Kategorie
Żeglarstwo

II Ślaskie Targi Wiatr i Woda w Katowicach za nami

II Śląskie Targi Sportów Wodnych i Rekreacji WIATR I WODA – 4 Kontynenty i Mariner Yachts na szerokich wodach.

W dniach 10-12 listopada 2017 roku w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach odbyła się druga edycja Śląskich Targów Sportów Wodnych i Rekreacji WIATR I WODA i oczywiście nie zabrakło na nich i nas. Fundacja 4 Kontynenty była obecna na tej imprezie wraz z Mariner Yachts gdzie było nas słychać, dzięki pięknemu głosowi koleżanki z Mariner Yachts, która przez trzy dni przez mikrofon opowiadała o naszej Fundacji. Było nas też widać, ponieważ jako jedyni na targach wyświetlaliśmy film na rozwiniętym foku  i to jaki film, stworzony z przepięknych i magicznych zdjęć zrobionych przez nasze wspaniały załogi SY Sifu of Avon oraz SY Bystrze.

Kochani, zainteresowanie było ogromne, ludzie zatrzymywali się, oglądali zdjęcia i z podziwem słuchali, gdy nasza ekipa opowiadała o wyprawie na Arktykę. Pytano o kolejne plany, rejsy, wyprawy i pomysły. Chętnych do dołączenia w nasze szeregi było sporo, zwłaszcza jeśli o naszej fundacji opowiada z wypiekami na twarzy jedna z naszych podopiecznych Adrianna Krysiak która wzięła udział w jednym z etapów wyprawy Arktyka po tym, jak niestety w tym roku, nie udało się zorganizować „Szkoły pod Żaglami”. Pomogliśmy spełnić marzenie,  teraz ona wspiera naszą ideę.

W trakcie targów spotkaliśmy wielu starych przyjaciół Fundacji 4 Kontynenty, jak i pozyskaliśmy kilku nowych, którzy mamy nadzieję, że przyniosą naszej sprawie dużo dobrego.

Kolejne targi już niedługo, na których też na pewno nas nie zabraknie i zaskoczymy zwiedzających naszymi nowymi pomysłami.

Bądźcie z nami 10-13 marca 2018 w Warszawie 

Marzena Szyszka

Kategorie
Żeglarstwo

Klub Podróżnika Fundacji 4 Kontynenty oficjalnie otwarty

Klub Podróżnika Fundacji 4 Kontynenty oficjalnie otwarty

W piątkowy wieczór 27.10.2017 r. w restauracji „ Stary Młyn” przy ulicy Piłsudskiego 21 nastąpiło pierwsze spotkanie podróżników. W klimatycznej restauracji, której historii nikt nie zna zjechali się podróżnicy z rożnych stron Polski. Największa grupa przyjezdnych osób to członkowie Fundacji 4 Kontynenty, którzy licznie przybyli do Trzebini.

  • Zacznijmy jednak od początku.

Nie wszystko poszło tak jak sobie tego życzyliśmy. Najpierw okazało się, że nie mamy do dyspozycji sprzętu nagłaśniającego i projektora, po prostu ktoś zawalił i postawił Nas przed faktem dokonanym. Cóż zostaliśmy postawieni przed faktem dokonanym i trzeba było działać. Tutaj na wysokości zadania stanęli sympatycy Fundacji 4 Kontynenty. Ewa potocznie zwana Ewa Marchewa przywiozła z Krakowa nagłośnienie, Leszek Warchoł dowiózł projektor z Yc Opty. I kiedy się wydawało, że jesteśmy na ostaniej prostej okazało się, że brakuje nam odpowiednich kabli. Z pomocą przyszła trzebińska grupa lokalnych muzyków i mogliśmy już zacząć. Nasz rozkład jazdy już był dość mocno rozregulowany, publiczność zniecierpliwiona oczekiwaniem na prelekcje i koncert.

  • Adam za sterami rusza w świat

W końcu po skonfigurowaniu komputera ze sprzętem ruszamy wraz z Adamem Sarama w daleką krainę Arktycznego Oceanu przez Polską stację Polarną Hornsund do dalekiego NY- Alesund. Adam przez godzinę opowiadał ciekawe historie z którymi się zetknął , jak i opowiedział o samym Spitsbergenie. Nasza publiczność dowiedziała się jak życie toczy się na dalekiej Arktyce i nie zawsze rozmawia się na Spitsbergenie po norwesku czy angielsku.

  • Prawdziwa gwiazda w Trzebini

Po prelekcji odbył się koncert znanego Polskiego SzantyMena Henryka Czekały o muzycznym pseudonimie „Szkot”. Były wspólne śpiewy szantowe, które podtrzymały klimat wyprawy żeglarskiej Adama. „Szkot” pokazał swój kunszt wokalny i potwierdził, że w tej dziedzinie jest najlepszy w Polsce.

  • Podsumowanie

Dla nas największym sukcesem jest to że pomimo przeciwności losu udało nam się przetrwać trudne chwile. Na przyszłość jednak będziemy sami organizować sobie sprzęt rezygnując z współpracy z nierzetelnym partneram. Na spotkaniu gościło 75 osób ze Ślaska, Małopolski, Łodzi, Zgierza, Dolnego Śląska i innych stron Polski. Lokalna społeczność niestety nie dopisała pomimo licznych ogłoszeń kulturalnych w powiecie chrzanowskim. Internet jednak to słaba promocja na wydarzenia kulturalne więc na drugi raz się bardziej postaramy aby dotrzeć do większej rzeszy mieszkańców powiatu.

Spotkanie było organizowane jako wydarzenie non profit i takie też pozostanie.

  • Szczególne podziękowania kieruję do :

Adama i „Szkota” za udział w sympatycznym wieczorze

Zbyszek Marek za organizacje stojaka i zaproszenie Henryka Czekała „Szkot

Ewa Marchewa za organizację sprzętu nagłośnieniowego

Leszek Warchoł za opiekę nad ośrodkiem noclegowym i uczestnikami wydarzenia

Łukaszowi za udostępnienie sali Restauracji „ Stary Młyn”

Rafałowi Tyksiński za fotografie podczas wydarzenia

Yc Opty za wypożyczenie projektora

Oraz wszystkim przybyłym na spotkanie. Bez Was nie miało by to sensu, udowodniliście po raz kolejny, że chcieć to znaczy móc

Już wkrótce kolejne spotkanie, informacje znajdziecie na stronie www.4kontynenty.pl

  • Jeśli chcesz podzielić się swoimi przeżyciami z podróży, jeśli grasz ciekawą muzykę -skontaktuj się z Nami, spróbujemy zgrać nasze terminy na kolejne prelekcje i koncerty tematyczne.
  • Wspierając Fundację 4 Kontynenty dajesz szansę na realizację ciekawych projektów podróżniczych jak i wspierasz osoby, które nie mają szans wyruszyć gdziekolwiek.

Mariusz Noworól 
Fundacja 4 Kontynenty
Osiedle Widokowe 8/7 32-540 Trzebinia
KRS: 0000595255 NIP: 6282265680
Bank PKO BP 8010 2023 8400 0098 0202 0056 01
www.4kontynenty.pl
tel 696914676

Kategorie
Żeglarstwo

Pierwszy raz na morzu – relacja najmłodszego uczestnika rejsu

Wspomnienia  Łukasza z rejsu 

Chciałbym podziękować Panu Mariuszowi Noworól, fundacji „4 Kontynenty” i wszystkim osobom, które wsparły nasz rejs , aby umożliwić nam udział w ostatnim etapie …. Dzięki Wam mogłem wypłynąć w rejs, o którym zawsze marzyłem. Dziękuję również mojemu Tacie, który popłynął z nami w roli opiekuna. Bez Niego również nie popłynęlibyśmy.

We wtorek wypłynęliśmy ze Świnoujścia na Bornholm. Od samego wypłynięcia czułem, że rejs będzie wspaniały. Wypłynęliśmy około godziny trzynastej. Na początku było super, wiatr był idealny, nie kołysało, można by tak płynąć bez końca. Nikt nie spodziewał się jednak, że wiatr Nas tak zaskoczy. Około godziny szesnastej wiatr wzmógł się, fale zaczęły się podnosić. Jednym słowem: zaczęlo  się rozwiewać. Nie było już tak przyjemnie jak wcześniej, nie dało się już położyć i spokojnie sobie leżeć. Tej nocy nie stanąłem przy sterze, całą noc wachtę trzymali dorośli. Nie obyło się również bez problemów żołądkowych. Dopadła mnie choroba morska z wszystkimi jej konsekwencjami… Marzyłem tylko o tym, żeby przespać się trochę. Około czwartej nad ranem dopłynęliśmy do portu w Ronne na Bornholmie. Już się cieszyliśmy, że można wreszcie się wyspać, napić ciepłej herbaty, aż tu nagle słyszymy kogoś nadającego przez UKF-kę „Sifu do Bystrza, mamy problem, nie działa nam ster, jesteśmy dziesięć mil od brzegu potrzebujemy pomocy!”. I zaczęła się akcja ratunkowa. Razem z Adą zostaliśmy na brzegu w porcie bo byliśmy po prostu zbyt zmęczeni, żeby płynąć. W końcu udało Nam się zasnąć pod jakimś domkiem, który osłaniał Nas przed wiatrem. Około godziny siódmej zobaczyliśmy „Bystrze” wpływające do portu, ale bez „SIFU”! Okazało się, że nie udało im się podać lin do holowania, wiatr był za silny. Po „SIFU” wypłynęła straż przybrzeżna. Następne dwa dni spędziliśmy w porcie, żeby przeczekać sztorm. Nie narzekaliśmy bo mogliśmy pochodzić i pozwiedzać miasto.

W piątek z rana wypłynęliśmy z Bornholmu na Hel. Mieliśmy bardzo długi przelot bo aż trzydzieści godzin. Czas leciał, a wyspa cały czas była na horyzoncie i nie znikała. O dziwo czas mijał naprawdę za szybko. 3 godziny wachta, potem zmiana i znowu, i tak w kółko. Ale nam się nie nudziło, mógłbym stać przy sterze godzinami i patrzeć na horyzont. Nastała noc, księżyc świecił jak nigdzie indziej, jakby chciał nam oświetlić drogę. Pogoda była idealna, wiało ani nie za słabo, ani nie za mocno. Było dużo cieplej niż w czasie minionych nocy, więc ręce nie drżały tak z zimna. Noc minęła bardzo szybko i już prawie byliśmy na Helu. Zrobiło mi się smutno, że rejs tak szybko się skończył. W sobotę wieczorem pożegnaliśmy się z Wszystkimi, o czwartej rano trzeba było wyjeżdżać.

Naprawdę dziękuję wszystkim za ten miły czas spędzony z Wami, będę go miło wspominał.

Łukasz

Kategorie
Żeglarstwo

Czas na podsumowanie akcji „ Młodzi żeglarze z Mikołowa czekają na Twoją pomoc”

Czas na podsumowanie akcji „ Młodzi żeglarze z Mikołowa czekają na Twoją pomoc” Ada opisuje jakie przygody spotkała na pierwszym w życiu rejsie po morzu. Warto dodać że Ada i Łukasz byli najmłodszymi uczestnikami wyprawy Arktyka 2017 Śladami Ginących Lodowców. Dziękim zebranym środkom wyruszyli na przygodę życia.

RELCJA Z REJSU – ARKTYKA 2017 „ Śladami ginących lodowców” etap Świnoujście – Gdańsk na pokładzie SY Bystrze 

Na początku bardzo chcę podziękować Panu Mariusz Noworól z Fundacji 4 Kontynenty za Jego inicjatywę oraz wszystkim życzliwym darczyńcom którzy przyczynili się do tego, że miałam możliwość popłynąć na ten rejs, a tym samym spełnić marzenie o wzięciu udziału w rejsie morskim.

To był mój pierwszy w życiu rejs morski – płynęliśmy ze Świnoujścia na Bornholm, a z Bornholmu na Hel.

Wypłynęliśmy we wtorek koło południa, było świetnie, wiatr we włosach, słońce nad nami, morze kołysało jachtem, bardzo mi się to podobało jak tak podskakiwaliśmy na falach. Już od pierwszych godzin rejsu stałam za sterem. Na początku trochę się wystraszyłam, że pierwszy raz jestem na morzu i już mi ster dają, ale okazało się, że w sumie to nic strasznego i że to w miarę proste i przyjemne. Przez cały dzień było mi bardzo dobrze, byłam szczęśliwa, że jestem właśnie tutaj.

Zapowiadała się fantastyczna noc z uwagi na pełnię księżyca, który oświetlał nas i morze niczym wielki reflektor.

Pod wieczór jednak wiatr zaczął się wzmagać a fale rosnąć – wtedy nie było mi już tak cudownie. Rozpoczął się pierwszy w moim życiu sztorm, a żeby go przeczekać leżałam na pokładzie próbując zasnąć, choć żeby leżeć prosto, na plecach, trzeba było leżeć praktycznie na oparciu ławki, a nie na siedzeniu. Tej nocy nie wzięłam już steru do rąk. W pewnym momencie zaczęłam drżeć, ale nie było mi nawet aż tak zimno, więc podejrzewam, że to raczej ze zmęczenia i strachu jednocześnie. Bo szczerze mówiąc jak zaczęło nami coraz mocniej kołysać to trochę się wystraszyłam, ale żeby się uspokoić powtarzałam sobie w myślach: „Ada, pamiętaj co ci mówili na kursie, że największy moment prostujący dla jachtów balastowych występuje przy kącie przechyłu ok. 75° – na pewno się nie wywrócimy.”

Teraz jak sobie to przypomnę to myślę, że przecież nie było aż tak strasznie i chyba nie miałam się czego bać, ale wtedy, w nocy, w tych okolicznościach, strachu opanować nie dało się tak prosto.

Do Ronne na Bornholmie dopłynęliśmy po czwartej nad ranem. Byłam padnięta. W czasie przelotu ze Świnoujścia udało mi się zasnąć tylko na 1,5 h. No i jesteśmy w końcu w tym porcie, wstawiamy wodę, już tylko herbata i spać. A tu nagle taki zwrot akcji, „Sifu” straciło manewrowość, dodatkowo ster przestał im działać i dryfowało na mieliznę. Trzeba wracać jakoś im pomóc. Mnie już wystarczyło przygód jak na ten moment, więc zostaliśmy z Łukaszem w porcie. Zmęczeni oczywiście, zasypialiśmy prawie na stojąco, w końcu położyliśmy się na ziemi przy jakimś budynku, który osłaniał nas od wiatru i zasnęliśmy, a jak się obudziliśmy to było już jasno. Koło siódmej rano, patrzymy – „Bystrze” wraca, ale bez „Sifu”. Okazało się, że przy tej pogodzie pomóc im nie było tak prosto i trzeba było ”kogoś większego i silniejszego”. Opowiadania o tym, jak to momentami jedni drugich przez fale nie widzieli, co praktycznie zupełnie uniemożliwiło „akcję ratunkową” były dla mnie zupełnie wystarczające aby utwierdzić się w przekonaniu, że pozostanie w porcie i spanie na betonie było jednak lepszym wyborem. W każdym razie jak nasi tylko wrócili stwierdziłam, że w końcu nadeszła pora na prawdziwe spanie.

Kolejne dwa dni spędziliśmy w Ronne czekając aż wiatr trochę ucichnie. Pierwszego dnia- w środę- odpoczywaliśmy w porcie i odsypialiśmy sztormową noc, a przynajmniej ja. Wieczorem graliśmy w karty, a później siedzieliśmy wszyscy na „Sifu”, rozmawialiśmy o tzw. życiu popijając cieple napoje . W czwartek poszliśmy przejść się po Ronne. Całkiem urocze miasto, z kolorowymi domkami charakterystycznymi dla Danii i ogólnie Skandynawii. W centrum miasta fontanna zdobiona ślimakami. Według przesądu należy pocałować jednego ze ślimaków, żeby kiedyś tu wrócić – postanowiłam obcałować wszystkie jak nikt nie będzie widział . Wieczorem po spojrzeniu na pogodę na najbliższe dni, zapadła decyzja – wypływamy jutro rano.

Tak więc w piątek rano wypłynęliśmy z portu, kierunek- Hel! Nareszcie!

Oddalaliśmy się już od wyspy, jednak ciągle jeszcze mieliśmy jej brzeg w zasięgu wzroku, kiedy na naszym pokładzie pojawił się malutki, uroczy ptaszek. Biedak jak na swoje siły miał ląd już trochę za daleko, chyba niestety nie miał zbyt dużych szans gdzieś dolecieć, więc zatrzymał się na chwilę u nas. Przez parę minut skakał gdzieś po pokładzie, a później odfrunął.

Tym razem pogoda dopisywała w czasie całego przelotu z Bornholmu na Hel. Nawet jakoś nie specjalnie dłużyły mi się godziny na wachcie, doszłam nawet do wniosku, że tu na morzu 1,5 h mija mi chyba szybciej niż 45 min. w szkole. Siedzenie za sterem było cudowne, miało się takie poczucie, że teraz to ja mam władzę nad tą łódką, która jest tak mała dla morza, a tak duża dla mnie, czułam się prawie jak bym była władcą całego świata, tutaj i teraz to ja dowodzę, ja trzymam ten ster i jestem za to odpowiedzialna.

Słońce jeszcze nie do końca zaszło za nami, a przed nami już wstaje księżyc – niesamowity, bo również pomarańczowy. To był naprawdę piękny wieczór. I tego właśnie pięknego wieczoru, siedząc za sterem doznałam szoku, a mianowicie po paru radach i wskazówkach kapitana okazało się, że aby utrzymać kurs wystarczą lekkie wychylenia steru by skontrować falę, a nie trzeba kręcić tym kołem zamaszyście jak szalona, jak robiłam to do tej pory. Od tego momentu wszystko okazało się jeszcze przyjemniejsze i łatwiejsze. Kapitanie Arturze, wielkie dzięki! W czasie tego przelotu stałam za sterem każdą połowę naszej wachty, również w nocy, byłam naprawdę szczęśliwa.

Po 30-sto godzinnym przelocie w sobotę późnym południem dotarliśmy na Hel.

Następnego dnia rano dla nas wszystko miało się skończyć (no bo nie wszyscy mogli spóźnić się do pracy w poniedziałek, jak ja do szkoły. To trwało za krótko, chciałabym jeszcze zostać, jeszcze pożeglować, spędzić więcej czasu z tymi wspaniałymi ludźmi. Ale niestety wszystko co dobre kiedyś się kończy.

Jeszcze ostatni wspólny wieczór w cudownym, bardzo klimatycznym pubie, gdzie gościu grał jednocześnie chyba na dwóch, w porywach do trzech instrumentów, a do tego jeszcze śpiewał szanty. Na ścianach, pod sufitem i gdzie się dało pozawieszane były różne przyrządy żeglarskie, rybackie, obrazy, mapy… dosłownie wszystko, włącznie z zasuszonymi rybimi głowami. A rano pociąg.

Nigdy nie zapomnę tego rejsu i zawsze będę go bardzo miło wspominać.

Na pewno będę poszukiwać kolejnych sposobności pozwalających mi doskonalić umiejętności żeglarskie, oswajać się z morzem i przeżywać kolejne wspaniałe przygody.

Wszystkim serdecznie dziękuję za ten wspaniały czas spędzony razem.   

Ada

Kategorie
Żeglarstwo

Clean up Svalbard 2017 podczas wyprawy Arktyka Śladami Ginących Lodowców

Clean up Svalbard 2017

Podczas naszych rejsów na Svalbardzie w ramach wyprawy Arktyka 2017 Śladami Ginących Lodowców nasze załogi biorą udział w akcji Clean up Svalbard 2017. Od lokalnych władz otrzymaliśmy specjalne worki , naszywki i odznaki, które potwierdzają nasz udział w akcji. Otrzymaliśmy zgodę na odwiedzenie wielu niedostępnych rezerwatów na które przeprowadzaliśmy desant. Oprócz czystej nieskazitelnej przyrody, często podczas naszych trekingów wzdłuż wybrzeża spotykaliśmy mnóstwo zalegających na brzegu śmieci. Najczęściej spotykamy reszty sieci rybackich, mnóstwo pasków spinających pp , odpadów w postaci resztek skrzynek LDPE / PP, pływaków z aluminium. To wszystko zalega na brzegach i w samym Oceanie Arktycznym. Każdy z nas czekał na spotkanie wielorybów, foki, morsów , białego misia jednak łatwiej dostrzec zalegające na brzegach śmieci.

Było nam niezmiernie miło wziąć udział w akcji Help Preserve Svalbard’s Wilderness, wszak natura wiele daje i trzeba o nią dbać.

Zaloga etapu S7 

Magda, Małgosia, Jarek, Tomek, Zbyszek, Marek, Mariusz 

Kategorie
Żeglarstwo

Granica Lodu Arktyka 2017 na pokładzie SY Sifu of Avon

Miło nam poinformować, że po 79 dniach żeglugi Wyprawa Arktyka 2017 Śladami Ginących Lodowców na pokładzie Sifu Of Avon dotarła do granicy arktycznego lodu, dalej już była tylko „droga” lodowa na Biegun Północny. Już za niedługo szersza relacja. Przed załogą Fundacji 4 Kontynenty kolejne wyzwanie – opłynąć wokół Spitsbergen, co w tym roku będzie bardzo trudne ze względu na sytuację lodową wschodniej części Spitsbergenu. Zapraszamy do udziału w kolejnych etapach wyprawy Arktyka 2017 Śladami Ginących Lodowców na pokładach Sifu of Avon oraz SY Bystrze

Mariusz Noworól 












Kategorie
Żeglarstwo

Powitanie z Arktyką – relacja z etapu Trondheim – Bodo

Arktyka 2017 Śladami Ginących Lodowców  – etap B4 z Trondheim do Bodo  

Dla większości załogi s/y Bystrze etapu B4 była to pierwsza wizyta w Norwegii i wizja żeglowania wzdłuż norweskiego wybrzeża stanowiła dodatkową atrakcję.
Zaokrętowaliśmy się na s/y Bystrze w Trondheim w porcie “Skansen” – pomimo tej ciekawej nazwy sam port nie przypominał muzealnego obiektu – wszystko było funkcjonalne i w miarę nowoczesne. Po uzupełnieniu żywności przywiezionej z Polski o dodatkowe produkty wypłynęliśmy z Trondheim na północ.

Wiał mocny wiatr od południa więc na samej genui i bezanie dość szybko i sprawnie dopłynęliśmy do Uthaug. Od razu po zacumowaniu wybraliśmy się na zwiedzanie miasteczka. Poza samymi krajobrazami urzekły nas zadbane kolorowe domki z typową drewnianą zabudową. Z samym “łapaniem widoków” nie musieliśmy się spieszyć ze względu na białe noce, które występują latem w północnej Norwegii. Słońce nieznacznie zaszło za horyzont dopiero przed północą, wschód słońca był chyba 3 godziny później – a to co było pomiędzy to tzw. zmierzch cywilny (ang. civil twilight) . Po powrocie na łódkę mieliśmy jeszcze możliwość obserwowania ćwiczeń wojskowych na lądzie i morzu norweskiej armii – trzeba przyznać, że robiło to duże wrażenie. Na koniec dnia kapitan zrobił nam ciekawy wstęp na temat astronawigacji wprowadzając nas w podstawowe pojęcia z tego tematu.

Następnego ranka wypływamy dalej. Pogoda i wiatr dopisują. Z pokładu s/y Bystrze podziwiamy mijane wysepki. Wieczorem postanawiamy zrobić przerwę na wyspie Villa. Jesteśmy tutaj jedynym jachtem przycumowanym do pomostu, a w zatoczce niedaleko nas stoi szwedzki jacht na kotwicy. Opłacało się zrobić postój w tym miejscu. Na wyspie jest nieczynna latarnia – dawniej opalana węglem. Światło zachodzącego słońca w połączeniu z soczystą roślinnością wyspy dawało niesamowite efekty wizualne. Wypływamy przed północą i podziwiamy zachód słońca o północy na otwartym morzu norweskim. Po ok. 3 godzinach docieramy do Rørvik i cumujemy burtą do s/y Sifu of Avon ze względu na brak miejsca w porcie.

Następnym punktem zwiedzania i miejscem na kolację jest port Vennesund na wyspie Kvaløya. Spotykamy tam Polkę pracującą w portowej restauracji, a poza tym jest WiFi więc jest wypas 🙂 ! Co jakiś czas przypływają tutaj duże promy z gromadą turystów. Odpływamy przed północą mijając słynną górę Torghatten na wyspie Torget z charakterystyczną dziurą po środku. Nad ranem wiatr ustaje kompletnie, więc włączamy silnik zamieniając nasze s/y Bystrze w motorówkę. Nie trwa to jednak zbyt długo gdyż na południu wytworzył się rozległy niż, który przynosi wiatr z północy – a to co oznacza dla nas wielogodzinne halsowanie.

Po kilkunastu godzinach zatrzymujemy się w porcie w Sleneset koło pięknej repliki łodzi Wikingów. Sam port położony jest w malowniczej scenerii – więc cieszymy się pięknymi widokami oraz wygraną Polski w meczu z Rumunią! W tym dniu spłynęło wiele jachtów do Sleneset z okazji odbywających się regat więc w porcie jest dość tłoczno. Nie stanowi to jednak problemu gdyż Norwegowie, jak zwykle, są dla nas bardzo sympatyczni.

Mamy to !!! -północne koło podbiegunowe.
Następnego dnia przekraczamy północne koło podbiegunowe – w czym utwierdza nas pokładowy GPS pokazując 66°33’39″N. Świętujemy to kąpiąc się w morzu norweskim. Orzeźwiająca kąpiel w wodzie morskiej o temp. 6°C poprawia wszystkim humor i potęguje apetyt przed obiadem. Białe noce panujące na tej szerokości geograficznej o tej porze roku znacznie ułatwiają żeglugę nocną. Przypływamy o północy do Støtt Brygge – nieopodal

wyspy Svenningen. Przy wejściu do portu widać w oddali na horyzoncie Lofoty – niesamowity widok! Po późnej kolacji wyruszamy na punkt widokowy. Ze szczytu wyspy rozciąga się niesamowity widok na okoliczne wysepki skąpane w czerwonym świetle wschodzącego słońca. Dość atrakcji na dzisiaj, trzeba się w końcu wyspać – wracamy na jacht o 4-ej nad ranem.

Przed wyruszeniem do końcowego portu w Bødo jemy śniadanie na tarasie w przystani jachtowej – jakże wspaniała odmiana w porównaniu z jachtową messą.Wypływamy nieśpiesznie na północ przy słonecznej pogodzie. Kapitan uczy astronawigacji przy użyciu sekstantu, tabeli i obliczeń. Do Bødo przypływamy przed północą cumując blisko s/y Sifu of Avon. Robimy sobie pamiątkowe zdjęcie i razem świętujemy zakończenie rejsu!
Czas się pożegnać. To był bardzo udany rejs !!!!
Ja na pewno kiedyś jeszcze wrócę do Norwegii, żeby pożeglować wzdłuż jej wybrzeży. 

Daniel Kitel 

Kategorie
Żeglarstwo

Fiku miku po Bałtyku – Majówka pod żaglami 2017 z Fundacją 4 Kontynenty

Fiku Miku po Bałtyku – Majówka 2017 Fundacji 4 Kontynenty i start wyprawy Arktyka 2017– śladami ginących lodowców

To już druga edycja majówkowego rejsu po Bałtyku organizowana przez Fundację 4 Kontynenty. Pierwsza odbyła się w 2016 roku. Wzięło w niej udział 70 osób. Tym razem grono się powiększyło do 90. A i okazja trochę się zmieniła. Razem z majówką ruszyła wyprawa na Arktykę pod tytułem Arktyka 2017 – Śladami Ginących Lodowców oraz Arktyka 2017 – Nordkapp.

Uczestnicy imprezy spotkali się 28 kwietnia w sobotę w marinie w Górkach Zachodnich – Gdańsk, aby w niedzielę z rana ruszyć flotyllą 10 jachtów na zachód.

W sobotę nastąpiło zaokrętowanie uczestników, zaprowiantowanie, szkolenia BHP oraz integracja. Część uczestników znała się już z wcześniejszych rejsów, jednak dołączyło do nas sporo nowych osób, które szybko zintegrowały się z pozostałymi. 3 jachty dopłynęły popołudniem do mariny, aby z wszystkimi wystartować następnego dnia z tego samego miejsca.

W niedzielę o 1100 wszystkie 10 jachtów wyruszyło z Mariny za pierwszy punkt obierając Hel. Droga przebiegła na silniku, gdyż prawie nie wiało i kierunek wiatru na domiar złego był północny. Niby niewielka martwa fala dała się niektórym załogantom we znaki. Byli i tacy, co chcieli zrezygnować, ale ich silna wola płynięcia pozwoliła przezwyciężyć strach przed chorobą morską. Postój na Helu trwał tylko 4 godziny. O 2000 wszystkie jachty wyszły na nocny przelot do Łeby, w której czekały nas kolejne atrakcje. Osoby pierwszy raz płynące w morski rejs miały okazję zapoznać się ze światłami na wodzie. Niektórzy nawet organizowali quizy jak rozróżnić, w którą stronę płynie jacht, po światełku zielonym/czerwonym/białym, w którym miejscu jesteśmy określając na podstawie świateł latarni itp. Wiało na tyle przyjemnie z północnego-wschodu, że mogliśmy płynąć na żaglach. Kilka załóg urządziło sobie mini regaty.

Do Łeby dotarliśmy nad ranem około 0900. Część osób postanowiła odpocząć, większość jednak ruszyła na miasto wziąć udział w wydarzeniach organizowanych z okazji majówki w Łebie, m.in. koncert. Można było również wypożyczyć za darmo rowery i wybrać się na przejażdżkę. Wieczorem o 2100 rozpoczęło się ognisko. Prezes Mariny – Adam Krupa oficjalnie wszystkich przywitał, męski chór LeonVoci zainaugurował śpiewy i impreza rozpoczęła się na dobre trwając do samego rana.

We wtorek czas było ruszać dalej. W planie wszyscy mieliśmy płynąć do Ronne na Bornholmie, jednakże prognoza na kolejne dni nie była sprzyjająca na powrót do Gdańska. Dlatego kapitanowie podjęli decyzję o rozłączeniu się na wyjściu z Łeby. Jacht s/y Sifu of Avon i s/y Bystrze skierowały się na zachód, s/y Abeba z najmłodszym załogantem Piotrusiem – niespełna dwulatkiem – pozostała przy polskim wybrzeżu, a pozostałe jachty popłynęły na północ do szwedzkiego portu Karlskrona. Na Bornholm i do Karlskrony z Łeby było mniej więcej po 110 Mm. Początkowo wiała mocna 6 co pozwoliło na szybkie płynięcie na żaglach. Byliśmy ciekawi, której ekipie uda się dotrzeć na miejsce jako pierwszej. Przez długi czas udawało nam się utrzymać łączność na radiu. Gdy flotylla naszych jachtów dotarła do Karlskrony po niespełna dobie, daliśmy znać, że jesteśmy na miejscu i okazało się, że s/y Bystrze i s/y Sifu of Avon przybyli na Bornholm niemalże w tym samym czasie.

W Karlskronie odebraliśmy kolejne prognozy pogody i ostrzeżenia o sztormie. Podjęliśmy decyzję, że dwa dni zostajemy w porcie. Ustawiliśmy się wszyscy obok siebie przy jednym pomoście. Wolny czas wykorzystaliśmy na zwiedzanie miasta, zakupy, odwiedzenie najlepszej lodziarni na rynku, wizytę w muzeum morskim (wstęp darmowy a eksponaty bardzo ciekawe) w czwartek nawet na wycieczkę na wyspę Aspö – jedną z piękniejszych wysp archipelagu Karlskrony, na której znajduje się twierdza Drottningsskär oraz charakterystyczne drewniane domki. W przerwach na zwiedzanie załoga s/y Faworyt przygotowywała przepyszne posiłki (placki ziemniaczane, naleśniki, kluski śląskie), na które zbiegały się załogi innych jachtów. To niesamowite, ale dla każdego starczyło jedzenia.

W piątek wiatr już tak mocno nie wiał a prognozy mówiły nawet o okresach ciszy. O 1100 oddaliśmy cumy i udaliśmy się w drogę powrotną do Polski. Kapitanowie zdecydowali się na obranie kursu na Hel. Przy wyjściu wiała znowu mocna 6. Między wysepkami archipelagu Karlskrony mijaliśmy się ze szwedzkim U-Bootem. Niespotykane zdarzenie mijać się z taką łodzią w ruchu. Wieczorem wiatr osłabł do 3 Bft aż w końcu nad ranem niemalże przestał wiać i musieliśmy wspomagać się silnikiem. Do rana załoga s/y Elektra eskortowała jacht s/y Kacyk z powodu ich podartego foka. Kiedy s/y Kacyk postanawił powędkować, rozdzieliliśmy się. Jak się później okazało, s/y Kacyk musiał prosić o pomoc w związku z problemami z silnikiem (niespodzianki tej załogi nie omijały). Na szczęście s/y Faworyt był w miarę blisko i wzięli Kacyka na hol aż do Gdańska. Na wieczór bez załogi s/y Kacyk i s/y Faworyt spotykaliśmy się na Helu w Pubie Morgan na imprezie pożegnalnej. Czekała tam również na nas załoga s/y Abeba z wspomnianym wcześniej najmłodszym uczestnikiem Piotrusiem. Ciekawostka – najstarszy uczestnik majówki zgodnie z patentem był urodzony w 1051 (to nie żart, taka data widnieje na patencie). Niezależnie od wieku, wszyscy świetnie się bawili i nikomu nie chciało się wracać.

Niestety w niedzielę rano wyruszyliśmy w drogę przez Zatokę do Gdyni (s/y Ruth i s/y Impression) oraz Górek. Wiało przyjemnie w plecy, więc trasę pokonaliśmy w nieco ponad 3 godziny. Chciałoby się popływać więcej… W porcie pakowanie, pożegnania i czas na powroty do domów.

Dziękujemy załogom: s/y Xela, s/y Abeba, s/y Ruth, s/y Faworyt, s/y Kacyk, s/y Elektra, s/y Impression, s/y Chiron 2 za spędzony wspólnie tydzień i życzymy powodzenia załogom s/y Bystrze i s/y Sifu of Avon w dalszej podróży na Arktykę.

Dołącz do wyprawy Arktyka 2017 Śladami Ginących Lodowców, informacje dostępne na stronie www.4kontynenty.pl

Agnieszka Zahorska

 

Kategorie
Żeglarstwo

TEEKANNE zostało PARTNEREM naszej wyprawy Arktyka Śladami Ginących Lodowców

Z największą przyjemnością informujemy, że firma TEEKANNE została Partnerem naszej wyprawy. TEEKANNE jest producentem bardzo smacznych herbat i postanowiło wesprzeć wyprawę Arktyka 2017 ofiarowując nam i wszystkim uczestnikom wyprawy zapas 6 tys. sztuk. Dzięki temu na naszych obu wyprawowych jachtach, na każdym z 29 etapów będziemy mogli każdego dnia delektować się smakiem pysznych herbat (czarnych, earl grey, owocowych) wśród przepięknych norweskich fiordów, Lofotów oraz rozgrzewać zmarznięte ciała wśród lodów Arktyki.

Dodatkowo otrzymaliśmy kubki termiczne i zarówno na Sifu, jak i na Bystrzu, każdy z nas będzie na poszczególnych etapach z nich korzystać.

Dziękujemy TEEKANNE za wsparcie nas i obiecujemy pamiętać z każdym łykiem wypijanej herbaty.

Kategorie
Żeglarstwo

Patronat Honorowy

Wyprawa Arktyka 2017 Śladami Ginących Lodowców została objęta patronatem Honorowym Burmistrza Miasta Trzebini p. Adama Adamczyk. 

Miasto Trzebinia obchodzi w tym roku jubileusz 200 lecia  nadania praw miejskich 

Datę nadania Trzebini praw miejskich potwierdza zapis w księdze uchwał Senatu Wolnego Miasta Krakowa, datowany na 6 września 1817 roku: „Uchwalono przywilej wynoszący kolonię Trzebini do rzędu miasteczek w należnej formie wydać, zapłaty stempla w kwocie złotych polskich sto dwadzieścia pięć. Wydziałowi Spraw Wewnętrznych polecić wezwanie dziedzica do złożenia planu, wedle którego dom urzędnika miejscowej policji chce wystawić i przedstawienia ukwalifikowanego kandydata na zastępcę wójta; zaprowadzenie administracji i targowego i jarmarcznego, tudzież przypisanie taryfy tego poboru na wzór taryfy miasteczka Nowy Górze udzielanej; razem zalecenie inspektorowi dróg i mostów, ażeby plan drogi murowanej przez dziedzica zrobić się mającej przygotował. Zresztą wyniesienie to kolonii Trzebini ma być pismami publicznymi ogłoszonym. Wydział zaś dochodów publicznych wszelkie prawa, przepisy i rozporządzenia, ażeby się wyłącznie do miast i miasteczek ściągały, ma do miasteczka Trzebinia zastosować” (Archiwum Państwowe w Krakowie, Akta Wolnego Miasta Krakowa IV-3, s. 147).

www.trzebinia.pl