Kategorie
Blog

Za koło Podbiegunowe do bram Arktyki

Za koło Podbiegunowe do bram Arktyki. Dziś ( 30 czerwca ) po nocnej podróży z Polski o 8 rano wylądowaliśmy w Bergen. Wsiadamy w tramwaj i kierujemy się do Bryggen gdzie czeka na nas jacht SY Ciri. Po przejęciu jachtu od załogi poprzedniego etapu, szybki posiłek i ruszamy zwiedzać miasto. Podziwialiśmy piękną panoramę z góry Floyen. Kolacja i nadszedł czas na wyjście w morze. Godzinie 19.00 oddajemy cumy i rozpoczynamy nasz rejs za koło podbiegunowe.

Michał

Kategorie
Blog

Zmiana załogi w Bergen – Porta Sailing Team

Wczoraj (28 czerwca) mieliśmy przepiękną pogodę na żeglowanie. Koło 13:00 dopłynęliśmy do Bergen i po wykonaniu wszystkich obowiązków związanych z przekazaniem jachtu zjedliśmy pyszny obiad (kasza z cukinią i dużą ilością krewetek). Przywitaliśmy również Mieczysława – kapitana kolejnej załogi – oraz mieszkającego w Bergen Grzegorza, który bardzo nam pomógł, oferując nocleg oraz przynosząc wiertarkę i napitek.  Popołudnie poświęciliśmy na kupowanie pamiątek i spacer po mieście, później urządziliśmy wieczór kapitański. Część załogi wyrwała się, aby wjechać kolejką na górę Floyen, skąd przy blasku zachodu słońca roztaczał się piękny widok na całe miasto. Niektórzy dali się ponieść wodzom fantazji na placu zabaw, aby następnie zaliczyć ostatnią górską wędrówkę na tym wyjeździe. Dwie-trzy godziny snu i pobudka, ponieważ większość ekipy musiała zerwać się na pociąg na Oslo. Pożegnaniom nie było końca. Po ostatnim smutnym spojrzeniu na jacht ruszyliśmy w powrotną drogę do Polski.

Klaudyna

Kategorie
Blog

Dzieciaki na deku I Love Norway 2019 – Porta Sailing Team

Dzieciaki na deku. Zaraz po rozpoczęciu rejsu poznałam Igę. Pierwszego dnia (w Stavanger), chociaż nie wypłynęliśmy, Iga i ja miałyśmy mnóstwo rzeczy do zrobienia. Na placu zabaw skakałyśmy na genialnej trampolinie, zwiedziłyśmy port i już z całą załogą miasteczko. Podczas następnych dni podziwiałyśmy norweskie krajobrazy i opowiadałyśmy sobie śmieszne historyjki o Genowefie wiercącym dziury w skałach. Nauczyłam Igę grać w karty, a ona mnie w grę „Eksplodujące kotki”. Jednego dnia, gdy naprawdę się nam nudziło (chyba jedyny raz na tym rejsie) zaczęłyśmy tworzyć własne etykietki na produkty spożywcze. W międzyczasie założyliśmy Klub Książki (w którym czytałyśmy książki). Mój tata jest kapitanem, ale to nie zmienia faktu, że musiałam pomagać w kambuzie. Oczywiście chodzimy na wycieczki w góry (co kocham w przeciwieństwie do mycia naczyń w kambuzie).

Julia

Dzieciaki na deku dołączą do nas na kolejnym etapie wyprawy I Love Norway podczas rejsu z ojcami w drodze na Nordkapp

Kategorie
Blog

Wodospad Tveitafossen – Porta Sailing Team

Dziś (25 czerwca) ruszyliśmy na wycieczkę nad wodospad Tveitafossen. Była to krótka, czterogodzinna wyprawa, po której wypłynęliśmy do kolejnego portu. Zanim znaleźliśmy się w miejscu docelowym – Oddzie – rozpogodziło się i mogliśmy się opalać na jachcie. Wieczór poświęciliśmy na planowanie jutrzejszej wyprawy na Trolltungę.

Klaudyna

Kategorie
Blog

Ciasto na pokładzie – Porta Sailing Team

Ciasto na pokładzie. Dzisiaj  (24 czerwca) dzięki uprzejmości kapitana w końcu się wyspaliśmy. W planie były kajaki, ale okazało się, że w porcie jest tylko jeden (!). Po obfitym śniadaniu ruszyliśmy w dalszą żeglugę i na niej upłynął nam cały dzień. Dziś postanowiliśmy również dobrze się odżywiać – upiekliśmy szarlotkę, ciastka, zjedliśmy zupę ogórkową i kaszę z dodatkami. Wieczorem dopłynęliśmy do portu w Kinsarvik.

Klaudyna 

Kategorie
Blog

W porcie Sunndal – Porta Sailing Team

Dzisiaj (23 czerwca) działo się bardzo dużo. Ruszyliśmy z portu o 7 rano. Podczas śniadania (pyszna rozgrzewająca jaglanka!) w końcu znaleźliśmy gitarę, która, cytując kapitana, nadaje się tylko na hiszpański kołnierz. Po czterech godzinach pływania znaleźliśmy się w porcie w Sunndal, skąd ruszyliśmy na lodowiec Folgefonna. Przy jeziorze lodowcowym zrobiliśmy wspólne zdjęcie w koszulkach rejsowych i z kartkami z napisem „I love dad!” z okazji Dnia Ojca. Potem dwójka śmiałków (Grzegorz i Krzysztof) ruszyła na lodowiec dłuższą trasą, wchodząc na szczyt góry Fonnabu i podziwiając lodowiec w pełnej okazałości. Reszta ruszyła krótszą, choć nie mniej wymagającą trasą, do czoła jęzora lodowca (brawa dla autora przewodnika, który oznaczył tę trasę „family fun”). Cała wędrówka zajęła nam 10 godzin (nie cztery…). Po powrocie obie ekipy podzieliły się wrażeniami przy gulaszu i blasku świec.

Klaudyna 

Kategorie
Blog

17 godzin i 70 mil – Porta Sailing Team

Dziś (22 czerwca) cały dzień pływaliśmy po morzu. Wystartowaliśmy o 6 rano, żeby zrobić jak najdłuższą trasę. Żeglowaliśmy bez przerwy 17 godzin i przepłynęliśmy 70 mil morskich. Zatrzymaliśmy się w klimatycznym porcie w Uskedalen. Z portu widzimy wysokie góry i piękny wodospad. Jest po północy, ale wcale tego nie odczuwamy, gdyż jest wciąż jasno. Planujemy jutrzejszą trasę na lodowiec Folgefonna.

Klaudyna 

Kategorie
Blog

Kurs na Prekestolen – Porta Sailing Team

Kurs na Prekestolen. Wczoraj 20 czerwca  cały dzień żeglowaliśmy i żywiliśmy się po włosku Wieczorem dopłynęliśmy do portu w Tau, gdzie po krótkim spacerze, zabawie na placu zabaw i zakupach poszliśmy spać. Za to 21. czerwca przyniósł nam wiele emocji – zdobyliśmy Preikestolen! Pogoda była bardzo zmienna, od słońca i rozpogodzeń po wiatr, mgłę, a nawet grad. Na szczęście na samej półce skalnej udało nam się trafić w lukę pogodową i mieliśmy wspaniały widok na Lysefjord. To zdecydowanie jeden z najpiękniejszych widoków, jakie widzieliśmy. Swoją obecnością uraczyła nas również pełna tęcza. Po powrocie odpoczywaliśmy, przygotowując się na atrakcje kolejnego dnia

Klaudyna 

Kategorie
Blog

Fiordy na wyciągnięcie ręki – Porta Sailing Team

Fiordy na wyciągnięcie ręki. Dzisiaj 19 czerwca nasza załoga zebrała się w porcie w Stavanger na jachcie SY Ciri. Wachta kambuzowa przygotowała pyszny obiad składający się ze schabowego, ziemniaków i mizerii Po obiedzie odbyliśmy szkolenie z bezpieczeństwa i obsługi jachtu. W ramach wieczornej aktywności przespacerowaliśmy się po mieście, które okazało się być bardzo urokliwe. W szczególności zachwyciły nas artystyczne murale widoczne na wielu budynkach i kręte uliczki starego miasta. Po spacerze zmęczeni poszliśmy spać, aby wypocząć przed pierwszym wypłynięciem.

Klaudyna 

Kategorie
Żeglarstwo

Alarm dzieciaki na pokładzie!

Dokąd płynąć?

Planując rejs morski po raz pierwszy, należy wybrać akwen gwarantujący w miarę stabilną pogodę. Nic tak nie zniechęci do dalszych podróży po morzu jak stanie za kołem sterowym w strugach deszczu i zimnie. Akwen Morza Śródziemnego, Wyspy Kanaryjskie, Karaiby – z pewnością dostarczą nam niezapomnianych i ciepłych wrażeń. Pamiętajmy jednak, żeby wyznaczając termin rejsu wziąć pod uwagę lokalne wiatry występujące na danym akwenie w określonych porach roku. Sztorm nawet w najpiękniejszym egzotycznym porcie nie jest przyjemny.W wyborze idealnego miejsca na rodzinne wakacje pomogą nam specjalizujące się w organizacji rejsów firmy. Doświadczenie żeglarskie nie jest potrzebne. Możemy albo wyczarterować jacht ze skipperem – taka opcja sprawdzi się, gdy będziemy chcieli rozpocząć naszą żeglarską przygodę w towarzystwie przyjaciół i ich pociech i sami wybrać trasę, albo dopisać się do listy członków załogi rejsu organizowanego „od a do z” w określonym terminie i na konkretnej trasie.

  • Daleko jeszcze?

Na początek dobrze wybrać się w rejs typowo turystyczny, którego głównym założeniem jest relaks, a nie bicie rekordów w czasie spędzonym na morzu.Dzieci zazwyczaj nie lubią długich przelotów, dlatego trasę warto podzielić na krótsze odcinki. 4-5 godzin płynięcia non stop to maksymalny czas trwania etapu podróży, po którym powinna nastąpić przerwa – kąpiel na kotwicowisku, łowienie ryb, plażowanie, czy wejście do portu. Każdy taki przerywnik wprowadza życie na pokładzie, wymaga od dzieciaków aktywnego udziału w manewrach – choćby przy obsłudze odbijacza lub klarowaniu lin i daje możliwość sprawdzenia się. Nawet moja trójka pływająca od małego i zaprawiona w bojach po kilku godzinach w morzu zadaje pytanie: daleko jeszcze?Jeżeli dłuższy przelot jest konieczny- warto zaplanować go nocą, a dzień poświęcić na budowanie domków w piasku, kąpiele i inne przyjemności.

Tylko nie nuda…..

Może zdarzyć się, że dzieci mają już dość oglądania skaczących delfinów, wypatrywania statków, stania za kołem sterowym i zabaw linami. Do planowanego postoju zostało jeszcze trochę czasu, a one chciałyby zrobić „coś”. Rysowany dziennik podróży, gry karciane typu Uno, Doble, Piratatak, szanty – z pewnością umilą im chwile na jachcie, a nam zapewnią upragniony spokój. Na pocieszenie dodam, że już samo bujanie relaksuje. Dzięki temu ryzyko, że nasze pociechy w przypływie energii rozniosą jacht znacząco spada.

  • Co zabrać i w co się spakować?

Dzieciaki warto zaopatrzyć w lekką nieprzemakalną kurtkę i spodnie, ewentualnie kalosze. W czasie deszczu i tak będą siedziały pod pokładem – nikt nie lubi moknąć. Dobrze jest wziąć ze sobą ciepłą czapkę, aby osłonić uszy przed wiatrem, który nawet latem potrafi dać się we znaki, a także czołówkę – ułatwi poruszanie się po pokładzie w nocy, a w dzień np. zwiedzanie jaskiń. Śpiwory raczej nie będą potrzebne – na jachcie zazwyczaj jest pościel, a nawet ręczniki. Warto jednak przed podróżą potwierdzić to z czarterującym.Mówi się, że dobry kapitan w czasie sztormu pije w porcie piwo. Niezależnie od trafności tego stwierdzenia w czasie pływania może zaskoczyć nas silniejszy wiatr, czy wyższa fala. Dlatego dobrze jest mieć ze sobą coś na chorobę morską. W przypadku dzieci nieźle sprawdzają się plastry na chorobę lokomocyjną, popularne leki typu Aviomarin, wyjście na świeże powietrze albo sen.Oczywiście na chorobę morską możemy cierpieć także w porcie, gdy nic nie wieje – czego jestem żywym przykładem, ale takie przypadki zdarzają się rzadko i nie ma co brać ich pod uwagę.Niezależnie od tego, co zdecydujemy się ze sobą zabrać – należy się spakować w miękkie torby, które po rozpakowaniu można zwinąć i schować w bakiście. Twarde walizki na kółkach, chociaż wygodne w podróży, na jachcie nie sprawdzą się.

  • Bezpieczeństwo

Za bezpieczeństwo na jachcie odpowiedzialny jest kapitan. Ale to nie znaczy, że jesteśmy zwolnieni z obowiązku przestrzegania podstawowych zasad. Dzieci przebywające na pokładzie powinny być ubrane w pas ratunkowy, wyposażony w tzw. wąsy umożliwiające wpięcie się w osprzęt (aby nie wypaść za burtę). Przed rejsem warto dopytać jakiego rodzaju pasy ratunkowe znajdują się na jachcie – czy są to pasy pneumatyczne, czy korkowe. Pasy korkowe są mniej wygodne i w takiej sytuacji warto poprosić armatora, aby zapewnił zwykłą kamizelkę ratunkową dla dziecka i szelki.

Nawet przy pięknej pogodzie, podczas pływania, dzieci nie powinny opuszczać kokpitu. A jeśli już – bo akurat delfiny skaczą przed dziobem – wyłącznie w asyście osoby dorosłej.

Tu warto dodać, że koło sterowe także znajduje się w kokpicie. Przy lżejszych warunkach pogodowych spokojnie można pozwolić dziecku sterować, oczywiście pod kontrolą skipppera. Chociaż wszystko zależy od dziecka. Mój jedenastoletni syn nie ma problemu z utrzymaniem kursu nawet przy bardzo silnym wietrze. I to on zazwyczaj on jest prawą ręką kapitana w prowadzeniu jachtu, gdy ja choruję. Niebawem rusza ze swoim tatą w dwutygodniową wyprawę „Fiordy północy Sail & Trekking – dzieciaki w drodze na Nordkapp”.Czeka go prawdziwie męska przygoda. Rejs ojców z synami organizuje Fundacja 4 Kontynenty.

https://4kontynenty.pl/pl/news/i-love-norway-2019-sail-trekking.html

Rejsy morskie to dla mnie jeden z najcudowniejszych sposobów spędzania wolnego czasu z rodziną, zwiedzania, poznawania nowych ludzi, ich kuchni i zwyczajów. Dzieciaki po każdym wracają naładowane energią, szczęśliwe i od razu pytają, kiedy znów płyniemy. To wszystko jest w zasięgu ręki – wystarczy się odważyć.

Wyremontuj z nami jacht dla dzieci



Magdalena Hejna

Fundacja 4 Kontynenty

www.4kontynenty.pl