górskie Wyjście Kondycyjne: Alpy Austriackie (Styria)

Górskie przedsięwzięcie Fundacji 4 Kontynenty ma charakter partnerskiego wyjścia klubowego. Wydarzenie nie stanowi imprezy turystycznej w rozumieniu przepisów o usługach turystycznych.

Zasady Logistyczne

  • Transport i zakwaterowanie: Dojazd na miejsce, rezerwacje noclegowe oraz koszty wyżywienia każdy uczestnik realizuje i pokrywa we własnym zakresie.

  • Koordynacja tras: Fundacja odpowiada wyłącznie za wyznaczenie ramowego przebiegu tras oraz wspólne prowadzenie grupy w terenie górskim.

Planowany Przebieg Tras

  • Hochlantsch (1720 m n.p.m.): Nocne podejście o świcie (700 m przewyższenia). Postój techniczny w obiekcie Latschenhütte.

  • Schöckl: Nocne podejście sylwestrowe na punkt widokowy w rejonie Grazu.

  • Haindlkarhütte (1121 m n.p.m.) i Haindwaldspitze (1336 m n.p.m.): Przejście na terenie Parku Narodowego Gesäuse w rejonie masywu Hochtor.

  • Leopoldsteiner See: Przejście dolinne wokół jeziora.

Parametry Techniczne i Wymogi

  • Łączne przewyższenie: Ok. 3500 m

  • Dystans pieszy: Ok. 30 km

  • Wymagania: Pełna samowystarczalność sprzętowa (odzież zimowa, czołówki, raki/raczki), ważny dokument tożsamości oraz indywidualne ubezpieczenie górskie obejmujące akcję ratunkową (NNW/KL).

Sylwester w Alpach
Kategorie
Trekking

Noworoczny rozruch w Beskidzie Żywieckim

Pierwotnie, to miała być moja tradycyjna urodzinowa włóczęga listopadowa, ale w wyniku splotu różnorodnych okoliczności wyszło jak wyszło.

Przy okazji wychodzi i na to, że ludziska przez Święta solidnie się obżarli, bo na hasło zrzucania świątecznych kalorii zebrał się całkiem spory 30-osobowy tłumek. Początek przygody zaczął się w Rycerce – od razu z przygodami 😉 Bo niektórzy najpierw pogubili się na drogach dojazdowych pod szlak, a potem na samym szlaku. Koniec końców: wszyscy szczęśliwie dotarli do schroniska na Przegibku. Wieczór był…..wesoły 😀

Sobotni poranek obudził się mocno chmurno-mglisty. I tak mu już zostało do popołudnia, toteż nie za bardzo było co focić. Ale spacer na Wielką Raczę należy zaliczyć do przyjemnych, jak najbardziej 🙂

Dość szybko okazało się, kto ile wmłócił przez Święta, bo peleton rozciągnął się niemiłosiernie: dbający o linię wystrzelili het do przodu, zaś obżartuchy robiły za czerwoną latarnię 😉

Ponowna integracja nastąpiła w schronisku, lecz na drugim etapie drogi sytuacja się powtórzyła.

Tymczasem na szczycie Wielkiej Raczy trafiło się w końcu chwilowe okienko pogodowe, co skwapliwie wykorzystaliśmy do nadrobienia braków w fotograficznej aktywności 😉

Częścią zejściową szło się równie miło, jak wejściową. Wraz z nadchodzącym zmierzchem zaczęło się nawet nad głowami całkiem fajnie przecierać, więc choć przynajmniej zachód słońca przyniósł nieco więcej estetycznych wrażeń 🙂 Do Chatki Skalanki doszliśmy już w głębokich ciemnościach. Po napełnieniu żołądków nadszedł wreszcie czas na to, czym chatka żyje: poszła w ruch gitara, poszły w ruch śpiewniki, zabrzęczało szkło….no – i było jak trzeba 🙂

A w niedzielę jak zwykle: robił człowiek co mógł, by jak najbardziej odwlec moment pożegnania z górami.

Jakby nie było – cel został osiągnięty: udało się nowo rocznie rozruszać i zrzucić trochę kalorii.

Dziękując wszystkim za aktywny udział: do rychłego następnego 🙂

Grzegorz Grochowski

Kategorie
Wspinaczka

Sylwester na Zirbitzkogel

A miało być tak pięknie….

I było!!! 🙂

Przedostatniego dnia ubiegłego roku grupka nie do końca normalnych ludzi, dzielnie przemierzyła ciągi komunikacyjne Centralnej Europy, by pod wieczór zacumować przy schronisku Wiechtalhaus, nieopodal Kaiserbrun w Górach Rax. Tam był czas na relaks, nawodnienie organizmów i wieczorek muzyczno-śpiewany w blasku czołówek 😉

W Alpach z reguły grudniową porą jest śniegu pod dostatkiem. Z reguły. Tym razem trafił się wyjątek, tą regułę potwierdzający. Wybrawszy się więc w sylwestrowy poranek na zwiedzanie Wąwozu Wiechtalklamm, grupka nie do końca normalnych ludzi, przemierzała ową formację skalną w nie do końca normalnych okolicznościach przyrody: zasadniczo jesiennych.

Sam wąwóz, nie jest co prawda jakimś ósmym cudem świata, ale kilka stopni skalnych i przewężeń potrafi zaskoczyć dość dynamiczną zmianą pejzażu. Do tego gdzieniegdzie jakieś łańcuszki czy drabinki – ku uciesze gawiedzi, szczególnie tej włóczącej się po zamorskich krainach 😀

Generalnie: taka namiastka Słowackiego Raju, ale całkiem przyjemna i na pewno godna polecenia. Szczególnie wiosną czy latem musi tam być bardzo kolorowo.

Za to zakończenie było „z przytupem”, bo ostatnia drabinka jest ustawiona centralnie pod dość soczystym wodospadem, więc każdy – chcąc nie chcąc – musiał zażyć odświeżającej kąpieli 🙂

W drodze powrotnej niemalże jednogłośnie uchwalono, że było warto. Co cieszy 🙂

Po zejściu na dół, nastąpiło szybkie przemieszczenie do pewnego hotelu w Judenburgu. Pan recepcjonista (jak najbardziej normalny) na widok grupki nie do końca normalnych ludzi, porozumiewających się egzotyczną, szeleszczącą mową – stawiał lekki opór. Opór jednak został dość szybko przełamany i po chwili można było już rozgościć się na pokojach. W zasadzie to bardziej chodziło o kaloryfery w tych pokojach, by do wieczora wysuszyć wyprane w wodospadzie ciuchy, a buty zwłaszcza.

Niebawem w hotelu pojawiła się austriacka frakcja z Wodzem na czele 🙂

Nastąpiło spotkanie integracyjne, a gdy rozpoczęła się ostatnia noc 2017 roku – wszyscy (prawie) zabrali się do realizacji głównego zadania: powitania Nowego Roku na szczycie Zirbitzkogel.  Wkrótce po wyruszeniu nastąpiła chwila refleksji i padło z ust Wodza kluczowe pytanie:

„No dobra. To teraz powiedzcie: co Wam się stało, że tam idziecie?”

Po czym padło szczere wyznanie: „Bo jesteśmy pop***eni.”

Z oczyszczonym sumieniem można było już ruszyć na szlak. Całkiem przyjemny, bez żadnych technicznych trudności. Wódz pomyślał o wszystkim, nawet o oknie pogodowym, które otwarło się na całą sylwestrowo – noworoczną noc. Dzięki temu można było podziwiać wyłaniające się z mroku ośnieżone łańcuchy okolicznych alpejskich pasm. Niestety, sprzęt fotograficzny, nie był w stanie dostrzec tego, co ludzkie oko. Toteż te widoki zostały tylko w pamięci. O północy, niektórzy byli już na szczycie, niektórzy poniżej. Nastąpiło podziwianie noworocznych fajerwerków z nienormalnej strony: czyli z góry zamiast z dołu – jak na grupkę nienormalnych ludzi przystało.

Potem jeszcze szampański toast: „Oby nam się…” w schroniskowej kotłowni (jednym dostępnym pomieszczeniu), coś dla ciała i ducha. Wreszcie droga powrotna. W hotelu jeszcze kilka chwil integracji i do łóżeczek. Pierwszy dzień Nowego Roku upłynął na drodze powrotnej na Ojczyzny łono.

Dobra. Będzie dość. Podziękowania dla Wodza za pomysł i organizację całokształtu 🙂

Grzegorz Grochowski