Kategorie
Blog

Ciasto na pokładzie – Porta Sailing Team

Dzisiaj (24 czerwca) dzięki uprzejmości kapitana w końcu się wyspaliśmy. W planie były kajaki, ale okazało się, że w porcie jest tylko jeden (!). Po obfitym śniadaniu ruszyliśmy w dalszą żeglugę i na niej upłynął nam cały dzień. Dziś postanowiliśmy również dobrze się odżywiać – upiekliśmy szarlotkę, ciastka, zjedliśmy zupę ogórkową i kaszę z dodatkami. Wieczorem dopłynęliśmy do portu w Kinsarvik.

Klaudyna 

Kategorie
Blog

W porcie Sunndal – Porta Sailing Team

Dzisiaj (23 czerwca) działo się bardzo dużo. Ruszyliśmy z portu o 7 rano. Podczas śniadania (pyszna rozgrzewająca jaglanka!) w końcu znaleźliśmy gitarę, która, cytując kapitana, nadaje się tylko na hiszpański kołnierz. Po czterech godzinach pływania znaleźliśmy się w porcie w Sunndal, skąd ruszyliśmy na lodowiec Folgefonna. Przy jeziorze lodowcowym zrobiliśmy wspólne zdjęcie w koszulkach rejsowych i z kartkami z napisem „I love dad!” z okazji Dnia Ojca. Potem dwójka śmiałków (Grzegorz i Krzysztof) ruszyła na lodowiec dłuższą trasą, wchodząc na szczyt góry Fonnabu i podziwiając lodowiec w pełnej okazałości. Reszta ruszyła krótszą, choć nie mniej wymagającą trasą, do czoła jęzora lodowca (brawa dla autora przewodnika, który oznaczył tę trasę „family fun”). Cała wędrówka zajęła nam 10 godzin (nie cztery…). Po powrocie obie ekipy podzieliły się wrażeniami przy gulaszu i blasku świec.

Klaudyna 

Kategorie
Blog

17 godzin i 70 mil – Porta Sailing Team

Dziś (22 czerwca) cały dzień pływaliśmy po morzu. Wystartowaliśmy o 6 rano, żeby zrobić jak najdłuższą trasę. Żeglowaliśmy bez przerwy 17 godzin i przepłynęliśmy 70 mil morskich. Zatrzymaliśmy się w klimatycznym porcie w Uskedalen. Z portu widzimy wysokie góry i piękny wodospad. Jest po północy, ale wcale tego nie odczuwamy, gdyż jest wciąż jasno. Planujemy jutrzejszą trasę na lodowiec Folgefonna.

Klaudyna 

Kategorie
Blog

Kurs na Prekestolen – Porta Sailing Team

Wczoraj 20 czerwca  cały dzień żeglowaliśmy i żywiliśmy się po włosku Wieczorem dopłynęliśmy do portu w Tau, gdzie po krótkim spacerze, zabawie na placu zabaw i zakupach poszliśmy spać. Za to 21. czerwca przyniósł nam wiele emocji – zdobyliśmy Preikestolen! Pogoda była bardzo zmienna, od słońca i rozpogodzeń po wiatr, mgłę, a nawet grad. Na szczęście na samej półce skalnej udało nam się trafić w lukę pogodową i mieliśmy wspaniały widok na Lysefjord. To zdecydowanie jeden z najpiękniejszych widoków, jakie widzieliśmy. Swoją obecnością uraczyła nas również pełna tęcza. Po powrocie odpoczywaliśmy, przygotowując się na atrakcje kolejnego dnia

Klaudyna 

Kategorie
Blog

Lerkil-Goetheborg

Skały załamujące fale, skaliste wysepki z uroczymi domeczkami, latarnie, znaki nawigacyjne…. Płynąć trzeba uważnie, ale widoki absolutnie wyjątkowe.

Rozmiary Lerkil przerosły nasze najśmielsze oczekiwania. Marina jest ogromna, pełna jachtów i łodzi motorowych, ale dopełnienie formalności okazało się wyzwaniem. Zrobiliśmy spory spacer, zanim dotarło do nas, że nie ma tu automatów, dobrze znanych z innych marin. Nie spotkaliśmy też nikogo, więc uzyskanie jakichkolwiek informacji było prawie niemożliwe. Jednak stukając do jedynego oświetlonego okna udało nam się porozmawiać z mieszkańcem tej okolicy, który obserwował nas od dawna (zawsze to jakaś rozrywka), wyjaśnił nam – co i gdzie, oraz że i tak nic nie zrobimy, bo nikogo nie ma. Spędziliśmy więc noc w tym bezludnym miejscu i rano ruszyliśmy szkierową drogą do Goetheborga. Niby mil nie tak wiele, jednak droga kręta, trzeba ominąć skały, te widoczne i te podwodne, skaliste wyspy i wysepki. Trzymaliśmy się szlaku wyznaczonego znakami nawigacyjnymi, wypatrywaliśmy boi, tyczek, kardynałek (niektóre jak z bajek o krasnoludkach), sieci, promów…. i oczywiście podziwialiśmy surowy krajobraz szkierów. Skały załamujące fale, urocze zatoczki, w których przy maleńkiej kei mieści się dokładnie jeden jacht, kolorowe domki stłoczone w osiedle nad brzegiem morza…. My też byliśmy oglądani, tuż przy naszej burcie baraszkowała foka, chwaląc się nam świeżo upolowaną rybą. Faktycznie, kolację będzie miała zacną.

Ostatni odcinek drogi do mariny Lilla Bommen w Goetheborgu urozmaiciły nam jachty biorące udział w Volvo Ocen Race. Ich manewry sprawiły, że musieliśmy płynąć poza krawędzią szlaku, co chwila upominani przez obsługę regat, żeby zostawić im jeszcze więcej miejsca. Było jednak na co popatrzeć. Szybkość i elegancja wykonywanych manewrów były imponujące. Następnego dnia odwiedziliśmy wioskę Volvo Ocean Race, jednak widzieć je na wodzie to niezapomniane przeżycie.

Cumowanie w Lilla Bommen i koniec naszego etapu…. Szkoda, że nie płyniemy dalej….

Jacht „z duszą” czeka na remont i rejsy z Fundacją 4 Kontynenty, pomóżcie spełnić te marzenia

Info  Zbiórka na remont jachtu 

Kategorie
Blog

Varberg-Lerkil

W Varbergu deszcz przypomniał o sobie, trochę padło, trochę solidnie lało, ale były też bezdeszczowe chwile na zwiedzenie miasta i majestatycznej twierdzy na wzgórzu.  XIV wieczna twierdza Varberg broniła kiedyś wybrzeża przed Duńczykami, potem służyła jako więzienie, a do dziś krążą legendy o niewyjaśnionych zdarzeniach i strachach w starym zamczysku. Nie spotkaliśmy tam białej damy ani błędnych rycerzy, mieliśmy za to okazję obserwować ze wzgórza manewry wielkiego promu, który dziobem wpływa prawie do mariny i wykonuje precyzyjny driffting ustawiając się we właściwym miejscu w porcie. Krajobraz już surowszy i skalisty, zapowiedź tego, co będziemy oglądać w najbliższych dniach. Postanowiliśmy wypłynąć rano, jednak rzęsisty deszcz nieco opóźnił nasze plany. Ruszyliśmy kiedy trochę się wypogodziło, jednak deszcz i silny wiatr dopadły nas niedługo po opuszczeniu portu. Chociaż przed burzą udało nam się uciec i pioruny widzieliśmy tylko daleko nad horyzontem. Mokre sztormiaki szybko jednak wyschły w promieniach słońca, wiatr zelżał i odkręcił się w idealnym dla nas kierunku. Spokojnie pożeglowaliśmy dalej w towarzystwie delfinów i fok, które co jakiś czas wynurzały się przy naszym jachcie. Na miejsce postoju wybraliśmy ukrytą wśród skał marinę Lerkil. Wybrzeże szkierowe zmusza do precyzyjnej żeglugi po bezpiecznie wytyczonej trasie. Maszty w marinie widzieliśmy długo, jednak trzeba było ominąć wszystkie skały broniące do niej dostępu, co wymagało zatoczenia sporego koła. Dobrze, że nie wchodziliśmy tam w nocy… choć pojęcie nocy na tej szerokości geograficznej nieco różni się od tego, które znamy z polskiego wybrzeża…

Kategorie
Blog

Falsterbo-Kopenhaga

Most w Falsterbo otwiera się o pełnych godzinach, ale tylko wtedy, gdy ktoś czeka na przejście. Trzeba być blisko i przechodzić szybko, dowiedzieliśmy się o tym o 6.10, kiedy chcieliśmy zachować się grzecznie i spokojnie poczekać na swoją kolej. Okazało się, że tam trzeba się spieszyć. Most zamknął się tuż przed naszym dziobem, więc wróciliśmy na nasze dawne miejsce i postanowiliśmy się wyspać. W tym czasie porządnie się rozwiało. Chyba Neptun usłyszał nasze prośby i postanowił dać nam jeszcze więcej. W silnym wietrze przeszliśmy pod mostem, z minuty na minutę wiatr tężał, więc postanowiliśmy stanąć w marinie. Nie tylko my podjęliśmy taką decyzję, Duch Morza już tam był i szybko pojawiły się kolejne jachty. Pomagaliśmy sobie nawzajem w cumowaniu i zawieraliśmy nowe znajomości. Brytyjczycy też wybierali się do Kopenhagi, widzieliśmy się jeszcze kilka razy…

Spacer po miasteczku, śledzenie prognozy pogody, poprawianie cum… tak minął nam dzień.

Wiatru już nie brakowało, do Kopenhagi płynęliśmy szybko. Droga dokładnie wyznaczona znakami nawigacyjnymi, bywa wąsko, coraz więcej jachtów. Majestatyczny most Kopenhaga-Malmo oglądamy po prawej burcie i zostawiamy za rufą. Teraz duże statki mijają nas jeden za drugim, a my płyniemy wzdłuż prawej krawędzi ich toru.

W Kopenhadze czeka na nas Eliza, planujemy zwiedzać z nią miasto, więc chcemy stanąć blisko Centrum, w wygodnym miejscu. Marina Langelinie jest dla nas idealna. 

Kategorie
Blog

Allinge-Falsterbo

W Allinge nikomu się nie spieszy, turystów jeszcze niewielu, chociaż w miasteczku nie brakuje hoteli i domów wypoczynkowych zapraszających uroczymi podwórkami pełnymi kwiatów i stolików przy których kawa smakuje wyśmienicie. Poddaliśmy się spokojowi Bornholmu i spacerowaliśmy malowniczymi uliczkami i brzegiem morza podziwiając kamieniste plaże w świetle zachodzącego słońca. Wielkie namioty, rozstawiane wzdłuż brzegu zapowiadały jednak zmianę nastroju, Folkemodet 2018 sprawi, że będzie głośno i radośnie, oj będzie się działo….

Ale tego nie usłyszymy, pora ruszać w kierunku Kopenhagi.  Wygraliśmy drogę „na skróty” – przez Falsterbo. Pogoda się nie zmieniła, znów jachting w słońcu, coraz bardziej tęskniliśmy za prawdziwym wiatrem. W spokojnym tempie dotarliśmy do Falserbo, most jednak był już zamknięty, więc musieliśmy czekać do rana, przycumowani do burty brytyjskiego jachtu.

Kategorie
Blog

Cumy czas oddać w kierunku Allinge

Ruszyliśmy z niewielkim opóźnieniem, ale przed wyprawą wszystko musi działać perfekcyjnie, w końcu przed Jazonem ponad 4000 mil. W czwartek wszystko było już gotowe. W gorących promieniach czerwcowego słońca spokojnie pożeglowaliśmy w kierunku Bornholmu. Pogoda prawie adriatycka, lekki wiatr, błękitne niebo… Nie było jednak nudno, tylu okrętów wojennych dawno nie widzieliśmy. To tylko ćwiczenia, ale zamknięta strefa wydłużyła nam drogę. Do Allinge dotarliśmy więc w sobotę o świcie po 38 godzinach rejsu.

Kategorie
Blog

Raz na wodzie czasem pod wodą

Wielka majówka 2018

W tym roku wybraliśmy się do Albańskiej Sarandy.  Limbowa – Saranda 2018 PRODŻEKT 

Limbowa – Saranda 2018 PRODŻEKT II

Czas na Albaniie  wersja NO Profit autorski pomysł Krzysztofa 

Wyjazd z Gdyni busem 8 osobowym, w czwartek 26 kwietnia, po pracy ok 15, przejazd A1 do Torunia, potem na południe do Bielska -Białej i Żywca, nocleg ok. 23, rano w piątek o 8 już w trasę , granica ze Słowacją w Korbielowie, potem wjazd na godzinę do Budapesztu, widok miasta z nad Dunaju ze wzgórza Cytadeli, węgierską autostradą pojechaliśmy do Serbii, wjazd na godzinę do, tętniącego nocnym życiem Belgradu, potem przejazd do Macedonii, nad ranem godzinne zwiedzanie niesamowitego Skopje, przejazd do Grecji gdzie super nowoczesną autostradą, omijająca stanowiska archeologiczne i mateczniki brunatnych niedźwiedzi, pędziliśmy do granicy z Albanią, tutaj dobre drogi się skończyły, a ostatni kawałek do Sarandy jest.. b ciekawy serpentynami przez góry, po drodze wjechaliśmy do parku Blue Eye , krystalicznego źródła bijącego z ziemi, ok południa w sobotę, w Sarandzie, Zwiedzanie rzymskiej osady w Butrinti, jeden dzień nad zatoką Monastyrii, jeden w oddalonym o 55km Porto Palermo, dzień w centrum miasta, nurkowanie na wraku, zwiedzanie starej części Sarandy, wyjazd do Grecji do Igoumenitsa , w Gijokaster nurkowanie w jaskini zwiedzanie starego miasta i zamku, zabraliśmy własną sprężarkę , ilość znurkowań zależała tylko od determinacji ekipy, nie mniej niż dwa dziennie, w piątek 4 maja pojechakiśmy do Dubrownika, najpierw przez prawie całą, Albanię do Czarnogóry zobaczyć, Budvę i Zatoke Kotorska, przez którą przepłyniemy promem, następnie do Chorwacji do upiornej zatoki Umarłych Hoteli zaraz potem do Dubrownika wjedziemy na górę do stacji kolejki skąd doskonale widać miasto, i do samego Starego Miasta śpimy 5km od miasta, rano w sobotę ruszamy do domu most za Dubrownikiem, potem Bośnia i Hercegowina Neum , i znowu Chorwacja, ok 100km od Dubrownika wjeżdżamy na nową autostradę i prujemy do Zagrzebia, potem krótko Słowenia, Maribor i jesteśmy w Austrii, godzina do Wiednia, następnie Czechy Brno, Ostrawa i jesteśmy w Polsce, ok 7 h i Gdynia , Wyjątkowo ciekawa wyprawa 12 krajów. To wspaniała, autorska, wyprawa, odwiedzimy miejsca do których nie zaglądają standardowe wycieczki. W maju woda i powietrze ma ponad 22 st C. Jest mało turystów. Są odludne plaże tylko dla nas, ciekawe, zróżnicowane, nurkowania w krystalicznej wodzie , laguny, wraki, jaskinie.

Piotr Bartosiak